dlugiJP 7/2021
Wywiad

Patryk Lewi: Logicznie poukładane melodie

Obrazek tytułowy

fot. Bogusław Kornaś

Patryk Lewi – gitarzysta, kompozytor, aranżer, absolwent instrumentalistyki na Wydziale Artystycznym w Cieszynie w klasie gitary jazzowej prof. Karola Ferfeckiego, a przede wszystkim lider i założyciel Patryk Lewi Quintet – zespołu skupionego wokół warszawskiej sceny jazzowej. Gitarzysta zaprosił do współpracy saksofonistę Michała Borowskiego, pianistę Pawła Odoszewskiego, basistę Bartosza Łazarskiego i perkusistę Kacpra Majewskiego. W Międzynarodowy Dzień Jazzu – 30 kwietnia – ukazał się album kwintetu zatytułowany Logosonus. Debiutancki materiał autorstwa lidera jest efektem inspiracji zarówno muzyką improwizowaną z nurtu mainstreamowego, jak i dziełami spod znaku klasyki i awangardy.

Aya Al Azab: Prawdopodobnie ta rozmowa będzie dla części naszych czytelników pierwszą okazją do poznania ciebie i twojej muzyki. A zatem zacznijmy od początku. Wybór gitary był podyktowany od zawsze aspiracjami jazzowymi?

Patryk Lewi: Gitara pojawiła się w moim życiu na długo przed tym, jak moje zainteresowania skierowałem w stronę jazzu. Pochodzę z rodziny, w której muzykowanie jest swojego rodzaju tradycją – mój tata gra na gitarze akustycznej, dziadek na akordeonie. Chociaż gitara była obecna w moim domu odkąd pamiętam, to jednak pierwsze dźwięki wydobywałem na pianinie, próbując odtworzyć melodie, jakie zasłyszałem na nagraniach płytowych czy też w obejrzanych filmach. Zainteresowanie „chordofonem szarpanym” przyszło w okresie nastoletnim. Wtedy podjąłem naukę w szkole muzycznej, szlifując klasyczną podstawę programową, a jednocześnie w wolnym czasie uczestnicząc w próbach amatorskich składów muzycznych, uprawiających szeroko pojętą muzykę pop-rockową. Do jazzu musiałem dojrzeć, najpierw jako słuchacz, a dopiero później próbując swoich sił jako wykonawca. Z perspektywy czasu postrzegam to jako najzupełniej naturalny proces.

Pochodzisz ze Zduńskiej Woli, ale na stałe mieszkasz w Warszawie i tu właśnie poznałeś muzyków, z którymi tworzysz Patryk Lewi Quintet. Jaka jest historia zespołu? Wcześniej graliście jako kwartet. Skąd decyzja o poszerzeniu składu? Dlaczego akurat ci konkretni instrumentaliści?

Działając w warszawskim środowisku muzycznym, poznałem wielu interesujących i kreatywnych muzyków. Kiedy narodził się pomysł stworzenia własnego składu, który wykonywałby moje kompozycje, zacząłem spotykać się na próbach z zaprzyjaźnionymi muzykami. Jak w przypadku każdego formującego się zespołu, jednym z najistotniejszych czynników warunkujących jego pomyślność jest eteryczna interakcja między muzykami, tak zwana chemia. Zachodzi ona niekiedy zupełnie spontanicznie, toteż „krzyżowanie dźwięków” z możliwie szeroką i rozmaitą grupą muzyków zwiększa szansę jej zaistnienia. Poniewaź przyniosłem gotowy materiał, zależało mi, aby każdy z moich kolegów odnalazł się w nim i czuł jak najbardziej komfortowo, widział dla siebie przestrzeń do własnej interpretacji.

Z Bartkiem Łazarskim „dotarliśmy się” najwcześniej, następnie na którymś z jam sessions poznałem Pawła Odoszewskiego, który z kolei zarekomendował Kacpra Majewskiego. Działaliśmy w kwartecie – zgodnie z moim pierwotnym założeniem co do instrumentarium. Koncept dołączenia saksofonu narodził się najpóźniej – koledzy również sugerowali możliwość uzyskania nowej jakości brzmieniowej poprzez wykonanie tematów unisono właśnie z tym instrumentem. Wybór padł na Michała Borowskiego, którego kunszt wykonawczy był mi znany już od pewnego czasu.

patryklewi cover2021.jpg

Płyta Logosonus to suma kompozycji z różnych okresów twojego życia. Te starsze poprawiałeś, dostosowując do tych nowszych? Jak wyglądał proces tworzenia płyty jako całości?

Rzeczywiście utwory te mają niejednorodny rodowód. Niektóre powstały parę lat temu, funkcjonując w nieco innej formie niż obecnie, następnie ewoluowały w swojej strukturze w miarę jak zmieniały się moje oczekiwania co do ich ostatecznego kształtu. Inne z kolei powstały w całości niemal z marszu, nie miałem poczucia, że powinienem cokolwiek w nich zmieniać. W toku modyfikacji tych „starszych” utworów nie kierowałem się intencją poprawy czy dostosowania do reszty.

Uważam, że materiał ten cechuje pewna spójność, choćby poprzez stosowanie różnorodnych form dla tematów i części improwizacyjnych, oraz stosowanie nieregularnych rytmów. Spośród większej liczby kompozycji wybrałem te, co do których miałem poczucie, iż są najbardziej „osadzone”, precyzyjnie określają mój sposób prezentowania form i konstruowania motywów przewodnich. Płyta jako struktura sonorystyczna kształtowała się jeszcze podczas sesji w studiu – duża w tym zasługa Pawła Odoszewskiego, jakkolwiek wszyscy wykazali się inwencją i kreatywnością, co zaowocowało uwiecznieniem momentów nieskrępowanej niczym improwizacji.

Co kryje się pod tajemniczym tytułem Logosonus?

Jest to neologizm mający wyrażać konsekwentny proces pojawiania się melodii w prezentowanych utworach – niejednokrotnie słyszałem opinie, że są one zauważalnie logicznie poukładane. Pierwotny roboczy tytuł brzmiał Sounds of Logos, zdecydowałem się jednak na odrzucenie angielskiego nazewnictwa, które jak wiadomo, jest dziś dość powszechne. Logosonus to termin mający inklinacje łacińskie, cechuje go uniwersalność brzmieniowa w wielu językach, przez co jest chwytliwy i charakterystyczny.

Studiowałeś na Wydziale Artystycznym w Cieszynie w klasie gitary jazzowej prof. Karola Ferfeckiego. Występowałeś jako muzyk sesyjny w wielu projektach muzycznych. Obecnie poza swoim zespołem współpracujesz z pianistą Wojtkiem Konikiewiczem. Masz za sobą występy na festiwalach, zbierałeś doświadczenie w różnych składach. Kiedy przyszła myśl o debiucie? Jest to ważna decyzja dla każdego muzyka. Wiem, że już dawno pisałeś „do szuflady”, zatem co popchnęło cię do podjęcia tego przełomowego kroku?

Zamysł nagrania płyty immanentnie dojrzewał we mnie wraz z powstawaniem nowych kompozycji, aczkolwiek wciąż miałem obiekcje co do wyboru „tego właściwego” momentu. W moim przypadku prawdopodobnie nastąpił w końcu przerost formy nad treścią. Długo dokonywałem w swoich utworach szeregu drobnych modyfikacji, dążąc do jakiegoś wyidealizowanego efektu. Kierowałem się przy tym zasadą „dajmy czasowi czas”. Ale po wszelkich tych eksperymentach na polu sonorystycznym i formalnym dotarło do mnie, że przesadnie przyprawiona zupa przestaje być smaczna. Jak wiadomo, płyty posiadające prawdziwego żywiołowego jazzowego ducha zostały nagrane jako zapis danej chwili, na co składa się wiele czynników determinujących ich charakter. W myśl tej idei następna płyta nie będzie już poprzedzona tak długim okresem przygotowawczym.

patryk lewi quintet fot Bogusław Kornaś 2.jpg

fot. Bogusław Kornaś

W informacjach o płycie można przeczytać o twoich inspiracjach muzycznych. A co z inspiracjami pozamuzycznymi? Potrzebujesz silnych emocji, by komponować, czy może podchodzisz do tworzenia czysto zadaniowo?

Wszelkie czynniki pozamuzyczne, choć niewątpliwie mogą przyczynić się do wzmocnienia procesu twórczego, jakim jest komponowanie, pełnią rolę drugorzędną. Moje działanie jest łapaniem balansu pomiędzy emocjami a szeroko pojętą zadaniowością. To nie tak, że wyznaczam sobie porę dnia, kiedy skomponuję coś nowego. Motywy lub frazy rodzą się najczęściej spontanicznie podczas codziennego kontaktu z instrumentem. Ale już dalsza kreacja takich pomysłów zahacza o zadaniowość. Można więc powiedzieć, że emocje nie grają w moim przypadku aż tak dużej roli. Napisałem jednak również takie utwory, których źródłem był wyłącznie nastrój danej chwili.

Zbliża się lato, a więc jest szansa na koncerty plenerowe. Czy planujecie trasę promocyjną?

Koncerty są jak najbardziej w planie, jest to najskuteczniejsza forma promocji płyty. Ze względu na obecną sytuację trudno operować konkretnymi datami występów, realizacja jakichkolwiek koncertów stoi obecnie pod znakiem zapytania. Pozostaje nie tracić ducha optymizmu i wierzyć, że będziemy mieli okazję zaprezentować materiał zawarty na naszej płycie w jedynie słusznej postaci, czyli na scenie przed obecną duchem i ciałem publicznością, budując niepowtarzalną atmosferę wymiany pozytywnej energii z audytorium oraz czerpiąc satysfakcję z naszej pracy.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO