! Wywiad

Piotr Damasiewicz i Dominik Wania: Muzyka o najważniejszych sprawach

Obrazek tytułowy

fot. Magdalena Guzik

Choć na co dzień realizują się w innych stylistykach, a dotychczas współpracowali ze sobą tylko w ramach wieloosobowego Power of the Horns, Piotr Damasiewicz i Dominik Wania zdecydowali się na nagranie albumu wyłącznie w duecie, aby zinterpretować na swój sposób utwory Artura Olendra pochodzące z odległego z ich perspektywy muzycznego świata. Skąd wziął się album The Way, The Truth, The Life i jakie są kulisy jego powstania?

COVER1.jpg


Piotr Wickowski: Dlaczego Piotr Damasiewicz i Dominik Wania nagrali w duecie płytę z muzyką Artura Olendra? Kiedy poznaliście autora tej muzyki?

Dominik Wania: Artura Olendra poznałem osobiście na przełomie lat 2011 i 2012. Wówczas za namową naszego wspólnego znajomego gitarzysty Krzysztofa Cyrana ze środowiska Akademii Muzycznej w Krakowie zostałem zaangażowany do projektu Artura Olendra, czyli do płyty Snu cień, aby nagrać partie instrumentów klawiszowych. Realizowaliśmy wtedy dokładnie zamysł kompozytora w konwencji popowo-rockowej, natomiast na płycie z Piotrem są nasze interpretacje jego piosenek. Autor zostawił nam tutaj zupełnie wolną rękę, jeśli chodzi o sposób podejścia do tej muzyki. I właściwie naszą wspólną decyzją z Piotrem było, co z tego wykorzystać, jak poprowadzić narrację tych utworów. Taki był pomysł na tę płytę w duecie.Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem, że nasze ścieżki z Arturem znowu się przetną, tym razem w bardziej otwartej formule. Ale doszło do tego dzięki Piotrowi.

Piotr Damasiewicz: Ja poznałem Artura przez Marcina Borsa, u którego nagrywaliśmy równolegle osobne materiały. Nagrałem wtedy też partię trąbki na płytę Artura, którą produkował Marcin Bors. Artur pomyślał, że taka trąbka będzie pasowała do jego utworu i nie mylił się. Marcin Bors stwierdził, że powinniśmy się poznać, bo Artur i ja mamy podobne inspiracje i pasje związane z pielgrzymowaniem. Więc kiedy Artur myślał o kolejnym swoim projekcie, przypomniał sobie o mnie i o Dominiku, którego pamiętał z sesji sprzed lat. Ucieszyłem się, a na pytanie, jak to widzę, czy może ktoś jeszcze mógłby w tym uczestniczyć, odpowiedziałem, że taki skład jest wystarczający [śmiech]. Potem to już tylko była kwestia rozmów w gronie nas trzech i pomysł poszedłdo przodu.

„Jest to muzyka inspirowana treściami ewangelicznymi, zapraszająca do podróży w głąb sfery duchowości i medytacji nad sprawami fundamentalnymi takimi jak: Bóg, Prawda, Piękno i Dobro”–tak oficjalnie zapowiadaliście prezentację tego materiału. Czym dla was obu osobiście są w takim razie te wymienione wartości?

DW: Można powiedzieć, że te wartości są niepopularnew dzisiejszym świecie. To sprawy często ignorowane, wyśmiewane. Mówienie o Bogu nie jest czymś mile widzianym w dzisiejszym czasach. Czym jest prawda? Właściwie nie dowiemy się niczego, trudno w dzisiejszym przekazie medialnym dociekać jakiejkolwiek prawdy,trudnotam jej szukać. Wszystko, czegokolwiek byśmy siętknęli, ma element zakłamania czy półprawdy. Trudnoznaleźć prawdę. To samo z pięknem. Właściwie wszystkie te wartości są kompletnie odwrócone w dzisiejszym świecie, mają odwrócone znaczenie. Co innego jest pięknem dzisiaj, co innego było pięknem kilkadziesiąt lat temu. W tym wszystkim chyba tylko Bóg się nie zmienia, ale człowiek robi wszystko, żeby tego Pana Boga wyeliminować z życia i najlepiej jakby go w ogóle nie było. Więc te wartości nasząmuzyką w jakimś sensie chcieliśmy tutaj pokazać.

PD: Dla mnie jako muzyka sfera duchowa jest fundamentalną częścią mojej drogi, nie tylko artystycznej, ale i życiowej. Pojęcie drogi, prawdy i życia jest mi bardzo bliskie. To są słowa, o których mówił Chrystus, ale też zagadnienia, które podejmowane są w wielu kulturach i religiach, mające bardzo szerokie znaczenie, zapraszające do wspólnej kontemplacji i dialogu nad sprawami najważniejszymi w życiu. Muzyka dotyka tych zagadnień, a nawet powiedziałbym, że z nich u mnie wynika.

Dla moich muzycznych przyjaciół te sprawy również są bliskie. Każdy z nas ma własnąścieżkę duchową, swoje indywidualne podejście do wiary i duchowych poszukiwań, niemniej pod tym hasłem zjednoczyliśmy z Dominikiem swoją uważność, odnieśliśmy się do tego, o czym mówi Ewangelia, do jej bezpośredniego przekazu.

Wcześniej współpracowaliście ze sobą tylko w ramach większego składu, skąd zatem decyzja o duecie?

PD: To prawda, choć w duecie nie raz mieliśmy okazję muzykować. Od koncertu Power of the Horns w Bremie, kilka lat temu,nasz duet co jakiś czas wychodził na powierzchnię.

DW: Decyzja o duecie była właściwie naturalna, ponieważ często się tak zdarzało w czasie naszych koncertów z Power of the Horns, że graliśmy z Piotrem w duecie partie improwizowane - czy to introdukcje, czy jakieś interludia. Dobrze to działało zazwyczaj w takiej konwencji, więc mogliśmy przypuszczać, że nagrywając płytę w duecie,też na pewno sobie z tym dobrze poradzimy [śmiech].

PD: Pomysł, by otwierać duże formy, takie jak utwory Psalm for W.P., Polskę czy Kleofas właśnie w duecie, był przedsmakiem tego, co wykonaliśmy teraz z Dominikiem. Były też moje wykonania z kwartetem Maćka, podczas których mieliśmy okazję odnaleźć się muzycznie w kameralnym składzie. To też miało wpływ na wzajemną świadomość muzyczną.

Słuchając The Way, The Truth, The Life w kontekście polskiej muzyki, przypomina się album Korozje Tomasza Stańki i Andrzeja Kurylewicza, nagrany w 1983 roku w duecie posługującym się takim samym instrumentarium. W waszym wypadku ta analogia jest jeszcze ciekawsza, bo przecież Piotr posługiwał się podczas nagrań m.in. pożyczoną trąbką Tomasza Stańki. Inspirowaliście się Korozjami? A może innymi duetami tego typu?

DW: Oczywiście znamy Korozje, ale ta płyta w żadnym stopniu nie była dla nas inspiracją. Korozje są płytą bardziej abstrakcyjną. Jest dużo więcej atonalnych współbrzmień, dużo – można powiedzieć – postmodernizmu w tym graniu, szczególnie u Andrzeja Kurylewicza, więc to nie ta konwencja. Utwory Artura Olendra wymagały innego podejścia. Większość jednak opiera się na jakiejś harmonii - czasem bardzo prostej, czasem na kilku akordach - i wokół tego jest budowana cała narracja, cały utwór. Wokół niezbyt skomplikowanej linii melodycznej, która jest ubarwiona jakąś harmonią, zaproponowaną przeze mnie lub dosłownie zaczerpniętą z oryginału, z kompozycji Artura.

Rzeczywiście Piotr miał możliwość wykorzystywania instrumentu Tomasza Stańki, dzięki uprzejmości Ani Stańko ta słynna trąbka Schilke pojawiła się parę razy na sesji nagraniowej, ale była jedną z trzech, na których grał – w zależności od preferencji w danym momencie. Właściwie poza tym, że to jest brzmienie Piotra, to ta płyta nie ma jednego brzmienia trąbki.

Natomiast co do innych duetów – nie nazwałbym tego inspiracją, na pewno nie dosłowną, ale swego czasu wpadła mi w ręce płyta Alba Markusa Stockhausena w duecie z Florianem Weberem, nagrana dla ECM-u. Można powiedzieć, że ten klimat, ta estetyka w jakimś sensie mi odpowiadają, sąmi bliskie, i jeżeli można by się doszukiwać jakichś analogii, to bardziej z tą płytą niż z Korozjami.

PD: W moim odczuciu nie było raczej skojarzeń lub inspiracji jakimś konkretnym duetem. Starałem siępodejść jak najbardziej „czysto”, „białokartkowo”. Głównymi myślami przewodnimi były czas, przestrzeń, brzmienie. Oddanie ducha treści, która wynika z kontemplacji i skupienia.

Jakie są dalsze plany dotyczące albumu, w tym koncertowe? Co stanie się z resztą zarejestrowanego materiału, która nie zmieściła się w tym wydaniu?

PD: Bardzo chcielibyśmy koncertując, promować ten album, ale trzeba jeszcze wykonać sporo pracy, by było to możliwe. Szukamy możliwości.

DW: Oczywiście plany mamy. Chcemy, aby ten album zaistniał koncertowo nie tylko raz czy dwa, ale żeby mógł pożyć życiem koncertowym. Natomiast specyfika tej muzyki wymaga dobrze brzmiącego pomieszczenia, odpowiedniej przestrzeni dla tych dźwięków. Taką salą było właśnie studio S1, dlatego zdecydowaliśmy się tam nagrać tę płytę i tego typu sale generalnie bierzemy pod uwagę, jeśli chodzi o koncertowanie z tym materiałem. Wiem, że Piotr i Artur pracują nad tym, aby było to możliwe.

Mamy też plany związane z wydaniem winyla, może na nim pojawi się też coś z tego, co nie weszło na pierwsze wydanie.

PD: Co do reszty materiału - zostawiamy go w rękach kompozytora i producenta Artura Olendra.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO