Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Viktoria Tolstoy – Stations

Obrazek tytułowy

Viktoria Tolstoy – Stations

ACT, 2020

The First Lady Of Swedish Jazz – to jedno z pojawiających się w brytyjskiej prasie określeń wychwalających talent oraz kunszt wokalny Szwedki Viktorii Tolstoy. Potomkini autora Wojny i pokoju to jedna z najpopularniejszych wokalistek ze Skandynawii. Artystka ta swój debiutancki album Smile, Love And Spice nagrała w 1994 roku, a najnowszy Stations jest już dwunastym w jej dyskografii.

Wokalistka ma na swoim koncie współpracę ze znakomitymi muzykami. Esbjörn Svensson, Nils Landgren, Iiro Rantala, Ray Brown, Jacob Karlzon, McCoy Tyner, Ulf Wakenius – to tylko niektórzy z nich. Jej eklektyczny styl jest połączeniem eleganckiego popu z wpływami soulu, R’n’B, muzyki etnicznej i folku. Zawsze jednak na swoich krążkach nawiązuje do jazzu. To on jest głównym składnikiem jej brzmienia. Ciepła barwa głosu oraz subtelne aranżacje to znaki rozpoznawcze stylu Tolstoy i jej bandu. Od prawie dwóch dekad Tolstoy nagrywa dla ACT-u. To w tej oficynie wydała ciekawe albumy konceptualne. Na My Swedish Heart z 2005 roku śpiewała piosenki ze swego rodzimego kraju. My Russian Soul (2008) wypełniły tradycyjne kompozycje oraz klasyki rosyjskie. Oddała wówczas hołd przodkom. Letters to Herbie (2011) to płyta poświęcona Herbiemu Hancockowi. Przedostatni krążek Meet Me At The Movies sprzed trzech lat był zaproszeniem do starego kina. Na ten tematyczny longplay wybrano songi z filmów hollywoodzkich z różnych czasów.

Tegoroczna płyta zawiera jedenaście utworów. Oryginalne kompozycje oraz covery. Tolstoy wymieniła zespół, odświeżyła brzmienie. W studiu w Göteborgu podczas nagrań towarzyszyli jej Joel Lyssarides (fortepian), Krister Jonsson (gitara), Mattias Svensson (kontrabas) i Rasmus Kihlberg (perkusja). Wraz z producentem krążka Nilsem Landgrenem zabierają nas w podróż od stacji do stacji. Od zachodu po wschód.

Dwa utwory: I Should Run oraz The Mind Is Free napisała dla Tolstoy jej koleżanka po fachu Ida Sand. Tytułowa piosenka to z kolei cover z repertuaru alternatywnej artystki Stiny Nordenstam z 2001 roku. Szkoda, że Stina milczy od wielu lat… Tolstoy przedstawia swoją wersję ciekawej, mało znanej pieśni Boba Dylana Million Miles. Moim faworytem jest The Streets Of Berlin. Urokliwa ballada Dunki Sinne Eeg. Szlachetny pean na cześć Berlina – miasta, które nigdy nie śpi. Zachwycający! Where The Road Ends to oryginalny temat skomponowany przez Joela Lyssaridesa oraz Nilsa Landgrena. Lekko się snuje. Zapowiada nadchodzący finał albumu – Here’s To Life. Standard, który doczekał się wielu wykonań. Jednak to niezrównana wersja Shirley Horn z 1992 roku ciągle wywołuje gęsią skórkę.

W każdym z utworów na albumie możemy delektować się niezwykle czystym tembrem głosu wokalistki. Pieśniarka unika nadmiaru ekspresji. Powściąga emocje. Pozwala swoim muzykom zaprezentować się w solówkach. Warto zwrócić uwagę na nienaganną dykcję oraz dbałość o niuanse interpretacyjne Tolstoy. Artystka nagrała kolejny dobry, delikatny, ciepły krążek. Trochę mało jazzowy. Więcej tu popu. Jest to jednak pop przez duże P. Zyskuje z kolejnymi odsłuchami. Dajcie się zabtać w tę niespełna godzinną muzyczną podróż. Stations nie wnosi nic nowego do wokalistyki jazzowej, ale tego longplaya przyjemnie się słucha. Przy okazji polecam powrót do jednego z pierwszych albumów wokalistki, na którym śpiewa w języku ojczystym – För Älskad z 1996 roku.

Autor - Piotr Pepliński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO