Felieton Słowo

Down the Backstreets: A gdyby nam wszystkim zaczęło zależeć?

Obrazek tytułowy

Aja Monet – When the Poems Do What They Do

(drink sum wtr, 2023)

Dość otwarcie wyrażam od jakiegoś czasu swoją dezaprobatę wobec wykorzystania sztucznej inteligencji w sztuce. Co prawda są ludzie próbujący przekonywać mnie, że odpowiednie wykorzystanie AI – podobnie jak kreatywny sampling – może przynieść wiele wspaniałych dzieł. Ja natomiast jestem absolutnie przekonany, że najpotężniejsze, a co za tym idzie, najbardziej bezduszne i bezlitosne, korporacje i giganty branży muzycznej widzą w tym następną okazję do odebrania twórcom kolejnej części wynagrodzenia (i tak przecież lichego). Otwierają się możliwości jeszcze ohydniejszego recyklingu sztuki, a nawet całych talentów – oczywiście przemielonych przez maszynki i wyplutych w formie przyjaznych algorytmom zabaweczek, a nie godnych dzieł.

Z każdym dniem nawał tych makabrycznych, zlepionych ze sztuki prawdziwych twórców AI-dziwolągów brzydzi mnie coraz bardziej. Już słyszymy, że publiczność zabawiać będą zwłoki Jimiego Hendriksa i George’a Carlina. Zatrzymam się tutaj, żeby oszczędzić Wam, Drodzy Czytelnicy, wulgaryzmów. Naszym zadaniem, jako odbiorców, jest wspierać prawdziwych artystów – niezależnych, nieskrępowanych, nierozwadniających swojej twórczości. Moją propozycją z tej kategorii jest poetka, wykonawczyni spokenwordowa, aktywistka: Aja Monet. Należy ona do osób, którym zależy na świecie bardziej. Przebywanie w ich otoczeniu i chłonięcie ich umysłów dobrze działa na duszę. Udowadnia to na cudownym debiutanckim LP, jak i podczas magicznych występów na żywo (w październiku 2023 roku grała w Warszawie). Dzisiaj odbijamy od rapu w stronę czułości, pasji i szerokiej akceptacji emocji. Oto mój ulubiony album 2023 roku: When the Poems Do What They Do.

Aja Monet jest cenioną artystką od wielu lat. W 2007 roku, jako dziewiętnastolatka, stała się najmłodszą zwyciężczynią Grand Slamu poetyckiego słynnego Nuyorican Poets Cafe – nowojorskiego centrum poezji. Z nastoletniej mistrzyni słowa stała się organizatorką społeczną, autorką czterech książek, założycielką platform edukacyjnych. Najogólniej rzecz ujmując – osobą głęboko zaangażowaną i troszczącą się o kulturę. Mimo wielu debat i usłyszanych historii stoję na stanowisku, że nie da się udawać pasji lub miłości. Aja Monet prezentuje te uczuciaw swoich tekstach otwarcie, niemalże wykładając je na bazarowym stoliku dla przechodniów. Emocje względem swojej społeczności, rodziny, rasy, gatunku ludzkiego, czy po prostu świata. Najprościej: jej zależy. A my potrzebujemy ludzi, którym zależy. W jej wierszach świat, którego doświadczyła i o którym opowiada, ożywa dookoła głośników słuchaczy – z całym jego skomplikowaniem, wszystkimi sprzecznościami i kontrastami ludzkiej natury. Słuchając When the Poems Do What They Do, wręcz czujemy zapach karaibskich przypraw, widzimy czarne dziewczynki ze skakankami, słyszymy bębny i stłumiony bas z okien pobliskiego bloku. Ten album należy trochę przeżyć. Słuchanie go jako tła do sprzątania czy pracy nadal zapewni wdzięczne wrażenie estetyczne, ale doradzam inne podejście. Wyciszyć telefon, założyć słuchawki, może nawet wyjść na spacer. Należy oddać mu uwagę, której stanowczo, choć jednocześnie subtelnie, się domaga.

Performance Aji Monet jest oczywiście istotnym elementem ożywiania jej poezji. To ona swoim głębokim, zdecydowanym, aksamitnym głosem, zmianami tempa, czasem zaskakującym rytmem zmusza nas do zwrócenia oraz utrzymania uwagi i skupienia. Daje emocjom wypłynąć na powierzchnię – czasem dorzucając szczyptę aktorstwa, czasem pozwalając sobie na wzruszenie, załamanie głosu, czy też agresję lub wydawanie poleceń słuchaczom. Często oddaje też przestrzeń instrumentom, a nam okazję na odpowiednie przeżycie i refleksję nad usłyszanymi słowami.

Monet wyprodukowała album wspólnie z doskonale znanym słuchaczom jazzu Chiefem Xian aTunde Adjuahem, na perkusji zagrał Marcus Gilmore, Elena Pinderhughes na flecie, Samora Pinderhughes na fortepianie, a Luques Curtis na gitarze basowej. O ile zdarzają się momenty głośniejsze, wyraźniejsze plumknięcia klawiszy i trąbki, mocniejsze uderzenia perkusji – to w większości nastrój tła muzycznego jest intymny, wycofany. Słowa i urokliwy wokal głównej bohaterki grają tutaj pierwszoplanową rolę. W odpowiednich momentach muzyka stanowi niemalże szum tła, by przy intensyfikacji emocji przechodzić w wojowniczy, podkreślający nastrój, pierwotny rytm.

Już w otwierającym album utworze I Am Aja nastraja słuchaczy na odpowiednie „częstotliwości”, wspominając m.in. bananową spódniczkę Josephine Baker, gardenię we włosach Billie Holiday, dredy Boba Marleya, mikrofon Marcusa Garveya czy tron Nefretete. To jest poziom wielkości, który tu celebrujemy. Zdecydowanie moim ulubionym momentem albumu jest utwór Black Joy, prezentujący szerokie spektrum afroamerykańskiej kultury – od twerku po śpiew na polu bawełny, od smażonego kurczaka po białe sportowe buty i żarty o „twojej starej”. Pod recytację i muzykę dorzucone są nieśmiałe efekty dźwiękowe, stanowiące dodatkową warstwę teatru, ułatwiające wizualizację tekstu. Black Joy jest najbardziej plastycznym przykładem ożywania świata z wierszy Aji Monet – prawdziwie kinematograficzne przeżycie, uczta dla umysłu.

Zresztą całe When the Poems Do What They Do, trwające ponad 83 minuty, jest w istocie skokiem na głęboką wodę, w świat diaspory, cofnięcie procesu gentryfikacji o kilka dekad. Wspaniały, ekscytujący album, po którym chce się sięgać głębiej: szukać, smakować, słuchać, widzieć.

Adam Tkaczyk

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO