Płyty Recenzja

Simona De Rosa & Confusion Project – Feathers

Obrazek tytułowy

(Waves, 2025)

Okładka albumu Feathers jest specjalnie skrojona pod Simonę De Rosę, która co prawda jest producentką płyty i inicjatorką przedsięwzięcia, ale w końcu to Confusion Project – zespół akompaniujący włoskiej wokalistce – odpowiada za dużą część płyty, więc sensownym wydaje się podkreślenie wkładu polskich muzyków. To świetni specjaliści o niezwykle szerokim rozumieniu muzyki i nawet znakomity wokal Simony nie był w stanie przyćmić kunsztu Michała Ciesielskiego (fortepian i aranżacje), Piotra Gierszewskiego (bas) i Adama Golickiego (perkusja).

Na płycie znalazło się osiem utworów, które przenoszą nas w różne miejsca, do różnych kultur i języków. Nie jest to chaotyczne skakanie z jednego gatunku na drugi, ponieważ aranżacje Ciesielskiego nadają spójności różnorodnym wpływom muzycznym, podążając nieugięcie ścieżką jazzową, która czasem zbacza w kierunku folku czy popu, ale zawsze powraca do świata improwizacji.

Otwierający album utwór Journey zabiera nas do Irlandii, głównie za sprawą zaproszonych gości: włoskiej flecistki Valentiny Bellanovy i polskiej skrzypaczki Aleksandry Dengi. Golden Eagle zrobiło na mnie wrażenie, dzięki fortepianowi Michała Ciesielskiego. To nie wokal, ale dynamiczne, lekkie a zarazem nieustępliwe dźwięki fortepianu przywołują na myśl lot ptaka. Utwór Como Es z założenia miał brzmieć kubańsko i fortepian – zwłaszcza podczas solówki – tak właśnie brzmi. Jeśli chodzi o zwrotki piosenki nie mogę odpędzić się od skojarzeń z brazylijskim kawałkiem Água de Beber. Niezaprzeczalnie piosenka pulsuje latynoską energią, przyciąga cudownym basem, a refren zapada w pamięć.

Latynoski klimat czuć też w kompozycji Simoneranza. Scat przewijający się przez cały utwór pokazuje warsztat Simony, podobnie jak w przypadku wykonywanego na koncertach YatraTá. W tym ostatnim może to nie jest wokalna lekkość i zwinność oryginalnej wykonawczyni kompozycji (Tania Maria), co nie oznacza złej interpertacji, bo akurat chłopakom z zespołu tej lekkości nie można odmówić. Chociaż trzymają skomplikowany i szybki rytm w ryzach, brzmią jednocześnie bardzo swobodnie i niewymuszenie.

Na płycie moim faworytem jest libańska piosenka Argeay Ya Alf Laila. Wokal Ziada Trabelsiego i brzmienie oudu oddają libańską atmosferę muzyczną. Adam Golicki sprawdza się tak samo dobrze w rytmach arabskich, jak i latynoskich. Atmosfera piosenki i wokal Simony jest zmienny. Zaczyna od łagodnego, wysokiego śpiewu, który w połowie utworu zamienia się w niepokojący lament na tle pulsującego rytmu. Dużo mniej przypadł mi do gustu Autumn in Beijing, chociaż mógłby stanowić dobry materiał na ścieżkę dźwiękową do smutnego, romantycznego filmu. Słysząc tu Simonę, pomyślałam, że brzmi niczym skrzyżowanie Ireny Santor z Barbrą Streisand.

Album spełnia obietnice artystów i zabiera nas w podróże po kontynentach. Pejzaże dźwiękowe Feathers pokazują zielone irlandzkie łąki, brazylijskie plaże, kazachskie stepy i herbaciarnie Bejrutu. Głos Simony De Rosy jest niewątpliwie mocny, ale na płycie wydaje mi się zanadto wystudiowany, dążący do perfekcji. Tymczasem u muzyków Confusion Project słyszę dużo naturalności i autentyczności bez względu na to, w jakiej tradycji muzycznej się poruszają.

Linda Jakubowska

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO