Płyty Recenzja

Raphaël Pannier Quartet – Faune

Obrazek tytułowy

French Paradox, 2020

Klasyka spotyka jazz, nowe spotyka stare, Europa spotyka USA. Było już wiele razy? Było. Warto poświęcać po raz kolejny czas takim spotkaniom? Warto. A wszystkie te kolaboracje znajdziemy na debiucie młodego (29 lat) perkusisty i kompozytora Raphaëla Panniera. Urodzony w Paryżu, na perkusji zaczął grać w wieku pięciu lat, a mając trzynaście, występował już profesjonalnie. Edukację muzyczną kontynuował po uzyskaniu stypendium w Berklee College of Music w Bostonie, a następnie osiadł w Nowym Jorku.

Jest to pierwsza płyta podpisana jego nazwiskiem, choć dużą rolę odegrał też na niej saksofonista Miguel Zenón, mentor młodego perkusisty i swego rodzaju kierownik muzyczny tego przedsięwzięcia. Większość utworów na płycie to kompozycje Francuza, znajdziemy też na niej amerykańską klasykę modern jazzu w postaci Lonely Woman Ornette’a Colemana oraz ESP Wayne’a Shortera. W skład zespołu wchodzi klasyczny pianista Giorgi Mikadze, którego klasyczne podejście słychać bardzo wyraźnie. Daje to świetne efekty (Capricho de Raphael), kiedy klasyczne frazowanie płynnie wchodzi w latynoską rytmikę i melodykę, ale przynosi też chyba najsłabszy moment płyty, czyli Forlane Maurice’a Ravela. Mamy tu w zasadzie tradycyjne fortepianowe wykonanie tej kompozycji, w tle z resztą zespołu, który chyba nie bardzo umie odnaleźć się w tym temacie. Rozumiem, że Pannier, jak sam zresztą mówi, nie chciał zagrać Ravela „na jazzowo”, ale chyba jednak zabrakło pomysłu aranżacyjnego.

Jest to w pewnym sensie przerywnik, który nieco wygasza impet tej płyty, ale wszystko wraca na właściwie tory, kiedy zespół gra kompozycje swojego lidera. Sznyt klasyczny świetnie współgra z improwizacją w dwuczęściowym finale albumu Monkey Puzzle Tree, we wcześniejszych utworach usłyszymy także echa muzyki bliskowschodniej czy liryzm francuskiej tradycji muzycznej (interpretacja Le Baiser de l’Enfant Jésus Oliviera Messiaena, gdzie indziej echa piosenki francuskiej).

Zmieściło się na tym albumie bardzo wiele inspiracji. Nie jest to oczywiście nic złego, choć w pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że zespół nie wie, w którą stronę iść, przez co płyta wydaję się nierówna. Ale z każdym kolejnym przesłuchaniem zyskuje, bo coraz bardziej docenia się siłę kompozycji autorskich Panniera – chciałoby się wręcz powiedzieć: więcej samodzielności! Należy więc uznać Faune za debiut udany. Są dobre tematy, kiedy trzeba, jest pazur, jest elegancja w grze, jest pomysł. Czyli, konkludując, jest nadzieja.

Autor Grzegorz Smędek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO