(Horizon Records, 2025)
Okazuje się, że w trójmiejskim jazzie nadal poruszenie. Młoda gwardia z zespołu JuMa proponuje krążek, na którym skandynawski chłód spotyka się z temperamentnym free i yassowym (w końcu to Trójmiasto!) rozpasaniem. Lider-saksofonista Maksymilian Wilk wraz ze zdolnymi kolegami oferują (jak czytamy) dojrzalszą już, dopracowaną brzmieniowo muzykę, będącą efektem wieloletnich poszukiwań. I te twórcze poszukiwania bardzo tutaj słychać, gdyż utrwalona materia muzyczna jest zróżnicowana, a jazzowa młódź udowadnia, że odrobiła lekcje z klasyki.
Tropy tropami, ale jest w tej muzyce coś niesamowicie angażującego. Jest w tym bunt, energia, wolność, a przy tym klarowność formy, zespołowość (nie chaos), zmiarkowanie, kiedy trzeba, i melodyjna romantyczność. Tych siedem kompozycji to spójny, znakomity album młodej kapeli i swoisty manifest w duchu: „jesteśmy, żyjemy, walczymy” (choć to cytat z nieco innej, muzycznej bajki). Ten album to również wielce udana metaforatytułowego Trójmiasta –tajemniczego, melancholijnego, wielowątkowego i pełnego życia – tak jak ta muzyka. Wypływajcie na szerokie wody, Panowie!
Wojciech Sobczak