Płyty Recenzja

Iskra nadziei

Obrazek tytułowy

fot. mat. prasowe

Patricia Brennan to amerykańska wibrafonistka, marimbistka, kompozytorka i aranżerka, która ostatnio sporo namieszała w amerykańskim jazzie. Urodzona w Meksyku, wykształcenie muzyczne odebrała w Stanach. Jest członkinią sekstetu Amaryllis Mary Halvorson, występuje w duecie z pianistką Sylvie Courvoisier, można usłyszeć ją na płytach m.in. Johna Hollenbecka czy legendy loftowego free jazzu Alana Braufmana. Brennan realizuje się też jako liderka, której rosnący dorobek zaczyna spotykać się z uznaniem środowiska, czego dowodem jest nagroda od magazynu DownBeat dla najlepszego album uroku 2024 za Breaking Stretch. Warto więc przybliżyć tę postać czytelnikom JazzPRESSu, którzy być może słyszeli ją w nagraniach innych artystów, lecz nie mieli jeszcze okazji posłuchać jej płyt autorskich.


Maquishti.jpg

Patricia Brennan – Maquishti

(Valley of Search, 2021)

Na wydanym w roku 2021 w pełni solowym albumie Brennan zatytułowanym Maquishti preparowany elektronicznie wibrafon oraz marimba wybrzmiewają na tle wolnych improwizacji, utworów własnych oraz coverów. Linia jazzowego wibrafonu, od Lionela Hamptona po Milta Jacksona i Bobby’ego Hutchersona, wydaje się być przez artystkę świadomie odrzucona, choć trzeba wspomnieć, że i klasycy jak Hutcherson i Gary Burton posiadają w dorobku solowe płyty z mniej oczywistym materiałem. Ale jednak– bliżej dziełu Brennan do współczesnej wolnej improwizacji i muzyki ambientowej niż klasycznie rozumianego jazzowego wibrafonu. Jej indywidualne popisy mogą wydać się ledwie relaksującą muzyką tła, dopóki nie skupimy na nich całej swej uwagi. Wynika to nie tyle z samej natury instrumentu (chociaż trochę też),lecz głównie z powodu tej „ilustracyjnej” metody i dostosowania psychodelicznego brzmienia do stworzonej konwencji.

Dobrym przykładem jest tu Solar Milesa Davisa, utwór znany z żywiołowych wykonań kanonicznych. Tutaj rodzi się ta melodia w elektro-akustycznym minimalizmie przypominającym raczej solowe płyty fortepianowe Paula Bleya niż swing Sonny’ego Rollinsa – słychać od razu, że Brennan funkcjonuje tutaj w określonej stylistyce. Często wydaje się, że artystka oddala się od sedna kompozycji, ale to tylko maska, bo cały czas kontroluje „rdzeń” utworu.

Muzyka ta stroni raczej od stałego groove’u lub rytmicznej podstawy – poza Magic Square opartym o ostinatowy riff większość numerów po zaznaczeniu tematu (jeśli taki w ogóle zawiera) odpływa w łagodne improwizacje, skąpane w pogłosach i elektronicznych przeszkadzajkach. Bardziej nawet radykalne są trzy ostatnie utwory na płycie: Point of No Return eksploruje rejony muzyki konkretnej, ponury drone w Away From Us to awangardowy ukłon w stronę horroru, a jego lustrzanym odbiciem jest anielski Derrumbe De Turquesas w stylu Steve’a Roacha.

Brennan zaprezentowała więc paletę brzmień, która jest bardzo spójna, choć niesamowicie wymagająca. Lokuje się tym samym jako artystka niewybierająca przystępnej drogi. Podąża na Maquishti przez ryzykowne obszary, co nie pomaga debiutantce w zwróceniu na siebie masowej uwagi. Sedna szukać należy w kontemplacji jej muzyki – zbyt zaangażowanej na ambient, ale za mało dynamicznej na jazz – operującej zatem we własnej niszy.

More Touch.jpg

Patricia Brennan – More Touch

(Pyroclastic Records, 2022)

Rok 2022 przyniósł kolejny album Brennan More Touch, na którym zdemolowane zostały wszystkie oczekiwania formalne. Oprócz liderki na płycie wystąpili: Marcus Gilmore – perkusja, Mauricio Herrera – instrumenty perkusyjne oraz Kim Cass – bas. Utworzenie zespołu w takim składzie nie powiększyło palety barw, lecz wprowadziło do stonowanego świata Brennan, i to nad wyraz czytelnie, współczynnik rytmu. Ciekawe, że dwóch perkusistów w samej liderce obudziło bardziej jazzową harmonikę, ale tak musiało się po prostu stać – trudno odmówić swingujących nutek prącej naprzód sekcji rytmicznej.

Już otwierające płytę Unquiet Respect zdominowane jest przez nieustępliwy perkusyjny atak, który do ostatniej sekundy narzuca stylistykę. Pojawiają się tutaj też elementy znane z poprzedniczki, tytułowy More Touch przez lwią część opiera się na dialogu kontrabasu Cass z Brennan, ale od wejścia miotełek i konsekwentnie całej perkusji rozrasta się do rangi freejazzowego jazgotu. Genialnie zgrywają się dwie perkusje w numerze Space for Hour, gdzie Brennan eksploruje pauzy i buduje fale napięcia, które osiągają punkt kulminacyjny, przynosząc głębokie ukojenie. Natomiast w And There Was Light zespół ożywia plemienne rytmy w modlitewnym kotle. Finalnie More Touch najlepiej sprawdza się, gdy podąża za silnym pulsem całego zespołu – blokowe akordy liderki, jak w utworze Square Bimagic, działają dużo lepiej niż arpeggia. Jak widać, w muzyce rytmicznej, a już w szczególności, gdy rolę instrumentu prowadzącego odgrywa wibrafon, bliższy ideału jest bit niż harmonia – przynajmniej dla mnie.

Breaking Stretch.jpg

Patricia Brennan – Breaking Stretch

(Pyroclastic Records, 2024)

Wspomniana wcześniej paleta barw została wreszcie przez Brennan rozszerzona na triumfalnym Breaking Stretch z roku 2024. Jest to potrójny progres, bo po pierwsze, na płycie usłyszymy septet – do zespołu wreszcie dołączają dęciaki: Jon Irabagon na alcie i sopraninie, Mark Shim – tenor i Adam O’Farrill – trąbka; po drugie, większy zespół pozwolił liderce zaszaleć kompozycyjnie i zrealizować się jako aranżerka. A w końcu po trzecie, ukazać w pełni swój latynoski temperament.

Ogromne wrażenie robią właściwie wszystkie utwory, ale zacznę, wyróżniając tytułowy Breaking Stretch, ponieważ stanowi on wizytówkę płyty, a robi to poprzez przeobrażenia: wychodzi od chaosu „dogrywającej się” sekcji dętej poprzez stopniowo rosnące tempo motywu głównego, zawiera dwie wybitne solowe partie obu saksofonistów i wraca do chaosu, z którego się wykluło. Wszystkie kompozycje składające się na album są interesujące, a oprócz samej muzykalności niezwykle istotne są tutaj aranżacje Brennan o filmowym wręcz rozmachu. Solo liderki w 555 poprzedzają kaskady frenetycznych dęciaków niczym z amerykańskiego thrillera. Te właśnie zaaranżowane partie, trochę w stylu soundtracku z lat 70., dodają muzyce swoistego pazura. Wspominane już 555 czy też Sueños de Coral Azul swoje tematy, stylizowane na wielkoorkiestrowe, wieńczą apokaliptycznymi codami.

Samo podejście do tworzenia jest tutaj więc zgoła inne niż na dwóch poprzednich płytach. O ile tamte traktowały tematy raczej umownie jako preteksty do luźnej improwizacji, to Breaking Stretch zapięte w ramy kompozytorskiego i aranżerskiego rozmachu sprawia wrażenie dużo bardziej dojrzałego i ambitnego projektu. Południowoamerykańskie rytmy i ostinatowe motywy w stylu Horacego Silvera wreszcie dochodzą do głosu w muzyce meksykańskiej artystki. Partie solowe są tutaj częścią wplecioną w całościową narrację – pogodzenie tej dychotomii: ekspresja solowa– rygor aranżacyjny sprawia, że Breaking Stretch jawi się jako starannie przygotowane dzieło, na którym żaden z muzyków ani na chwilę nie zostaje sam, zawsze ujęty, razem z całą swoją muzyczną osobowością, jako część czegoś większego.

Of The Near And Far.jpg

Patricia Brennan – Of the Near and Far

(Pyroclastic Records, 2025)

W październiku 2025 roku ukazał się kolejny większy projekt sygnowany nazwiskiem Brennan. Każdy kolejny solowy album wibrafonistki przygotowany był dla sukcesywnie większego względem poprzedniego zespołu. Nie dziwi zatem, że Of the Near and Far to już muzyka stworzona dla dziesięciu muzyków, w tym na pojawiąjący się po raz pierwszy na albumie Brennan fortepian – na którym zagrał nie byle kto, bo Sylvie Courvoisier. Stricte jazzowe instrumentarium z Breaking Stretch zostało dotkliwie odmienione – sekcja rytmiczna zostaje, lecz zamiast dęciaków usłyszymy kwartet smyczkowy pod batutą Eliego Greenhoe, gitarę Milesa Okazakiego oraz efekty elektroniczne producenta i DJ-a Arktureye’a. Siłą rzeczy brzmienie muzyki musiało się zmienić– i tak właśnie się stało.

Siedem kompozycji autorstwa liderki zainspirował ogrom kosmosu. Oto jej własne słowa: „Zawsze byłam zafascynowana nocnym niebem, nieustannie zastanawiając się, co kryje się poza nim. Wśród ogromnej przestrzeni gwiazd dostrzegam poczucie równowagi i symetrii, które mnie fascynuje – porządek ukryty w chaosie”. Artystka tłumaczy również, że jej kompozycyjna metoda wyrosła z eksperymentalnej ciekawości – zalążki utworów powstały bowiem przez próbę nałożenia kształtów gwiazdozbiorów na koło kwintowe, dzięki czemu odkryła „nowe zależności między dźwiękami, a nawet tonacjami” (wszystkie przekłady autora). Owa eksperymentalna metoda przywodzi na myśl dekonstruktorów pokroju Cage’a i Stockhausena cytowanych zresztą przez Brennan jako źródła inspiracji. Jednak rezultaty, lub raczej rozwinięcia interesujących spostrzeżeń Brennan, są zgoła różne od formalnej rozwałki charakteryzującej dwudziestowieczną awangardę.

Materiał zawarty na płycie eksploruje tematy chaosu, równowagi i symetrii. Duży tu wpływ współczesnej muzyki klasycznej – repetetywnych motywów inspirowanych minimalizmem Glassa i Steve’a Reicha. Odnoszę wrażenie, że Brennan postawiła tu na precyzję, na jaką nigdy wcześniej, nawet na poprzedzającym niniejszy album Breaking Stretch, nie mogła sobie pozwolić. Na pewno było to duże wyzwanie aranżacyjne, a rejestracja materiału wymagała wysokiej biegłości warsztatowej muzyków. Pełne skupienia, frenetyczne rytmy, jak w utworze Andromeda, przez długie okresy eksplorują niezwykle ciasne i pedantycznie poukładane motywy, ustawione na solidnym perkusyjnym bicie i elektronicznych pogłosach. W takich oto warunkach przyszło się wykazać solistom. We wspomnianej Andromedzie Courvoisier prezentuje szalenie ekspresyjną partię, która rośnie w crescendo razem z całym zespołem. Liderka również prezentuje finezję, przechodząc od partii solowych do vampów i motywów prowadzących z ogromną pewnością (o jej ponadprzeciętnej biegłości instrumentalnej zaświadczam jako kilkukrotny świadek jej niedawnych występów w zespole Mary Halvorson).

Oprócz wspominanego „kosmicznego mapowania” koła kwintowego duży wpływ na muzykę miały emocje, które Brennan wydestylowała z mitologii i opowiadań dotyczących tytułowych konstelacji, czerpiąc z mnogości ich kulturowych ujęć. Urozmaiceniem więc są też zmiany napięć i nastrojów. Utworowi Citlalli bliżej pewnie do tej chaotycznej strony kosmosu – kolaż dźwiękowy rodzi się tu w ambiencie i glitchach Arktureye’a w połączeniu z delikatną marimbą liderki, a Aquila zawiera ciekawy dialog gitary z wibrafonem, skąpany w elektronicznych szmerach. When You Stare Into The Abyss miesza filmowy dramatyzm z przestrzennym dryfowaniem muzyki elektronicznej. Niezwykle istotne w tym kreowaniu muzycznych światów jest instrumentarium: trudno byłoby wyobrazić sobie te utwory bez kwartetu smyczkowego i komentarzy dobieranych do utworów gitar – to elektrycznej, to akustycznej.

Wpływy elektroniki i współczesnej muzyki klasycznej kształtują nowy styl jazzowej przecież artystki, jaką jest Brennan. Całość spaja jej stosunkowo nowe (czy może raczej odkopane) spojrzenie na ogrom wszechświata. W odróżnieniu od wielu dwudziestowiecznych prób ukazania jego entropii w psychodelicznym zagubieniu, Brennan sukcesywnie tworzy z chaotycznych podrygów coraz to bardziej klarowne motywy. Jest w tym wszystkim jakieś duchowe, pankulturowe namaszczenie. Być może próba odpowiedzi na rynek zaśmiecony produktami AI i jałowymi postmodernistycznymi wygłupami leży w harmonii. Of The Near And Far jest próbą wytyczenia nowej ścieżki dla współczesnej kompozycji, odbiciem się od ściany bezsensu, swoistym powrotem do ładu i iskrą nadziei.

Piotr Zdunek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO