fot. Filip Jaroszyński
Albumu Ether Piotra Schmidta, Andrzeja Święsa i Sebastiana Frankiewicza właściwie nie miało być. Pojawił się niespodziewanie, również dla jego twórców, dzięki spontanicznemu spotkaniu, energii, improwizacji i interakcji, finalnie mieszcząc – jak się okazało – wiele znaczeń, począwszy od teorii pewnego słynnego fizyka...

Schmidt / Święs / Frankiewicz – Ether
Piotr Wickowski: Co było pierwsze – pomysł na trio Schmidt / Święs / Frankiewicz czy pomysł na muzykę, którą potem ten zespół wyimprowizował?
Piotr Schmidt: Nie było pomysłu ani na trio, ani na muzykę. Muzyka wydarzyła się spontanicznie, a w związku z tym i to trio powstało spontanicznie. Żebyśmy mieli jasność – będąc w studiu nagraniowym, nie planowaliśmy nagrywać tej płyty. Nikt nie przewidział też, że to, co ostatecznie nagraliśmy, stanie się tak rozchwytywane i chwalone. Wydarzyło się pewnego rodzaju spotkanie z momentem, z energią i przestrzenią, w której się znaleźliśmy. Skupiliśmy się na byciu tu i teraz, na wzajemnej interakcji i słuchaniu się nawzajem, na wyczuciu chwili i odnalezieniu się w niej. Tworzenie tej muzyki to była improwizacja, ale też nieustanna interakcja pomiędzy nami, czasem z niemal metafizycznym wyczuciem siebie nawzajem. Ta sesja nie była planowana, ale skoro się wydarzyła, to cieszę się, że wyszła tak dobrze i że fani jazzu, ale przede wszystkim dziennikarze jazzowi, tak bardzo ten album doceniają.
Czy inspirowały was jakieś raczej nieliczne formacje o identycznym instrumentarium, czy składy innego typu? Ktoś konkretnie was zainspirował?
PS: Nikt konkretnie nas nie zainspirował. Oczywiście na rezultat, jakim jest powstała muzyka, złożyło się prawie 80 lat naszego wspólnego doświadczenia scenicznego, naszego ćwiczenia po wiele godzin dziennie na instrumentach, naszego obycia, osłuchania i wrażliwości. Ten czas to całe mnóstwo inspiracji, które nas ukształtowały i wpłynęły na nasze poczucie estetyki i nasz język muzyczny. Dla mnie na pewno ważną i inspirującą postacią był Tomasz Stańko, czego dowodem jest choćby album z 2018 roku Tribute to Tomasz Stańko, też w większości wyimprowizowany i niezwykle chwalony. Oczywiście takich inspiracji, które mogły wpłynąć na brzmienie na tej płycie, jest więcej, dla mnie choćby Ambrose Akinmusire czy e.s.t. Sam nie wiem, co spowodowało, że graliśmy w taki a nie inny sposób, tworząc takie a nie inne brzmienia i emocje.
Jak trio Schmidt / Święs / Frankiewicz ma się do uznanego już Nowicki / Święs / Frankiewicz? Czy oba będą działać jednocześnie? A może jedno zostanie zastąpione drugim?
Andrzej Święs: Moim zdaniem są to dwa odrębne byty muzyczne, posiadające wspólny zbiór w postaci sekcji rytmicznej. Trio z Piotrem powstało zupełnie spontanicznie, pretekstem było nagranie, które pod względem formy nie zostało zaplanowane, było to w zasadzie pierwsze nasze spotkanie w tym składzie. Natomiast trio z Radkiem Nowickim jest zespołem, który budował i eksplorował przez dłuższy czas swój język muzyczny, kompozycje pisaliśmy wówczas z myślą o tym konkretnym składzie. Uważam, że dużą siłą muzyki jest jej różnorodność, dlatego rozwijałbym oba zespoły.
Dlaczego w tytule płyty znalazło się słowo „eter”? O które z różnych jego znaczeń tutaj chodzi?
AŚ: O ile dobrze pamiętam, to ja byłem pomysłodawcą tytułu dla tego albumu. Nazwa była wymyślona już na etapie postprodukcji. Pomysł zaczerpnąłem od wielkiego fizyka, jakim był Nikola Tesla, który twierdził, że energię można pobierać z eteru, teoria ta jest co prawda sprzeczna ze współczesną fizyką, aczkolwiek sama idea tej teorii zainspirowała mnie w kontekście muzyki, która została przez nas nagrana. Podczas sesji nie ustaliliśmy niczego odnośnie do tego, co będziemy grać, nagranie rozpoczęło się, a my czerpaliśmy inspiracje z eteru. Wieloznaczność tego słowa w kontekście filozofii czy mistyki także pasuje do muzyki, która powstała.
„Słuchając się nawzajem, kalibrowaliśmy się na to, czego jeszcze nie było, na potencjał kolejnego kroku. Frazy zakrzywione grawitacją ciszy” – takie stwierdzenie pada w tekście towarzyszącym wydaniu, autorstwa Piotra Schmidta. Czy wykonywanie muzyki w tym triu różniło się w jakiś sposób od tego, co robicie w innych swoich licznych składach? A jeśli tak, to gdzie są te różnice?
Sebastian Frankiewicz: Tym, co najbardziej odróżnia album Ether od moich wcześniejszych produkcji, jest nowe podejście do formy muzycznej. Po raz pierwszy miałem okazję bezpośrednio kreować koncepcję płyty jako zamkniętej całości, pozbawionej podziału na utwory. Zwykle zabieg ten ograniczał się do zestawiania kompozycji w spójną sekwencję.
Na albumie Ether od pierwszego do ostatniego dźwięku skupiamy się na otwartości formalnej, z pełnym wykorzystaniem jej możliwości i z dużą dbałością o sferę merytoryczną. Uważam, że wolność wypowiedzi artystycznej nie powinna ograniczać się wyłącznie do interakcji między solistami. Kluczowa jest również jakość brzmienia tria jako jednego organizmu, wspólne wyczucie rytmu, przestrzeni i formy. Myślę, że w przypadku albumu Ether udało nam się zrealizować wiele z tych założeń.
Równocześnie z wydaniem płyty Ether wydawnictwo SJRecords rozpoczęło dystrybucję i promocję multimedialnej wersji Historii Jazzu Andrzeja Schmidta. Skąd taka decyzja?
PS: Multimedialna Historia Jazzu Andrzeja Schmidta obejmuje 28 płyt CD, z czego 21 płyt to nagrania jazzowe będące kamieniami milowymi w historii jazzu z komentarzami mojego ojca, a ostatnie siedem płyt to czytana historia jazzu z przykładami muzycznymi, a więc proporcja muzyki do komentarzy słownych jest tutaj odwrotna. Multimedialne wydanie, będące w pewnym sensie audiobookiem, bazuje na trzytomowej książkowej Historii Jazzu mojego ojca; książki te kolejno ukazywały się w 1989, 1992 i 1997 roku. Całość multimedialnej wersji ukazała się w 1999 roku w Szczecinie nakładem wydawnictwa Multimedia-Polska Janusza Metzlera – inicjatora i sponsora tego projektu.
Przez pierwsze dziesięć lat było to rozchwytywane i bardzo doceniane wydawnictwo wśród pasjonatów i entuzjastów historii jazzu, natomiast z czasem entuzjazm i siły pana Metzlera oraz możliwości finansowe w zakresie dalszej promocji zaczęły opadać i powoli komplet ten zaczął być coraz mniej widoczny i dostępny. Wydanie to popadło trochę w zapomnienie w momencie gdy zaczęła spadać popularność płyt CD, a zyskiwały na popularności serwisy streamingowe. Pan Metzler, mający już ponadosiemdziesiąt lat i chcąc uporządkować swoje sprawy, w 2024 roku zadzwonił do mnie z pytaniem, czy nie przejąłbym reszty nakładu z jego magazynu w Szczecinie. Okazało się, że płyty, książeczki i opakowania były całkowicie nieskompletowane. Po przesłaniu tych materiałów na trzech europaletach do tłoczni Primedio w Warszawie, celem złożenia tych elementów w całość, wyszło, że udało się skompletować ostatecznie tylko 102 egzemplarze. I to jest wszystko, co do mnie trafiło, więcej tych zestawów już na pewno nie będzie, a właściwie obecnie zostało mi ich już tylko około 75. Są to zatem ostatnie już sztuki i mają tym samym wartość kolekcjonerską.
Myślę, że jak się skończą, to docelowo będziemy chcieli tę multimedialną wersję Historii Jazzu zdigitalizować i wpuścić w streamingi, by była szeroko dostępna dla ludzi. Podsumowując, zapraszam po więcej informacji, zarówno o naszych najnowszych płytach, jak i o tym multimedialnym i monumentalnym – 28-płytowym – dziele, na stronę www.sjrecords.eu, a wszystkich szukających naszych koncertów zapraszam na stronę www.piotrschmidt.eu i tam do zakładki „koncerty”.