reklama_dominik_bukowski
Wywiad

Nowicki / Święs / Frankiewicz Trio: Podstawowe, równoważne kolory

Obrazek tytułowy

Fot. Sisi Cecylia

Nowicki / Święs / Frankiewicz Trio – kojarzeni również jako Pathfinder Trio, co przylgnęło do nich po wydaniu w 2012 roku debiutanckiego albumu pod takim właśnie tytułem. Trio-nie-trio, bo choć jest ich trzech, to każdy wybrzmiewa przede wszystkim indywidualnym tonem, co chyba najlepiej oddaje ich CMYK-owe logo. Zestaw czterech podstawowych barw z czernią w centrum ilustruje ich podejście do opowiadania muzyką. Zespół powstał z potrzeby eksploracji. Wkrótce stał się też sposobem na oderwanie się od pospiesznego tempa codziennego życia, przez które zanika potrzeba refleksji. Saksofonista Radek Nowicki, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Sebastian Frankiewicz stworzyli wspólną przestrzeń twórczości. Na dysputy na spokojnie zawsze mają czas, dlatego wydany w marcu przez Audio Cave ich drugi album Overtones pojawił się prawie dziesięć lat po pierwszym.

IMG_4089.jpg

Marta Goluch: Trzech brodaczy w czerni po niemal dekadzie powraca z nową płytą. Jako jedni z nielicznych w branży zrzuciliście łańcuchy terminów?

Sebastian Frankiewicz: Każdemu z nas brakowało przestrzeni, w której moglibyśmy swobodnie wymieniać się ideami. Upływający czas zdecydowanie sprzyja takim sytuacjom, pozwala, żeby wszystko dojrzało. Pędzimy w innych życiowych okolicznościach, więc nasze spotkanie w triu jest swego rodzaju celebracją. Tym bardziej cieszymy się, że po tylu latach mamy kolejną okazję do świętowania.

Radek Nowicki: Dajemy sobie miejsce, w którym każdy pomysł może być dyskutowany, podważany i próbowany tyle razy, ile tego potrzebujemy. Myślę, że określenie working band trafnie definiuje nasz zespół. Odróżnia nas to też od wielu projektów, które zwykle powstają po to, aby realizować konkretne wizje lidera i narzucać sobie ścisłe promocyjne oczekiwania.

Andrzej Święs: Pewna wypadkowa naszej burzy mózgów sprawia, że nawiązujemy ze sobą porozumienie i współgramy. Całość stanowi nieustanny proces na przestrzeni lat, który wpływa na ewolucję naszego języka muzycznego. Mamy świadomość, że jest taka tendencja, aby wydawać płyty w niedługich odstępach czasu, ale nie chcemy ulegać presji otaczającej nas rzeczywistości, a na pewno nie w procesie twórczym. Kwestia promocji oczywiście jest ważna, ale jej powszechność sprawia, że nie chcemy być kolejnym zespołem, który woła w ten sposób „Posłuchaj mnie!”.

Przez te lata jednak nie próżnowaliście – były festiwale, inne projekty, a w tle już pobrzmiewało Overtones, które finalnie zarejestrowaliście na początku 2019 roku. Od tego momentu trochę się zmieniło, żyjemy w innej rzeczywistości. Jak teraz postrzegacie tę płytę?

: Przesłuchałem ją już tyle razy, że chyba dała mi już wszystko, co mogła zaoferować. Jednak gdy włączyłem tytułowy singiel już na portalu streamingowym, to dotknął mnie on jeszcze bardziej niż poprzednio. Po czasie dostrzegam, że udało nam się wyjść poza granice konwencjonalnego grania, położyliśmy duży nacisk na sonorystykę. Wytworzyliśmy przestrzeń, która sama w sobie jest najwyższą wartością i dzięki temu jesteśmy w stanie zauważyć progres. Na tej płycie Sebastian wyciągnął z perkusji wiele kolorów, Radek rozwinął swój sound i ekspresję, a ja zacząłem grać arco.

SF: Zauważam prawidłowość, że dopiero po pewnym czasie jestem w stanie dostrzec głębię tej muzyki, a każdy kolejny odsłuch Overtones ujawnia nowe treści. Może to właśnie kwestia faktu, że przestało nam się wszystkim spieszyć podczas pandemii.

RN: Overtones jest na pewno podsumowaniem naszych poszukiwań. Punktem, który umożliwia spojrzenie z dystansu i zauważenie wielu wartościowych rzeczy. Cieszę się, że mamy to już za sobą i pojawia się przed nami kolejny etap. Znamy się i ufamy sobie na tyle, że możemy grać w zasadzie free.

Zdawało się, że na Pathfinder szukaliście ścieżek, którymi można by podążyć. Overtones utrzymuje ten ton poszukiwań. Może to wynik pracy w gronie trzech indywidualistów?

RN: Indywidualność jest tu kluczem. Myślę, że nie poddajemy się szybko wzajemnym sugestiom, jeśli tak by było, to nie uzyskalibyśmy tego, o co nam właściwie chodziło. Podczas improwizacji ważne jest dla nas ścieranie się pomysłów i wolność w podchodzeniu do nich. W naszej muzyce nie chodzi o podporządkowanie się jednej osobie.

: Nawet CMYK-owe logo naszego tria ilustruje to, co w nim zachodzi – zarówno wspólne zbiory, jak i te nasze indywidualne. Tacy właśnie jesteśmy – trzy podstawowe, równoważne kolory, które w relacji ze sobą tworzą kolejne barwy.

Na Overtones nie ma miejsca na kompromisy?

RN: W niektórych utworach linia basu jest określona, są też utwory ze ścisłą harmonią, ale tak naprawdę są one pretekstem do rzeczy najważniejszej – improwizacji. Często odchodzimy od form lub konstrukcji już na próbach. Słuchamy się wzajemnie i reagujemy na siebie. To naturalne, że ktoś w pewnym momencie wyjdzie z silniejszym pomysłem, a pozostali zareagują na to w adekwatny dla siebie sposób. Ważna jest znajomość tematu, a reszta to kwestia uważnego słuchania i komunikacji.

: Gdy przynosimy swoje numery, to faktycznie na początku mówimy, jak my autorsko je słyszymy, ale nie narzucamy sobie nawzajem wyłącznie takiej wizji. Zostawiamy ją do interpretacji. Mamy podobny gust i współodczuwanie brzmienia.

SF: Poza tym na próbach wychodzi, co się sprawdza, a co nie, i na tej podstawie dokonujemy wyboru, w jakim zakresie kształtujemy naszą muzykę.

Overtones – dźwięki harmoniczne czy muzyczne podteksty? Zostawiacie słuchaczom pole interpretacyjne. Czy to nie tak, że te „overtones” to takie intuicyjne punkty, które pomagają wam się dotrzeć, zrozumieć w triu?

: Wydaje mi się, że to w naturalny sposób wyszło od muzyki poprzez uniwersalną prawdę, że ponad dźwiękami jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Jako muzycy jesteśmy trochę wypaczeni, bo słuchamy muzyki analitycznie. Natomiast słuchacze odbierają ją wrażeniowo. Słuchacz odczuwa energię – słyszy muzykę nie tylko dźwiękami, nie analizuje struktur melodyczno-rytmicznych. Jeśli dostarczymy odbiorcy dodatkowo emocji czy refleksji, to będzie to dla nas ogromna radość. To kolejny istotny album dokumentujący nasze poczynania, pokazujący rozwój naszej muzyki w aspekcie sonorystycznym.

Okładka płyty zaprojektowana przez Olę Mleczko ma wyraźnie oniryczny charakter. Zresztą to chyba wasze zarysy ze zdjęcia wykonanego przez Sisi Cecylię – i to błękitne! W jaki klimat chcieliście wprowadzić odbiorców?

: Kolor niebieski daje mi głębię w percepcji obrazu. Choć na okładce jest też sporo czerni, ta płyta brzmieniowo nie jest monochromatyczna. Dlatego chciałbym, żeby słuchając jej, ludzie spojrzeli w górę, nad tę naszą rzeczywistość. Żeby w tej gonitwie zweryfikować siebie jako człowieka. Barwy Overtones sprzyjają atmosferze refleksji.

RN: Myślę, że cała magia sztuki dzieje się w procesie wymiany między dziełem a jego odbiorcą. Jeśli coś zostało stworzone ze szczerą intencją, nieważne, czy pod wpływem konkretnych emocji, czy abstrakcyjnych myśli, zwykle daje poczucie pewnego rodzaju bliskości. W ten sposób powstaje rezonans, który tworzy pretekst dla słuchacza do wewnętrznej podróży, wniesienia do muzyki własnych doświadczeń. Zależy mi nie tyle na wprowadzaniu odbiorcy w konkretny nastrój, co na tym, aby nasza muzyka pozwalała na taką właśnie podróż.

Jakie historie kryją się za dźwiękami tej płyty?

SF: Heartbeat Memories jest zatrzymaną w przestrzeni i czasie chwilą, w której przytulałem bliską mi osobę. Jej bicie serca, tak mocne, że do tej pory jest we mnie i, mam nadzieję, wybrzmiewa w tym utworze.

RN: Mam zwykle trudności z nadawaniem tytułów. Nie do końca jest tak, że za każdym utworem kryje się jakaś konkretna historia, choć na przykład Hymn To The Sun powstał zimą, kiedy odczuwam ogromne zapotrzebowanie na promienie słoneczne. Jest w tonacji C-dur, tonacji najbardziej słonecznej, więc tytuł pojawił się samoistnie, trochę pół żartem, pół serio.

Pozostaje pytanie, kiedy będziecie mogli zaprezentować odbiorcom Overtones na żywo?

: Wszystkie nasze działania można śledzić na naszym profilu facebookowym, do której polubienia serdecznie zapraszamy.

SF: Chcielibyśmy jednak uniknąć sytuacji, w której prezentujemy dziesięć koncertów online z tym samym repertuarem. Dodatkowo nie ma tu odzewu ze strony publiczności, który zapewnia element spontaniczności i pozwala na wymianę energii.

RN: Na pewno możemy zaprosić na koncert, który zarejestrowaliśmy w Dwójce z gościnnym udziałem naszego przyjaciela, pianisty Krzysztofa Dysa. Wydanie Overtones jest dla nas momentem długo wyczekiwanym, dlatego zamierzamy go świętować z naszymi słuchaczami, nawet jeśli pandemia psuje koncertowe plany.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO