! Wywiad

RGG: Bo tu wszystko się zaczęło [Katowice JazzArt Festival]

Obrazek tytułowy

Fot. Przemysław Ryś

Kiedy w 2021 roku świętowali swoje dwudziestolecie, na pytanie: „gdzie będziecie za pięć lat?”, odpowiadali zgodnie: „dalej”. Świętowanie 25-lecia uczczą nie tylko koncertami, ale także nagraniem specjalnej edycji projektu „City of Gardens” i nową płytą, a spora część jubileuszowych atrakcji wydarzy się w mieście, które ich muzycznie połączyło – w Katowicach. Zespół RGG będzie bowiem rezydentem Katowice JazzArt Festival, którego 14. edycja odbędzie się w dniach 24-26 kwietnia. To będą trzy wyjątkowe koncerty.

RGG istnieją od 2001 roku, a od 2013 roku działają w składzie: Łukasz Ojdana (fortepian), Maciej Garbowski (kontrabas), Krzysztof Gradziuk (perkusja). Cała trójka to absolwenci Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, z pokaźnym już doświadczeniem i dorobkiem, który potwierdzają różnego rodzaju nagrody i wyróżnienia. Tworzą unikalne brzmienie, łączące nowoczesny jazz z dziedzictwem muzyki poważnej i tradycyjnej.


Ćwierć wieku działalności artystycznej to bardziej okazja do podsumowań, oddzielenia jakiegoś etapu grubą kreską, czy po prostu okazja do celebracji, która w przypadku zespołu RGG zapowiada się imponująco?

Maciej Garbowski: 25 lat to tak naprawdę tylko liczba. Zjawisko matematyczne, które pozwala nas osadzić w czasie i przestrzeni. Cały czas odkrywamy nowe oblicze sztuki, starając się kreować i rozwijać coraz bardziej własny język artystyczny. W pewnym sensie my wciąż czujemy się jakby to był dopiero początek drogi. Przy okazji 20-lecia pytano nas „gdzie będziecie za kolejnych pięć lat?”. Odpowiedzieliśmy jednym słowem: dalej. Czyli więcej aktywności, inspiracji, jeszcze więcej fantastycznych przygód i spotkań z kreatywnymi artystami, których będzie można usłyszeć między innymi podczas tegorocznej edycji Katowice JazzArt Festival.

Łukasz Ojdana: Moja sytuacja jest specyficzna, bo zespół faktycznie obchodzi jubileusz 25-lecia pracy artystycznej, natomiast ja do niego dołączyłem troszkę później, w 2013 roku. Można powiedzieć, że dla mnie to jest 13-lecie (śmiech). Nie przywiązuję jednak ogromnej wagi do jubileuszy, bo każdy koncert jest najważniejszy, a do wszystkich płyt podchodzę z takim samym zaangażowaniem i fascynacją. 25-lecie to z pewnością piękny i bardzo istotny moment, ale dla twórcy, który stara się podążać tą drogą, jest to raczej liczba. My idziemy cały czas dalej. Inspirujemy wzajemnie, dobrze czujemy się ze sobą na scenie i poza nią.

Krzysztof Gradziuk: Ucząc się historii jazzu, analizując ją, czytając biografie, chociażby Milesa czy Coltrane’a, jak podziwia się ich dokonania i dyskografie – nie ukrywam, że łezka w oku się zakręciła, mając świadomość, że w naszym przypadku to już 25 lat. Na dodatek, wspaniale będzie spędzić trzy dni tegorocznej edycji Katowice JazzArt Festival z naszą muzyką i katowicką publicznością. Bo tu wszystko się zaczęło. 2001 rok, Akademia Muzyczna w Katowicach. Trzeba przyznać, że najważniejsze rzeczy na początku wydarzyły się w Katowicach na ulicy Krasińskiego 27.

Katowice wpisały się do muzycznego dowodu RGG.

Krzysztof Gradziuk: Przez długi czas byliśmy wpisywani na różnych festiwalach jako katowickie trio. Dopiero później musieliśmy troszeczkę to sprostować, że katowickie owszem, z powodu naszych początków, ale jednak z tego miasta pochodzi tylko Maciej.

Łukasz Ojdana: Katowice to miejsce nostalgiczne, bo każdy z nas jest z nimi związany. W Katowicach odbywały się na przykład próby do naszego albumu „Szymanowski”. Ja wtedy studiowałem na Akademii Muzycznej. Maciej Garbowski, który pochodzi z Katowic i tu mieszka, przychodził na uczelnię i wieczorami - po moich zajęciach - przygotowywaliśmy ten program. Krzysztof z kolei przyjeżdżał na zjazdy studentów, prowadząc zajęcia. Często pojawiał się wcześniej, byśmy mogli pograć razem. Katowice są naszym punktem stycznym, choć z powodu różnicy wieku nie studiowaliśmy razem.

Jazz był pierwszym wyborem? Czy studia miały być próbą odpowiedzi na pytanie; czym chciałbym się zajmować, jednak bez pewności, że będzie to kierunek docelowy.

Krzysztof Gradziuk: Ja skończyłem I i II stopień szkoły muzycznej o profilu klasycznym. Zacząłem ją mając 6 lat, a wieku 10 lat – może zabrzmi to banalnie – byłem już pewien, że zostanę muzykiem. Nawet jest taka historia z IV klasy, gdy pani na lekcjach języka polskiego poprosiła, byśmy napisali wypracowanie: „kim chciałbyś zostać w przyszłości?”. Napisałem: „w przyszłości zostanę muzykiem”. Pani stwierdziła, że to błąd, bo mieliśmy wskazać kim chcielibyśmy zostać, a nie możemy wiedzieć, kim zostaniemy. Twardo jednak stałem przy swoim zdaniu. Najpierw moja droga związana była z muzyką klasyczną, ale trochę frustrowało mnie to, że jako muzyk klasyczny grający na perkusji, tak naprawdę nie czułem się biegły w grze na swoim instrumencie. Zacząłem samemu zasiadać do zestawu perkusyjnego, później z kolegami założyliśmy nasz pierwszy zespół. Pojawiły się pierwsze warsztaty jazzowe… Niestety długo nie wierzyłem, że jestem w stanie grać jazz — traktowałem go raczej jako swoje hobby. Ale kiedy po jednym z festiwali zamojskich „Jazz na Kresach” zostałem zaproszony przez Janusza Muniaka do niego, do krakowskiej piwnicy, gdzie graliśmy koncerty - to nagle uświadomiłem sobie, że ja też mogę to robić. Stawiam wszystko na jedną kartę i chcę grać jazz. To jest ta muzyka, która daje mi poczucie spełnienia, tam się czuję najlepiej, jak ryba w wodzie. Działając w określonych ramach, czuję jednocześnie swobodę, by na moment się od nich oderwać. Moim marzeniem zawsze było też mieć trio z fortepianem. Założyliśmy trio fortepianowe RGG i tak trwa to już od 25 lat.

Dobierając muzycznych gości, z którymi przemierzacie nie tylko jazzowy szlak, patrzycie na to, że dobrze wam się na scenie z nimi współpracuje, czy szukacie pól do odkrywania nowych muzycznych przestrzeni?

Maciej Garbowski: To dzieje się zupełnie organicznie. Podstawą zawsze jest inspiracja artystyczna, ale mamy też szczęście, że trafiamy po prostu na fantastyczne osobowości, również prywatnie. Jak doszło do współpracy z Robertem Więckiewiczem, którego efektem jest projekt „Planet LEM”?

Maciej Garbowski: Kilka lat temu, w ramach zbliżających się obchodów setnych urodzin Lema, dostaliśmy zapytanie, czy moglibyśmy przygotować specjalny program, który w pewnym sensie bazowałby na twórczości literackiej Stanisława Lema. Były różne pomysły na to, w jaki sposób i z kim to zrobić. Któregoś dnia w ręce naszego pianisty, Łukasza Ojdany, wpadł zbiór felietonów “Planeta LEMa”. Sięgając dalej, odnalazł słuchowisko „Solaris” z udziałem Roberta Więckiewicza, Adama Woronowicza i Magdaleny Cieleckiej. Po wewnętrznych konsultacjach, postanowiliśmy spróbować nawiązać kontakt z Robertem, by przedstawić zręby naszego pomysłu. Dokładnie pięć lat temu spotkaliśmy się przy okazji obchodów naszego dwudziestolecia w klubie Jassmine w Warszawie. Zaczęło się od rozmowy, w trakcie której przedstawiliśmy naszą wizję, a Robert swoją. Okazało się, że obie są bardzo spójne, dlatego że jest to bardzo wysublimowany proces łączenia dźwięku muzyki ze słowem w taki sposób, żeby nie przybrało to formy „czytanki”.

To od początku nie miało być wyłącznie czytaniem do tła muzycznego?

Maciej Garbowski: Jeszcze w klubie stwierdziliśmy, że skoro mamy rozłożony sprzęt, to spróbujemy sprawdzić, czy pojawi sceniczna chemia. Robert Więckiewicz przygotował na próbę fragmenty lemowskich felietonów. Zaczęliśmy na scenie improwizować, a Robert odpowiednio się do tego odnosić, właśnie słowem. Interpretując go, wtrącając różnego rodzaju dodatkowe elementy dźwiękopodobne. To zostało zarejestrowane na potrzeby archiwizacyjne. I do teraz ten film w serwisie YT jest dostępny.

Krzysztof Gradziuk: Podążając tropem definicji muzycznych, Robert Więckiewicz absolutnie nie mieści się w granicach tzw. jazzowego mainstreamu. Aktor, którego doskonale znamy z filmów i seriali, tu Wałęsa, tam Smarzowski…. Nagle pojawia się na muzycznej scenie i okazuje się, że jest świetnym improwizatorem. Trzeba podkreślić, że on nie czyta za każdym razem tych samych fragmentów Lema i nie robi to zawsze tak samo. Bardzo często nas samych zaskakuje, bo zdarzają się fragmenty, których wcześniej nie używał. Całe to przedsięwzięcie związane z Lemem, to od początku do końca muzyka improwizowana. Tam nie ma ani jednego zapisu nutowego. Dlatego każdy koncert jest unikatowy. Znam osoby, które były już na przykład na czterech występach z Robertem i mówią, że to jest dla nich fenomenalne przeżycie, bo za każdym razem czują się, jakby byli pierwszy raz.

Wasze jubileuszowe ucztowanie ma wiele odcieni i barw. Szykujecie kolejne projekty, koncerty, już sama trzydniowa rezydencja na Katowice JazzArt Festiwal jest wydarzeniem szczególnym.

Łukasz Ojdana: Tutaj spora jest zasługa naszego menadżera, który wierzy w nas całym sercem i pomaga dzielić się tym, co mamy do zaoferowania publiczności. Bardzo lubimy zestawienia z gośćmi, uwielbiamy nowe prezentacje, premiery. Zawsze jest to w pewnym sensie ekskluzywne, a zarazem na tyle artystycznie interesujące, że chcemy projekt zarejestrować. Dyskografia zespołu RGG dlatego jest tak rozbudowana, bo z jednej strony podejmujemy ryzyko, a z drugiej ufamy sobie i wiemy, że jeśli decydujemy się na taki krok - będzie on czymś najlepszym, na co w danym momencie nas stać. Zapraszając konkretnych gości, którzy wybierani są przez nas z artystycznych pobudek, a nie marketingowych – jesteśmy pewni, że to, co oni dołożą do naszej koncepcji muzyki, będzie bardzo jakościowe.

Drugiego dnia festiwalu przedpremierowo usłyszymy materiał z nadchodzącej, jubileuszowej płyty RGG. Co możecie opowiedzieć o albumie „The Soul of Soil”, który ukaże się jeszcze w tym roku?

Krzysztof Gradziuk: RGG lubi zaskakiwać i myślę, że tym razem też zaskoczy słuchaczy. Nie ma co ukrywać, nie jesteśmy chłopakami z Bronxu, tylko z Warszawy, Zamościa i Katowic. Babcie nam śpiewały „Na Wojtusia z popielnika (…)”, a nie „Summertime”. Tym razem więc nagraliśmy dziewięć kompozycji Fryderyka Chopina. Będą to interpretacje mazurków, nocturnów, polonezów i etiud. Sporo osób, które nie znają dobrze twórczości Chopina, nawet nie odczuje, że tam jest Fryderyk Chopin – w sensie dosłowności. Będą słyszały dźwięki RGG, bo to wszystko jest tak bardzo przesiąknięte naszym brzmieniem, naszym językiem jazzowym, improwizatorskim. Ci, którzy są z nami od wielu lat, nie będą zawiedzeni. Cieszymy się, że będziemy mogli wykonać ten materiał premierowo w Katowicach. Myślę, że w ramach tego koncertu odwiedzą nas katowiccy profesorowie, u których się uczyliśmy i mamy nadzieję, że przyjdą również studenci Akademii Muzycznej, by posłuchać swoich starszych kolegów.

Po lemowskim projekcie z Robertem Więckiewiczem, a następnie koncertowej premierze nowego albumu, zakończycie festiwal z przytupem i specjalną, trzecią częścią „City of Gardens”, nagrywaną zresztą w Mieście Ogrodów. Łukasz Ojdana: Pierwsza edycja projektu „City of Gardens” została zarejestrowana, ale bardziej na potrzeby zweryfikowania tego, jak brzmi. Tak, by mieć materiał archiwalny. Po odsłuchu okazało się jednak, że całość jest na tyle intrygująca, że pojawiła się decyzja, by wydać z tego płytę. Potem poszliśmy za impulsem, by kontynuować tę koncepcję. Maciej Garbowski: Trudno powiedzieć, czy planowaliśmy kolejne edycje „City of Gardens”. To też – tak jak wszystko u nas – pojawiło się w sposób naturalny. W momencie, kiedy poczuliśmy, że chcemy coś takiego zrobić, to się po prostu wydarzyło. A teraz, jako zwieńczenie tego tryptyku, będzie edycja specjalna, w największym jak dotąd wydaniu, bo zawsze był to kwintet, a tutaj pojawiamy się w sekstecie.

Krzysztof Gradziuk: „City of Gardens” to przepiękna nazwa i mocno się z nią utożsamiamy. W poprzednich dwóch edycjach brali udział wyjątkowi instrumentaliści. Przy trzeciej odsłonie będą z nami równie znakomici muzycy: trębacz Tomasz Dąbrowski, saksofonista Adam Pierończyk, a punktem stycznym będzie nasz przyjaciel z Finlandii, również saksofonista Pauli Lyytinen, który występował przy okazji drugiej edycji.

Jesteście grupą przyjaciół i twórców podobnie odbierających muzykę, czy siłą tego zespołu jest indywidualizm i poszukiwanie wspólnych mianowników?

Łukasz Ojdana: Myślimy o muzyce podobnie, gdy stajemy na scenie i jesteśmy zespołem. Natomiast poza tym kontekstem każdy ma swoją codzienność. My z Krzysztofem pracujemy w jednej szkole, widujemy się częściej, współpracujemy zawodowo, pedagogicznie. Maciek jest cały czas w Katowicach, więc na co dzień się nie widzimy. Ale każdy z nas rozwija się indywidualnie na wybranej drodze. Suma tych wszystkich doświadczeń tworzy nową jakość. Z jednej strony przyjaciele, patrzący jako monolit, z drugiej strony indywidualne jednostki, które mają bardzo różne charaktery, bo każdy z nas jest inny. Gdzieś to wszystko się bilansuje i tworzy wspólny głos.

Wywiad dla Katowice JazzArt Festival przeprowadziła Aleksandra Szatan

post-KMO2026_JAF2026_startpack_set_10.png

RGG na 14. Katowice JazzArt Festival

  • 24 kwietnia: "RGG & Robert Więckiewicz Planet LEM" (Kinoteatr Rialto, godz. 20.00)
  • 25 kwietnia: premierowe wykonanie jubileuszowej płyty RGG „The Soul of Soil” (Jazz Club Hipnoza, godz. 20.00)
  • 26 kwietnia: RGG i goście (Adam Pierończyk, Tomasz Dąbrowski i Pauli Lyytinen) „City of Gardens Special Edition” (Katowice Miasto Ogrodów, sala 211, godz. 19.00)

Pełny program festiwalu: https://jazzpress.pl/koncerty/14-katowice-jazzart-festiwal

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO