Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Django Bates’ Belovèd - The Study Of Touch

Obrazek tytułowy

Trzecia płyta tria brytyjskiego pianisty Django Bates’a to jednocześnie debiut tego zespołu w barwach ECM. Choć sam Bates po raz pierwszy pojawił się w barwach monachijskiego wydawnictwa już w roku 1985. Trio narodziło się w kopenhaskim Rhythmic Music Conservatory, gdzie Bates nauczał, a pochodzący z Danii perkusista Peter Bruun i szwedzki basista Petter Eldh studiowali.

Muzycy często sięgali wcześniej po kompozycje Charliego Parkera. Na The Study Of Touch także pojawia się jedna z nich – Passport. Jednak tym razem na program albumu składają się głównie utwory Batesa oraz jedno nagranie autorstwa Iaina Ballamy’ego – brytyjskiego saksofonisty i kompozytora, z którym Bates współpracował chociażby w Loose Tubes, ale także zapraszał go do studia przy nagrywaniu firmowanych swoich nazwiskiem płyt. Batesowskie originalsy to zarówno kompozycje nowe, jak też te znane już wcześniej z poprzednich albumów tria (pięć utworów znanych jest z płyty Confirmation), czy też wykonań koncertowych (tytułowy The Study Of Touch, który premierowo wykonano podczas The Proms w Royal Albert Hall).

Prawie godzinna płyta zaczyna się miniaturą SadnessAll The Way Down z roku 2011, a kończy premierowym, równie krótkim Happiness All The Way Up, który dopełnia początek, tworząc wraz z nim ramy całego albumu. Liryczną stronę pianistyki Batesa obrazują jego własny utwór Little Petherick oraz This World, wspomnianego już Iaina Ballamy’ego, który dedykował go swojej zmarłej żonie. Bates, notabene, brał udział w nagraniu pierwszej wersji tej kompozycji na albumie saksofonisty z roku 1994.

Ciekawie wypada We Are Not Lost, We Are Simply Finding Our Way, który pokazuje nieco inne oblicze zespołu, złożoność jego muzyki. Podobnie zresztą można mówić o Slippage Street. Centralną część albumu stanowi najdłuższy na płycie, tytułowy The Study Of Touch. Dla mnie najlepszy z całości. Świetnie obrazujący całą paletę stylów, jakie prezentuje trio Belovèd. Interesujące kompozycje (starsze nagrania prezentowane są w odświeżonych aranżacjach) i świetni instrumentaliści. Te dwa składniki dają w efekcie solidną i bardzo fajną płytę, z którą bez dwóch zdań warto się zapoznać.

autor: Krzysztof Komorek

tekst ukazał się w JazzPRESS 07/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO