Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja Top Note

Tie Break - The End

Obrazek tytułowy

Tie Break The End

Agora, 2019

Tie Break to grupa kultowa. Jej muzyka wpłynęła istotnie nie tylko na kształt polskiego jazzu, ale i szeroko rozumianej kultury offowej. Dla wielu ludzi z mojego pokolenia, zasłuchanych w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w punk rock i nową falę, był to pierwszy aprobowany zespół, w którym grała sekcja dęta. Płyty takie jak Tie Break Live czy Gin Gi Lob, emanujące ogromną energią i świeżością, porwały wówczas za sobą słuchaczy z bardzo różnych środowisk. Ostatnią płytę pod szyldem Tie Break muzycy nagrali w 1995 roku. Jak grupa brzmi po niemal 25 latach?

Historia nowego albumu zaczęła się przed pięcioma laty, kiedy muzycy postanowili zrobić coś, aby zaznaczyć swoją obecność na rynku. Grupie, która nigdy nie była zbyt szeroko prezentowana w mediach, której niewznawiane płyty stanowiły gratkę dla wąskiego grona „wtajemniczonych”, groziło ciche osunięcie się w niepamięć. W tej sytuacji powstały dwie koncepcje – nagrania premierowego materiału albo opracowania i należytego wydania dotychczasowego dorobku. Wygrała ta druga – w 2015 roku ukazał się siedmiopłytowy box, zawierający poza wszystkimi albumami Tie Breaku także nagrania formacji „okołotiebreakowych” – Svora i Woo Boo Doo.

Pomysł nagrania nowych utworów nie został jednak porzucony. Mimo że każdy z muzyków grupy cały czas prowadzi intensywną działalność zawodową na polu muzyki jazzowej, teatralnej i filmowej, produkcji muzycznej itp., udało im się spotkać jeszcze w 2014 roku u Ziuta Gralaka w Zagnańsku, aby zrobić pierwsze podejście do nagrań. Ich realizacji podjął się nieodżałowany Wojciech Przybylski, któremu niestety nie było już dane doprowadzenie projektu do końca. Ponieważ trudno było zgrać kalendarze muzyków, kolejne sesje odbyły się w 2016 i 2018 roku. Aż wreszcie w listopadzie 2019 ukazała się płyta zatytułowana The End. Tytuł z pozoru jednoznaczny, można, jak twierdzą sami artyści, interpretować na wiele sposobów. Przyjmijmy może taką wersję – po pięciu latach od rozpoczęcia prac, koniec końców, wreszcie nowy album Tie Break ujrzał światło dzienne.

Co znajdziemy na płycie? Dziewięć utworów, które swoją witalnością i dynamiką sprawiają wrażenie, że są po prostu wynikiem kolejnej sesji, po tych z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Choć muzycy są o 30 lat starsi, to ich muzyka nadal emanuje dziką młodzieńczością – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Każdy, kto lubił stary Tie Break, na pewno nie będzie zawiedziony. Wszyscy, dla których będzie to pierwsze spotkanie z muzyką grupy, usłyszą oryginalne, współczesne granie, wymykające się prostym definicjom gatunkowym. Płyta The End po prostu dowodzi, że Tie Break to zjawisko ponadczasowe. Antoni Ziut Gralak, Mateusz i Marcin Pospieszalscy, Janusz Yanina Iwański oraz Frank Parker nie pozostawiają wątpliwości – warto było czekać.

Oprócz wspaniałej muzyki na albumie usłyszymy też słowa. Koniec – pożegnanie Andrzeja Przybielskiego – napisali Yanina i Gralak, Mów to utwór Jerzego Jacka Bieleńskiego, pozostałe trzy – Jesteś, Teraz, Dary – to teksty Dariusza Brzóski Brzóskiewicza. Brzóska zostawił ponoć kiedyś kilka wierszy Gralakowi, mówiąc, że „może kiedyś się przydadzą”. Odkryte na nowo podczas pracy nad nową płytą okazały się idealnymi tekstami do tworzonego materiału.

The End możemy traktować jako suplement do wydanego pięć lat temu boxu, rodzaj podsumowania dotychczasowej twórczości, o czym świadczą też dedykacje, którymi opatrzone zostały poszczególne utwory. Lamento dedykowane jest Czesławowi Łękowi – współzałożycielowi grupy, Dary – Sarandisowi Juwanudisowi, a Koniec – Andrzejowi Majorowi Przybielskiemu. Muzycy wysyłają też pozdrowienia do innych byłych Tajbrekowców – Krzysztofa Majchrzaka, Zbyszka Uhuru Brysiaka, Kuby Majerczyka, Włodka Kiniora Kiniorskiego. Na przestrzeni 40 lat przez grupę przewinęło się znacznie więcej doskonałych muzyków – o Tie Breaku można więc śmiało mówić jako o specyficznym środowisku artystycznym, a nie tylko zespole muzycznym.

Po tak udanym powrocie fonograficznym warto byłoby zobaczyć grupę z nowym materiałem na żywo. Choć artyści na razie nie mówią nic o planach koncertowych, to nie wykluczają, że w najbliższej przyszłości do nich dojdzie, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Postarajmy się więc, aby ono było…

Autor Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO