dlugiJP 7/2021
Płyty Recenzja

Loud Jazz Band – Live in Oslo

Obrazek tytułowy

LJB Music Records, 2020

Loud Jazz Band to zespół, którego historia sięga 1989 roku. Formacja założona przez gitarzystę Mirosława Carlosa Kaczmarczyka łączy w sobie klimaty oraz doświadczenia polskie i skandynawskie (głównie norweskie). To unikalny skład, bo rzadko można dziś usłyszeć dziewięcioosobową orkiestrę. Już sam ten fakt jest powodem, dla którego warto posłuchać płyty. To dwunasty krążek grupy, przez którą przewinęło się dotychczas około 30 muzyków.

Jest on szczególny – sygnowany 30. rocznicą istnienia zespołu. a został nagrany podczas koncertu w Oslo w 2019 roku. Stanowi jednocześnie dobre podsumowanie dotychczasowej wspólnej drogi muzyków tworzących klimat i legendę zespołu – mającej korzenie w dokonaniach gigantów współczesnego jazzu: Michaela Breckera, Wayne’a Shortera, Chicka Corei, Pata Metheny’ego i Mike’a Sterna. Pomimo że wszystkie kompozycje na płycie są dziełami lidera, a może właśnie dlatego, płyta zachowuje jednolitość stylistyczną, w klarowny sposób nawiązując do swoich wzorców.

No to przyszedł czas na namiastkę uczestnictwa w prawdziwym koncercie. W dzisiejszych, jakże trudnych, bo pandemicznych, czasach taka płyta pogłębia tęsknotę za uczestnictwem w prawdziwym, odbywającym się na żywo wydarzeniu. To zapis znakomitego koncertu, który ma szansę znaleźć szerokie grono odbiorców. Ma on energię, jest w nim pasja. Czasami ma w sobie echa nagrań Pata Metheny’ego (z Works), czasami niesie klimat muzyki fusion, nawiązuje do elektrycznych okresów Chicka Corei (Return To Forever?) czy pozostałych, wspomnianych wcześniej, gigantów współczesnego jazzu.

Płyta przesycona jest muzyką, która przyciąga do słuchania. Bardzo zrównoważone brzmienie całego zespołu, napędzane elektryczną sekcją rytmiczną, z miejscem na partie solowe fortepianu, gitary, trąbki, saksofonu czy puzonu, najczęściej w otoczeniu dźwięków pozostałych muzyków. Od czasu do czasu pojawia się przestrzeń do bardziej samodzielnych wypowiedzi (najbardziej charakterystyczna to chyba partia fortepianu w utworze Imeka, z przejściem do kolejnego). Całość stanowi znakomite połączenie ambitnej muzyki z łatwością słuchania. Dla mnie zanurzenie się w tych dźwiękach to była duża przyjemność. Czego wszystkim życzę.

Autor: Yatzek Piotrowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO