Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Karolina Pernal Quintet - Claridad

Obrazek tytułowy

Karolina Pernal Quintet Claridad

SJ Records, 2018

Na okładce debiutanckiej płyty Karolina Pernal dziękuje swojemu pierwszemu nauczycielowi saksofonu za to, że nie pozwolił jej „grać jak baba”. Faktycznie, Claridad ani przez chwilę nie brzmi jak produkcja „kobieca”, co według mnie znaczy, że brzmi po prostu rasowo. Bo też Karolina – grająca na saksofonie tenorowym i sopranowym – jawi się tutaj jako artystka dojrzała, wiedząca od razu czego chce i niebłądząca po meandrach smooth jazzu albo popu, jak, dajmy na to, alcistka Candy Dulfer.

Zaskoczeń na tej płycie, i to pozytywnych, jest wiele. Pierwsze jest takie, że Claridad to przedsięwzięcie w pełni autorskie. Karolina Pernal skomponowała większość materiału, a dwie kompozycje dorzucił jej mąż Bartosz Pernal. Jest tutaj też jeden klasyk, ale o nim za chwilę. Wszystkie tematy brzmią ciekawie i pięknie składają się w jednolitą całość. Tyle tylko, że krążek jest stanowczo za krótki, bo trwa niecałe 40 minut! Dawno nie miałem do czynienia z płytą, zwłaszcza polskiego wykonawcy, która byłaby tak krótka, a zarazem tak ciekawa. Utwór Bob My Friend kończy się wyciszeniem po zaledwie czterech minutach, co pozostawia spory niedosyt.

Następnym pozytywnym zaskoczeniem na Claridad jest obecność innego saksofonisty – grającego na alcie i klarnecie basowym, pochodzącego z Włoch Achillego Succiego. Karolina i Achille świetnie się rozumieją i inspirują nawzajem. Ich nieustający dialog albo inaczej – przenikanie się wzajemne saksofonów – czyni z tej płyty coś więcej niż tylko kolejny projekt z udziałem zagranicznego wykonawcy. Cały zespół brzmi świetnie, jak monolit. Kolejny raz trzeba powiedzieć, że mamy bardzo uzdolnioną młodzież. W sekcji rytmicznej grają pianista Jakub Płużek, kontrabasista Jakub Olejnik i perkusista Wojciech Buliński.

To jest – jak to nazywam – bardzo „muzykalna” płyta. To znaczy, że na Claridad artyści skupiają się na samej muzyce, a nie na szumie wokół siebie i pustych, rzemieślniczych popisach. Dominuje nastrój balladowy i szeroka przestrzeń. Nie jest to ani stylistyka typowo amerykańska, ani europejska (czytaj: skandynawska). Karolina Pernal niewątpliwie szuka swojej własnej, osobnej ścieżki i chwała jej za to. Natomiast ja mam pewne skojarzenia. Wygląda na to, że Janusz Muniak doczekał się następcy-następczyni. Saksofonistka ma podobny, piękny i „spatynowany” ton oraz tę samą wrażliwość na dźwięk. Ale bardziej jeszcze słychać tu echa późnego Joe Hendersona. To chyba nie przypadek, że na Claridad znalazł się klasyk Sama Riversa Beatrice. Natychmiast przychodzi na myśl zjawiskowe wykonanie tego tematu przez Hendersona na pamiętnym albumie State Of The Tenor. Karolina wraz z Achillem grającym na klarnecie basowym nie wypada wcale gorzej! Wspaniały album.

Autor Jarosław Czaja

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO