Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Fred Hersch – Songs From Home

Obrazek tytułowy

Palmetto Records, 2020

Pandemia wiele zmieniła. Czas ścisłej izolacji był dla wielu osób niezwykle trudny. Artyści, którzy żyją (dosłownie i w przenośni) dzięki kontaktowi z publicznością, odczuli całą sytuację szczególnie dotkliwie. Odreagowania szukali w aktywności często zupełnie dla siebie nowej. Fred Hersch przez niemal dwa miesiące zapraszał wszystkich – oczywiście w formule on-line – na codzienne domowe minikoncerty. Podczas każdego z nich prezentował tylko jeden utwór. Z tego doświadczenia narodził się pomysł nagrania solowego albumu, który 6 listopada ujrzał światło dzienne. To już druga „pandemiczna” płyta Herscha. Przez miesiąc dostępna była do kupienia cyfrowa edycja koncertowego duetu pianisty z Esperanzą Spalding (o płycie pisałem w JazzPRESSie 7/2020), a dochód ze sprzedaży tych nagrań zasilił specjalny fundusz pomocowy Jazz Foundation of America.

Na tydzień Hersch został w domu sam ze swoim – jak nadmienia we wprowadzeniu do albumu – niezbyt perfekcyjnym, ale dobrze znanym, pięćdziesięcioletnim steinwayem, który zajmuje centralne miejsce w pensylwańskiej posiadłości muzyka. Jedynymi towarzyszami sesji nagraniowej były ptaki i wiewiórki. Do nagrań pianista wybrał znaczące dla niego piosenki. Osiem coverów, dwa utwory własne oraz tradycyjny temat The Water is Wide. Ten ostatni łącząc ze swoją kompozycją West Virgina Rose, która napisana została dla matki i babki Herscha.

Płytę rozpoczyna Wouldn’t It Be Loverly z musicalu My Fair Lady. Następnie wybrzmiewają między innymi All I Want Joni Mitchell – wspomnienie z czasów szkoły średniej, Get Out of Town Cole’a Portera, Consolation Kenny’ego Wheelera i Solitude Duke’a Ellingtona. Drugim własnym tematem pianisty jest Sarabande, tytułowy utwór z jednej z pierwszych jego płyt, nagranej w roku 1986 z Charliem Hadenem i Joeyem Baronem. Album zamyka When I’m Sixty-Four Lennona i McCartneya. Dowcipnie nawiązujący do wieku muzyka w trakcie nagrywania płyty (sierpień 2020). W październiku, tuż przed premierą wydawnictwa, Fred Hersch obchodził 65 urodziny.

Songs From Home oferuje w większości dość pogodne, ciepłe, kojące interpretacje. Taki właśnie cel postawił przed sobą Fred Hersch – chciał, by płyta dała słuchaczom odrobinę radości w trudnych chwilach. Pragnął również, poprzez dzielenie się swoją twórczością, wyrwać się z kręgu bezradności. Kiedy piszę te słowa, coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że za chwilę powrócimy do pandemicznego zamknięcia wszystkiego. Czy Songs From Home – i inne podobne projekty – będą w takiej sytuacji wystarczającym antidotum dla naszych dusz?

Autor Krzysztof Komorek / Donos kulturalny

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO