Papierowy JazzPRESS
! Wywiad

Przemysław Strączek: Poszukuję uniwersalnych prawd

Obrazek tytułowy

fot. Aneta Czarnocka-Kanik

Przemysław Strączek Fig Tree


Przemysław Strączek – gitarzysta jazzowy, kompozytor, pedagog. Jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Finalista konkursu solistycznego Thailand International Jazz Conference Solo Competition w Bangkoku. Koncertował w wielu krajach świata, między innymi w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Czechach, we Włoszech, w Chinach, Singapurze i Malezji. Do swoich zespołów często zaprasza zagranicznych muzyków. Dotychczas wydał pięć autorskich płyt: Earthly Room w 2007 roku, Light & Shadow w 2010 roku, Evans w 2012 roku (nagraną z gitarzystą z Hongkongu Teriverem Cheungiem), White Grain of Coffee w 2014 roku oraz Three Continents z Asian Strings Collective w 2016 roku. W lutym ukazał się najnowszy, szósty album Fig Tree, nagrany w kwartecie z Marcinem Kaletką na saksofonie sopranowym i tenorowym, Francesco Angiulim na kontrabasie i Patrykiem Doboszem na perkusji.


Aya Al Azab: Jesteś muzykiem poszukującym brzmień w najdalszych zakątkach świata. Nagrałeś płytę Three Continents z Asian Strings Collective – artystami pochodzącymi z Chin i Singapuru, grającymi między innymi na tradycyjnych instrumentach; współpracowałeś z chińską instrumentalistką Xu Fengxia. Czy wiąże się z tym fascynacja filozofią i kulturą Dalekiego Wschodu?

Przemysław Strączek: To było całkiem spontaniczne. Zostałem zakwalifikowany do konkursu w ramach Thailand International Jazz Conference w 2011 roku w Bangkoku. Był to mój pierwszy kontakt z Azją, która okazała się dla mnie zupełnie innym światem. To doświadczenie spowodowało, że zacząłem się interesować zarówno kulturą i filozofią Dalekiego Wschodu, jak i azjatyckim postrzeganiem muzyki. Można powiedzieć, że w tym przypadku wszystko działo się bardzo naturalnie.

Co takiego jest w kulturze Dalekiego Wschodu, czego brakuje ci w polskiej? A może – co takiego jest w tobie, co powoduje, że bliżej ci jest do filozofii dalekowschodniej?

Szczerze mówiąc, myślałem, że zainteresowanie kulturą dalekowschodnią przyniesie mi jakieś odpowiedzi na ważne pytania. Interesuje mnie świat. Interesują mnie ludzie. Interesuje mnie muzyka. Poszukuję przede wszystkim uniwersalnych prawd. Nie chciałbym się wgłębiać w aspekty filozoficzne, bo zawsze znajdziemy coś, co nam daje do myślenia. Dla mnie najważniejsze jest to, że obcowanie z artystami z Azji wzbogaca mnie jako człowieka i muzyka. Odkryłem, że do muzyki można podejść zupełnie inaczej, aniżeli robiłem to wcześniej. Azjaci poprzez swoje tradycyjne instrumentarium naturalnie używają wielu kolorów i odcieni w samej melodii oraz improwizacji. W języku mandaryńskim słowo wypowiedziane z inną melodyką ma także inne znaczenie. To samo dotyczy dźwięku. Na dalekowschodnich instrumentach podstawowa skala pięciodźwiękowa może być zagrana w różnych odcieniach, co poszerza możliwości barwowe dźwięku. To są dźwięki nieokreślone, wywodzące się z dźwięków określonych. Sama improwizacja odbywa się przede wszystkim w sferze kolorystyki brzmienia. Dla mnie to jest piękne, a do tego bardzo mi bliskie.

Każda płyta czy projekt, który tworzysz, różni się od pozostałych, ma coś niepowtarzalnego – czy to dobór muzyków, czy repertuar, czy instrumentarium. Te poszukiwania są konsekwencją wewnętrznej potrzeby zmian?

Tak, dokładnie tak. Bardzo lubię ruch, zmianę, poszerzanie, czasem zawężanie perspektywy. Jestem gitarzystą, dlatego moje postrzeganie muzyki odbywa się poprzez gitarę, która jest instrumentem sześciostrunowym. Każda moja płyta to wycinek momentu mojego życia, który chcę zamieniać na muzykę. Komponując, piszę muzykę na dany skład instrumentalny, który mam w głowie. Zazwyczaj dzieje się to wtedy, kiedy pracuję nad udoskonaleniem jakiegoś elementu swojego warsztatu wykonawczego czy kompozytorskiego. Nie lubię powtarzać składu instrumentalnego. Od kilku lat działam na dwa fronty – prowadzę zespół etnojazzowy z muzykami z Azji i Ameryki Łacińskiej oraz kwartet jazzowy. W każdym z tych projektów gram inaczej i inaczej myślę o muzyce, przy jednoczesnym zachowaniu w jak największym stopniu siebie samego. Prowadzenie tych dwóch projektów pozwala mi utrzymać pewną równowagę, balans. Duże znaczenie ma dla mnie człowiek i to, jaki jest. Muzyka szybko to wyłapuje. Granie z ludźmi pozwala mi także odkryć moje możliwości wykonawcze. Dużym wsparciem jest dla mnie kontrabasista Francesco Angiuli, z którym współpracuję od 2011 roku. Nagraliśmy razem już dwie płyty. On doskonale wie, jak ustawić swoje brzmienie, co grać w moich kompozycjach. Za każdym razem mnie zaskakuje.

fig tree cover.jpg

Najnowsza płyta Fig Tree ukaże się po czterech latach od wydania Three Continents. Słuchacz będzie mógł doświadczyć, co przez ten czas zmieniło się w twoim życiu muzycznym?

Myślę, że Fig Tree to płyta wyczekana, spokojnie przygotowana. Cztery lata to dość długi okres. Szczerze mówiąc, ostatnie pięć lat było najtrudniejszym czasem w moim życiu, ponieważ musiałem pożegnać najbliższych członków rodziny, przyjaciół, zmierzyć się z ciężką chorobą najbliższej mi osoby. To spowodowało, że zaczął się u mnie kolejny etap życia, bardziej refleksyjny. Dzisiaj wracam do normalnego funkcjonowania i wszystko wskazuje na to, że jest coraz lepiej. Mówi się, że aby mieć coś do powiedzenia w sztuce, należy coś przeżyć. Swoje emocje z tego czasu umieściłem właśnie w tym albumie. Płytę nagrywaliśmy na „setkę” i zależało mi na tym, aby być blisko siebie podczas nagrań. Takie ustawienie było mi potrzebne do wyrażenia moich emocji.

Porównując z poprzednią płytą, Fig Tree to zupełnie odmienny brzmieniowo album. Słuchanie tych kompozycji zaprowadziło mnie w melancholijne i smutne zakątki. Teraz rozumiem dlaczego. Dużo w nich goryczy, ale tej pięknej, która pociąga i pochłania, przede wszystkim w utworze Suspended.

Dziękuję za miłe słowa o tej muzyce. Na pewno słychać w niej to, co przeżywałem w ostatnich latach. Wspomniana przez ciebie kompozycja została napisana specjalnie na koncert z Andym Sheppardem w ramach JAZZtrzębie Festiwal 2019. Zaprosiłem tego wybitnego brytyjskiego saksofonistę związanego z wytwórnią ECM na koncert. To było dla mnie wielkie wydarzenie. Byłem pod ogromnym wpływem jego kwartetu. Brakowało mi jednej kompozycji do programu koncertowego, w której mógłby nasz zespół świetnie zabrzmieć. I wtedy właśnie powstało Suspended. Inspiracją do tej kompozycji jest płyta Andy’ego Shepparda Surrounded By Sea. Bardzo ją polecam.

Materiał Fig Tree nagrałeś w kwartecie, który sprawia wrażenie, że jest idealnie zgrany. Jak długo trzeba było wspólnie grać te kompozycje, żeby uzyskać taki efekt?

Materiał z płyty ogrywany był przez ponad rok. W tym czasie tworzyłem różne składy: polskie, polsko-brytyjskie i polsko-włoskie. Grając z muzykami z płyty, czułem, że to jest to, czego szukałem. Dlatego zaprosiłem ich do nagrania. Przede wszystkim brałem pod uwagę muzykalność, intuicję i brzmienie. Osoby z tego zespołu prezentują te wszystkie elementy na najwyższym poziomie. Jako kompozytor zwracam ogromną uwagę na brzmienie samego zespołu. Bardzo lubię połączenie mojej gitary z saksofonem Marcina Kaletki w sferze barwy, które daje nieograniczone możliwości. Warstwa muzyczna dopełniona grą perkusisty Patryka Dobosza i kontrabasisty Francesco Angiuliego przenosi nas na różne orbity. Suma tych wartości jest tym, czego poszukiwałem bardzo długo.

Imponujące jest także techniczne zaplecze tej płyty – miksem i masteringiem zajął się światowej sławy inżynier dźwięku Katsuhiko Naito w nowojorskim Avatar Studio. Z pewnością pomógł on wydobyć niuanse zastosowane przez ciebie w aranżacjach.

Zdecydowanie tak! Kontakt do Katsuhiko otrzymałem od gitarzysty Alberta Vili, z którym koncertowałem. Po nagraniu płyty, realizowanym w Maq Studio w Wojkowicach Śląskich przez Macieja Stacha, postanowiłem skontaktować się z Katsu. Kontakt zwrotny otrzymałem po tygodniu i wzięliśmy się do pracy. Fantastyczna współpraca. Mogę powiedzieć, że od razu zrozumiał moje podejście do brzmienia. Jestem bardzo zadowolony z tego miksu i masteringu. Dzięki temu muzyka z tej płyty, moim zdaniem, brzmi bardzo naturalnie.

Fig Tree promowana będzie podczas trasy koncertowej w Meksyku. Dlaczego akurat Ameryka Południowa?

Z sprawą swoich działań artystycznych dużo podróżuję i poznaję wielu interesujących ludzi – muzyków, dziennikarzy, promotorów czy organizatorów festiwali jazzowych, z którymi zazwyczaj jestem w dobrych relacjach. Pewnego dnia otrzymałem zaproszenie, aby zagrać trasę z moim zespołem właśnie podczas Neuma International Jazz Festival w jednej z największych metropolii świata – Meksyku. Organizatorzy gwarantują nam pięć koncertów w mieście Meksyk i poza nim oraz dwudniowe warsztaty w jazzowej szkole muzycznej. Tak się świetnie poukładało, że akurat odbędzie się to w ramach promocji mojej najnowszej płyty.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO