dlugiJP 7/2021
! Mistrzowie Polskiego Jazzu

Mistrzowie Polskiego Jazzu vol. 3 – Henryk Miśkiewicz

Obrazek tytułowy

fot. Jarek Wierzbicki

Przygotowując kolejne odcinki cyklu Mistrzowie Polskiego Jazzu za każdym razem myślę, że nic mnie już nie zaskoczy. Odcinek poświęcony Henrykowi Miśkiewiczowi jest 52 częścią cyklu, którym zajmuję się od niemal dwóch lat. Muzyczne dzieje naszych muzyków, co nieuniknione, często się ze sobą splatają. W przypadku Henryka Miśkiewicza zaskoczenie, albo jak mówią młodzi – szok, i niedowierzanie przyszło już w fazie kompletowania muzyki do prezentacji krótkiej retrospektywy jego dokonań. Pierwsze nagrania, które pokazał mi mój skomputeryzowany katalog domowej kolekcji nagrań, pochodzą z roku 1974 (Jazz Carriers – do tego jeszcze dojdziemy). Myślałem, że mnie więcej wtedy bohater tego tekstu przyszedł na świat. Przynajmniej tak go odbieram. Nie jestem osobą, która rozpoznaje wiek spotykanych osób po wyglądzie, natomiast w związku z muzyką, którą gra Henryk Miśkiewicz i niezwykłej pogodzie ducha, a także skłonności do współpracy z młodszymi pokoleniami muzyków, w tym własnym synem i córką, odjąłem mu w swojej wewnętrznej rachubie mniej więcej dwadzieścia lat.

Otóż Henryk Miśkiewicz urodził się w roku 1951. Tak, sprawdzałem w kilku źródłach i się nie pomyliłem. Ponieważ owo całkiem istotne dla historii polskiego jazzu wydarzenie miało miejsce w Żaganiu, kariera Miśkiewicza rozpoczęła się od nauki, a jakże – gry na akordeonie we Wrocławiu. Talent do saksofonu odziedziczył prawdopodobnie po ojcu, który też grał na tym instrumencie. Tam też Miśkiewicz zaczął grać na klarnecie i saksofonach – altowym i sopranowym, na początku w składach grających muzykę, którą dziś nazywamy jazzem tradycyjnym. W takim właśnie składzie złożonym z młodych muzyków i znanym dziś jako Young Jazz Band na profesjonalnej scenie Jazzu Nad Odrą debiutował w 1967 roku 15-letni Henryk Miśkiewicz, którego występ został zauważony przez recenzentów festiwalu, co zostało udokumentowane przyznaniem nagrody specjalnej przez wrocławską Gazetę Robotniczą. W kolejnej edycji festiwalu Henryk Miśkiewicz zdobył już we Wrocławiu regulaminową nagrodę za oryginalną kompozycję. Według jednego z historyków, Miśkiewicz na Jazzie Nad Odrą wystąpił ponad 25 razy. Zdobył tam jeszcze nagrodę w 1972 roku z Jazz Carriers i kilka razy był członkiem jury festiwalu.

Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej Miśkiewicz kontynuował naukę w Warszawie (ciągle na klarnecie, choć jazz grał już częściej na saksofonie), zmieniając nieco muzyczne zainteresowania w kierunku jazzowego mainstreamu. W 1971 roku powstał Jazz Carriers, zespół założony przez Zbigniewa Jaremkę (niektórzy uznają Miśkiewicza za współzałożyciela zespołu). W pierwszym składzie grali Jaremko, Miśkiewicz, Paweł Perliński, Marian Komar i Zbigniew Kitliński. W tym składzie, uzupełnionym o Józefa Gawrycha grającego na instrumentach perkusyjnych zespół nagrał płytę „Carry On!” wydaną w serii Polish Jazz (numer 34), która jest nagraniowym debiutem Henryka Miśkiewicza. Przez kilka lat zespół Jazz Carriers, w którym grywali też Sławomir Kulpowicz, Kazimierz Jonkisz i Eryk Kulm był jednym z polskich hitów eksportowych. W związku z wieloma atrakcyjnymi trasami koncertowymi po obu stronach Żelaznej Kurtyny, zespół nie znalazł niestety czasu na inne sesje nagraniowe. W tym samym czasie Miśkiewicz grał również w Studiu Jazzowym Polskiego Radia Jana Ptaszyna Wróblewskiego i Sun Ship.

W 1977 roku miała miejsce dość niezwykła fuzja jazzu tradycyjnego i nowoczesnego – muzycy Jazz Carriers połączyli siły z grupą Old Timers Henryka Majewskiego, tworząc Swing Session na potrzeby wspólnego występu na festiwalu Złota Tarka. Muzycznie oba zespoły łączył Zbigniew Jaremko, występujący w obu formacjach. W muzycznym życiu Henryka Miśkiewicza pojawiły się nowe okoliczności – konieczność wychowania młodego pokolenia polskich muzyków jazzowych, z którego wywiązał się znakomicie. Dziś jego dzieci – Dorota Miśkiewicz i Michał Miśkiewicz są znakomitymi muzykami, tak więc w rodzinie Miśkiewiczów, jak w mało której jazzowej rodzinie w Polsce ilość gwiazd z pokolenia na pokolenie wzrosła. Tak trzymać...

Również w końcówce lat siedemdziesiątych, Henryk Miśkiewicz zaczął dostawać coraz więcej zleceń związanych z gościnnym udziałem w sesjach nagraniowych. To niestety spowodowało, że na jego pierwszą płytę w roli lidera fani będą czekać aż do 1994 roku (album „More Love”). Nie wszystkie te produkcje mają cokolwiek wspólnego z jazzem, jednak zawsze solówki Miśkiewicza stoją na wysokim poziomie.

W początkach lat osiemdziesiątych Henryk Miśkiewicz grał w zespole słusznie całkiem występującym pod nazwą Liga Dżentelmenów prowadzonym przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego, a także współpracował z Jarosławem Śmietaną, co na szczęście udało się utrwalić na kilku płytach („Talking Guitar”, „Akumula-Torres”). Kolejne lata przyniosły Miśkiewiczowi nie tylko udział w nagraniach wielu płyt znanych i modnych wtedy piosenkarek – Łucji Prus, Danuty Błażejczyk, Krystyny Prońko, Alicji Majewskiej i Michała Bajora, ale też wiele okazji do grania jazzu na krajowych scenach i modnych w latach osiemdziesiątych rejsach wycieczkowych, które były okazją do podreperowania budżetu, ale też poznania wielu muzyków amerykańskich, którzy również pojawiali się na takich rejsach.

Początek kolejnej dekady Henryk Miśkiewicz powitał w składzie Quintessence Eryka Kulma. Wkrótce pojawiły się jego pierwsze albumy solowe – „More Love” z gościnnym udziałem Edyty Górniak, wielu znanych postaci jazzowego świata (i po raz pierwszy również syna Michała na perkusji) i „Kakaruka”. Na tym albumie Miśkiewicz pokazał, że jest nie tylko wybitnym saksofonistą o doskonale rozpoznawalnym tonie, ale też wyśmienitym kompozytorem. Jego solowych płyt nie znajdziecie niestety zbyt wielu. Te z lat dziewięćdziesiątych są w większości dość trudno dostępne. Lepiej sytuacja wygląda z nowszymi nagraniami – licząca już trzy pozycje seria koncertów z Jazz Cafe Łomianki nazwana adekwatnie do zawartości muzycznej to mieszanka neo-bopu inspirowanego twórczością jednego z muzycznych idoli Miśkiewicza – Juliana Cannonballa Adderleya z nowoczesnym funkiem. Wszystko zostaje w rodzinie, na tych nagraniach usłyszycie córkę Dorotę Miśkiewicz, syna Michała i zięcia – Marka Napiórkowskiego. W tym akurat przypadku nie mam nic przeciwko zapraszaniu rodziny na scenę.

W końcówce lat dziewięćdziesiątych Jan Ptaszyn Wróblewski skomponował specjalnie dla Henryka Miśkiewicza wieloczęściową suitę „Altissimonika”, którą Miśkiewicz zarejestrował ze swoim zespołem i orkiestrą symfoniczną Polskiego Radia na płycie pod tym samym tytułem nagranej w 2003 roku. Henryk Miśkiewicz jest również od wielu lat zaangażowany w nagrania i koncerty Anny Marii Jopek, z która nagrał kilkanaście płyt.

Jego muzyczni bohaterowie to wspomniany już Cannonball i Kenny Garrett, z którym miał okazję nagrywać wspólnie na płycie świetnego trębacza związanego z Polską Michaela Patchesa Stewarta „On Fire” w 2013 roku. Będący uosobieniem skromności i pogody ducha Miśkiewicz zagrał utwór „New Jazz Groove” na klarnecie basowym nie chcąc prawdopodobnie ścigać się z młodszym od niego o dekadę idolem.

Trudno znaleźć polskiego muzyka jazzowego, z którym nie grał Henryk Miśkiewicz, który jest od pół wieku rozchwytywanym muzykiem sesyjnym, właściwie od pierwszego momentu, kiedy w początkach lat siedemdziesiątych pojawił się w składzie Studia Jazzowego Ptaszyna. Grał jazz tradycyjny w Swing Session i Big Bandzie Stodoła, mainstream z Sun Ship i Simple Acoustic Trio, dowcipkował z Chałturnikiem, grał w składach elektrycznych Jarka Śmietany i Wojtka Karolaka. Był uczestnikiem wielu koncertów i nagrań zespołów Ptaszyna, grał solówki z Ewą Bem, Anną Marią Jopek i córką Dorotą Miśkiewicz. Wśród wielkich zagranicznych nazwisk, z którymi koncertował i nagrywał Miśkiewicz, znajdziecie Pata Metheny, Kenny Garretta, Davida Murraya i Mino Cinelu.

Henryk Miśkiewicz nie należy do grona muzyków, którzy często nagrywają swoje autorskie albumy. Jednak rok 2021 zapowiada się wyjątkowo, już teraz, a jeszcze nie minęła połowa roku, pojawiły się dwie płyty z jego istotnym udziałem – album nagrany wspólnie z córką Dorotą – „Nasza miłość” z muzyką Henryka i tekstami najwybitniejszych polskich tekściarzy – Wojciecha Młynarskiego, Bogdana Loebla, Grzegorza Turnaua i Andrzeja Poniedzielskiego oraz projekt „Wodecki Jazz '70 – Dialogi” z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego i muzyką nagraną już po jego śmierci przez współczesny zespół z udziałem Miśkiewicza. Ten pierwszy album to płyta rodzinna w której nagraniu wziął udział również syn Michał Miśkiewicz. Ja czekam na jakiś specjalny koncert urodzinowy (70 urodziny Henryk Miśkiewicz obchodzi 2 czerwca) w Jazz Cafe Łomianki, który później będę przez wiele lat mógł sobie powtórzyć w domu z krążka 4. Warto pomarzyć o nagraniu takiego albumu i zaproszeniu na koncert.

.......................................................................................................................

Felieton jest częścią projektu PolishJAZZ: Mistrzowie Polskiego Jazzu – 100 audycji w RadioJAZZ.FM, realizowanego przez Fundację Popularyzacji Muzyki Jazzowej EuroJAZZ. Audycje Rafała Garszczyńskiego poświęcone Mistrzom Polskiego Jazzu będą emitowane od poniedziałku do piątku o godz. 14.45 w RadioJAZZ.FM. Link: www.radiojazz.fm/player

Audycje Mistrzowie Polskiego Jazzu: Henryk Miśkiewicz będą emitowane w dniach 31.05-04.06.2021 imit i mkidn.jpg

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO