! Wywiad

Kinga Głyk: Podejmuję się wielu wyzwań

Obrazek tytułowy

fot. Peter Hönnemann

Po czterech latach basistka Kinga Głyk wraca z solowym albumem Real Life oraz rusza w tym tygodniu w promującą go trasę koncertową. Przy produkcji materiału pracował założyciel Snarky Puppy, basista Michael League. Imponuje także grupa muzyków towarzyszących liderce, są pośród nich instrumentaliści mający za sobą współpracę z takimi tuzami jak Justin Timberlake, Erykah Badu, Esperanza Spalding, Marcus Miller, Kendrick Lamar, John Legend, Cory Henry czy Pat Metheny. A to, co znalazło się na płycie, wynika z lawiny przemian i nowych doświadczeń basistki…

KG_CVR_3000 (1) (1).jpg


Rafał Marczak: Kinga, co rozumiesz przez „Real Life”?

Kinga Głyk: Kiedyś zastanawiałam się nad istotą bycia prawdziwym muzykiem. Wszyscy dążymy do osiągnięcia punktu, w którym możemy z dumą stwierdzić, że opanowaliśmy swoje rzemiosło. Ta refleksja wywołała we mnie pewien niepokój, gdy doszłam do wniosku, że być może nie ma takiego momentu, w którym uznam, że posiadam wystarczającą wiedzę czy umiejętności. To uczucie jest jeszcze bardziej skomplikowane w obliczu współczesnej rzeczywistości zdominowanej przez media społecznościowe. To, co widzimy na Instagramie, często nie jest w pełni prawdziwe. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że ja sama przez 90 procent czasu dzielę się z ludźmi pozytywną stroną tego, co robię. Nie wspominam o tym, że czasami jest mi ciężko, że nie każda część mojej pracy wiąże się z sukcesem. Wiadomo, że byłoby dziwne, gdybym zaczęła się dzielić tym, co jest trudne i zarzucała ludzi swoimi problemami, jednak jestem świadoma, że porównywanie swojego życia i osiągnięć do pozornie idealnej rzeczywistości mediów społecznościowych sprawia, że ryzykujemy utratę własnej autentyczności, żyjąc w wyimaginowanym świecie czyjegoś sukcesu. Trudno znaleźć balans między tymi dwoma światami.

Zawsze otaczali cię świetni muzycy, lecz tym razem towarzyszą ci instrumentaliści o naprawdę światowej renomie. Postać producenta Michaela League znanego ze Snarky Puppy jest tego najlepszym przykładem. I może zaskakiwać.

Dla mnie też są to czasami niespodzianki, ja tego nie planuję. Nie napisałam sobie na kartce, że muszę osiągnąć to, że następną płytę zagram z określonymi muzykami. Krok po kroku rodziły się pomysły, żeby płyta była wyprodukowana z takim producentem, a nie innym. Z Michaelem udało się połączyć dzięki Warner Music Group, z którą pracuję już od kilku lat.

Nigdy nie chodziłam do szkół muzycznych, nie miałam przy swoim bokumentorów, którzy mówiliby mi, jak ćwiczyć, co robić. Owszem, przez długi czas był mój Tato, który sam jest muzykiem, troszczył się o mnie i naprawdę włożył dużo energii w to, aby mi pomóc w najlepszy możliwy sposób. Nie miałam jednak codziennie lekcji, do których musiałabym coś przygotować. Moja droga artystyczna bywa dosyć samotna. Producentem poprzedniej płyty Feelings był Paweł Tomaszewski, który był dla mnie wielką pomocą i dzięki niemu wiele się nauczyłam. Cieszyłam się, że i tym razem mogłam mieć kogoś, kto pomoże mi, żeby moje pomysły mogły ujrzeć światło dzienne w jak najlepszy możliwy sposób. Michael League jest basistą, co sprawiło, że wspólnie mogliśmy dbać o różne niuanse basowe. Było to wyjątkowe doświadczenie.

Co odkryłaś w swoim warsztacie, pracując z Michaelem?

Braki! [śmiech] To wyjątkowe mieć u boku kogoś, kto gra na basie, szczególnie w taki sposób, w jaki gra Michael. Wyróżniłabym dwa typy basistów. Tych, którzy stawiają się na froncie, improwizują, są bardziej wyćwiczeni technicznie i harmonicznie. I tych, którzy są raczej z tyłu i sprawiają, że zespół brzmi świetnie. Michael jest fantastycznym muzykiem, który łączy obie te rzeczy. On wie, kiedy zająć jedną z tych pozycji, i jest to bardzo przemyślane. Uczę się od niego tego, żeby zastanowić się, dlaczego gram taką, a nie inną frazę. Dlatego, że potrafię? Czy dlatego, że muzycznie ma to sens, bo chcę wesprzeć linię innego instrumentalisty, który gra na przykład solo. Super, że mogliśmy skupić się na basie, chociaż nie powiedziałabym, że na Real Life bas jest na froncie. Nie ma go dużo na tej płycie, jest raczej schowany i myślę, że niektórzy mogą być z tego niezadowoleni! [śmiech]. Nie chcieliśmy, żeby było oczywiste, że jest to płyta basistki. Chciałabym, żeby ludzie cieszyli się z utworu, a nie z tego, że jest to kompozycja basowa. Wolałabym, żeby ktoś powiedział: „Wow, ale super utwór, kto to wymyślił?!”.

Skąd to podejście?

Na pierwszym spotkaniu z Michaelem ustaliliśmy ważne niuanse, jeszcze przed wejściem do studia. Nie zależało mi, by bas zagrał wszystkie tematy i solówki. Stawiam na melodię i przekaz całego utworu. Jeżeli są instrumenty, które mogą sprawić, że stanie się on piękniejszy, zróbmy to.

Jest na tej płycie Brett Williams – jedyny instrumentalista, z którym wcześniej współpracowałaś. Pozostałych poznałaś tuż po wejściu do studia...

To prawda, było to duże wyzwanie. W studiu w Els Prats de Rei (w Katalonii – przyp. red.) dołączyli do mnie Robert Sput Searight na perkusji, Casey Benjamin na EWI oraz Brett Williams na klawiszach. Michael League wystąpił w roli producenta, a Nic Hard odpowiadał za inżynierię dźwięku. Bazę zarejestrowaliśmy w kwartecie w trzy dni, a dogrywający klawisze, dostali tracki, gdyż nie byli w stanie być z nami w studiu.

Spotykanie się z ludźmi bywa dla mnie wyzwaniem ze względu na to, że jestem bardziej introwertyczką, która próbuje wzbudzić w sobie trochę bardziej ekstrawertyczne cechy, dzięki którym mogę otworzyć się na poznawanie nowych ludzi, granie z nimi. Myślę, że gdybyśmy nagrywali ten materiał dzisiaj, już po tamtym spotkaniu, byłaby to jeszcze inna muzyka, bo po prostu widzieliśmy się po raz pierwszy w życiu.

Za kilka dni zaczynasz promować Real Life w trasie, kto z tobą wystąpi?

Tour rusza w listopadzie – trzeciego gramy premierowy koncert w Warszawie, czwartego w Poznaniu i piątego we Wrocławiu. Potem następuje lista niemieckich występów. Zagramy w składzie: Hailey Niswanger (EWI), Greg Clark Jr. (perkusja), Paweł Tomaszewski oraz Michał Jakubczak (klawisze). Dodatkowo Arek Grygo (klawisze) dołączy na jeden koncert. Mój brat pojedzie jako realizator dźwięku i jeszcze mamy kilkoro ludzi w ekipie, którzy pomogą, by ta trasa się wydarzyła.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie i załatwię wizę, to może uda mi się zagrać w Stanach Zjednoczonych ze składem, z którym nagrałam płytę. Są plany, bardzo bym chciała to zrobić. Prawdopodobnie będzie to tylko kilka wspólnych koncertów, bo to są mega zajęci muzycy, ale byłoby super, gdyby coś takiego się udało.

Dziwnie się czuję z tym, że pierwszy raz będziemy grać materiał, który fizycznie jeszcze się nie ukazał. Mogę zdradzić, że płytę wydajemy 26 stycznia, tuż przed moimi urodzinami! Po koncertach w przedsprzedaży będzie można zakupić pocztówkę z moim podpisem, której zdjęcie można wysłać do agencji, a ta zatroszczy się o to, by płyta dotarła do nabywców w dniu premiery. Będzie to opcja dostępna tylko dla tych, którzy przyjdą na tę trasę. Dodatkowo mogą oni wziąć udział w konkursie, na który też się cieszę.

kinga1.jpg

Poza zmianami muzycznymi czy personalnymi widzę też nowości w twojej prezencji.

Wciąż się nad nią zastanawiam, bo trudno odłożyć mi kapelusz, który szczerze lubię! Nie lubię nie mieć niczego na głowie lub we włosach, dlatego założyłam chustkę! Próbuję szukać, nie wiem, czy to mój ostateczny image. Zawsze byłam antyróżowa, a na okładce Real Life prezentuję totalnie różowy outfit, co teraz już mi się podoba, ale kiedyś byłabym przerażona na myśl o założeniu różowego garnituru.

Kinga, warto otwierać się na zmiany?

Warto się mniej bać! Pracuję nad tym. Przez wiele lat obawiałam się tego, co ludzie pomyślą, że tutaj trzeba grzecznie, że czegoś nie powiem… Mimo że podejmuję się wielu wyzwań, kosztuje mnie to sporo stresu i strachu. Czasami trzeba to po prostu puścić. Świat wokół nas jest ciekawy, uczymy się na błędach. Warto podejmować kroki, które czasami wydają się niemożliwe albo trudne, bo bez tych decyzji i ryzyka nie jesteśmy w stanie się rozwijać. To, że zderzę się ze ścianą, bo coś nie okaże się sukcesem i będę płakać, też jest OK. Czasami trzeba zapłakać, bo bez tego nie ma później chwil radości. Życie zawsze będzie kombinacją łez i nie-łez...

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO