(Perpetus, 2025)
Terytorium, gdzie jazz przenika się z malarstwem, zdaje się mocno inspirować perkusistę Gniewomira Tomczyka. Ma on już na koncie „granie Beksińskiego” (Beksiński.Live), a ostatnio na tapet wziął obrazy – jak sądzę, znacznie mu bliższe – autorstwa swego ojca Józefa Tomczyka. Mając zarówno klasyczny, jak i jazzowy background, a także zamiłowanie do muzyki elektronicznej, artysta proponuje nam osobisty, wielobarwny (sic) projekt. Na przestrzeni pięciu rozbudowanych utworów (interpretujących konkretne obrazy) lider w towarzystwie uznanych partnerów (Mateusz Smoczyński – skrzypce, Krzysztof Lenczowski – wiolonczela, Jan Smoczyński – fortepian, Kuba Dworak – kontrabas) snuje angażującą opowieść.
Ta muzyka z łatwością mogłaby funkcjonować w przestrzeni filmowej czy teatralnej, a pewnie i tanecznej. Mimo śmiałego łączenia idiomów muzyki improwizowanej z formą klasyczną i subtelnymi ingerencjami elektroniki całość pozostaje zaskakująco spójna, miejscami wręcz kojąca, ale przede wszystkim – wciągająca. To projekt, którego nie tyle się słucha, co w którym się uczestniczy; zanurza się w nim bez wysiłku.
Godne podkreślenia jest konsekwentne poszukiwanie przez Tomczyka nowych form wyrazu i rozszerzanie roli perkusisty‑lidera. Współczesna sztuka wymaga umiejętnego łączenia elementów i nieustannego poszukiwania nowej jakości – a to zdaje się byćidée fixe perkusisty, który nie boi się eksperymentu i traktuje go jako naturalny język twórczy. Perpetus jawi się więc jako bodaj najdojrzalsza propozycja w jego dotychczasowym dorobku i bez wątpienia obiecująca na przyszłość. A wydaje mi się, że „przyszłość” jest dla Tomczyka kierunkiem najbardziej interesującym.
Wojciech Sobczak