Wywiad

Piotr Łukasiewicz: Słucham nie tylko bluesa [RadioJAZZ.FM nadaje]

Obrazek tytułowy

fot. archiwum prywatne Piotra Łukasiewicza

Ubierają w słowa emocje, nazywają nienazwane – w RadioJAZZ.FM od 11 lat prezentują muzykę i opowiadają o niej wspaniali radiowcy – dziennikarze, biznesmeni, lekarze, a przede wszystkim – zagorzali fani różnych gatunków. Zapraszamy do tego radiowego świata na łamach JazzPRESSu. Pierwszą osobą, z którą rozmawia Dominika Naborowska, sekretarz redakcji RadioJAZZ.FM, jest Piotr Łukasiewicz, autor audycji JAZZ, CZYLI BLUES.


Dominika Naborowska: Piotrze, twoja audycja JAZZ, CZYLI BLUES (JAZZ, CZYLI BLUES ALBO ODWROTNIE) w czerwcu 2021 roku będzie obchodzić okrągłe urodziny – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w RadioJAZZ.FM usłyszymy ją po raz setny. Już teraz przyjmij życzenia urodzinowe! Jak byś podsumował ten czas od pierwszego wejścia na antenę?

Piotr Łukasiewicz: Precyzyjnie ujmując, rocznica będzie w maju. Pierwszą audycję JAZZ, CZYLI BLUES poprowadziłem 8 maja 2019 roku. Może zabrzmi to patetycznie, ale ten krok dał mi drugie życie, jeśli chodzi o moją pasję, jaką jest muzyka. Wcześniej przez wiele lat pochłonięty byłem kolekcjonowaniem płyt, zgłębianiem wiedzy o muzyce, uczestniczeniem w koncertach czy też organizacją koncertów Warsaw Blues Night. Po 2015 roku mam „dziurę w życiorysie”, kiedy to nieco odpuściłem pasję na rzecz innych życiowych priorytetów. Teraz na nowo poszukuję, czytam i przede wszystkim słucham. Audycje napędzają moją aktywność. Czas, kiedy przygotowuję audycję, to najprzyjemniejsza część tygodnia i nie chcę tego zmieniać.

PiotrŁukasiewicz_mc.png

Czy twoje audycje zmieniły się w ciągu tych dwóch lat?

O, tak. Moja przygoda z RadioJAZZ.FM to zarazem moje pierwsze kroki, jeśli chodzi o prowadzenie audycji. Przez ten czas przede wszystkim nieco okrzepłem jako spiker, ale na tym nie poprzestaję. W ciągu tych dwóch lat utrwalił się pomysł na audycje monotematyczne, co do którego początkowo miałem pewne obawy, ale teraz widzę, że sprawdza się w stu procentach.

Napisałeś o swojej audycji, że jest ona z założenia mało oczywista, gdyż przekracza międzygatunkowe granice. Znajdziemy w niej nie tylko blues czy jazz, ale i gospel, soul czy funk. Wiem, że nie raz spotkało się to z niezrozumieniem twoich słuchaczy, którzy chyba oczekują bardziej zawężonych gatunkowo wyborów muzycznych. Powiedz, czym się kierujesz przy tworzeniu swoich audycji?

Przez ostatnie miesiące wiele miałem tego typu pytań. Odpowiedź jest prosta. Prezentuję muzykę, której sam słucham, która działa na moje emocje. A słucham nie tylko bluesa. W mojej płytotece sporo jest jazzu, gospel, soulu, funku, a także rocka. Ostatnimi czasy pochłonięty jestem muzyką Nowego Orleanu niemal w każdej postaci, co też zapewne słychać w audycji. Często po audycji wypełnionej szorstkim bluesem z głębokiej prowincji Mississippi w następnym tygodniu gram jazz, by później zaproponować gospel. Nie planuję tego z premedytacją – często jest to impuls, który przychodzi po wysłuchaniu konkretnej płyty. Zdaję sobie sprawę z tego, że w ten sposób trudno zbudować stałą, szeroką grupę słuchaczy, ale co tydzień mam satysfakcję, że zagrałem to, co mi w duszy gra, i są słuchacze, którzy potwierdzają, że to, co proponuję, trafia także w ich gust.

Opowiedz zatem coś więcej o muzyce Nowego Orleanu. Pasja przyszła po filmie Nowy Orlean. Miasto muzyki, który recenzowałeś w JazzPRESSie, czy była już wcześniej?

W Nowym Orleanie podkochiwałem się powoli. Przez lata kręciła mnie muzyka np. Dr. Johna i Preservation Hall Jazz Band, ale prawdziwa miłość przyszła po wizycie w tym wyjątkowym mieście dwa lata temu. Ten klimat, ci ludzie, to jedzenie, ale przede wszystkim muzyka! To coś niesamowitego. Jasne jest, że to kolebka jazzu – w nowoorleańskim powietrzu jest coś, co uzależnia. Niezależnie, czy słuchasz jazzu, bluesa, funk, gospel czy hip-hopu z tego miasta, niemal od pierwszych nutek wiesz, że to jest to! Od dwóch lat oszalałem na tym punkcie. Moja kolekcja płyt z muzyką z Nowego Orleanu rośnie w przerażającym tempie, cały czas odkrywam nowych artystów, o których wcześniej nie miałem pojęcia. To się chyba nazywa uzależnienie…

Wokół twojej audycji zbudowała się społeczność – stali słuchacze, rozmówcy, aktywnie komentujący nowe audycje na żywo na fanpage'u na Facebooku (ponad 1200 obserwujących). Możesz powiedzieć, czego dotyczą wasze rozmowy?

Każda audycja ma swoje wydarzenie na Facebooku i można zajrzeć. Jest spora grupa słuchaczy, którzy cenią słuchanie audycji w dobrym towarzystwie, a Facebook daje taką możliwość. Słuchacze witają się, pozdrawiają wzajemnie, wymieniają opinie o muzyce, często chwalą, ale czasem zdarza się krytyka. To jest niesamowite, bo pokazuje, jak pięknie możemy różnić się, jeśli chodzi o gusta muzyczne, a z drugiej strony jest to dla mnie barometr nastrojów. Już wiem, co się podoba, a co mniej. Mam to w głowie, przygotowując audycję, ale nie jest to jedyny wyznacznik tego, co znajdzie się na playliście.

Czym jest dla ciebie blues?

Nie lubię tego pytania. Bo nie potrafię na nie odpowiedzieć jednoznacznie, a to wbrew mojej analitycznej naturze. Dla mnie blues to emocje i „feeling”. Nie wszystko, co szumnie nazywa się bluesem, jest dla mnie bluesem, a często w muzyce, która pozornie daleko jest od bluesa, ja słyszę to „coś”, czego nie potrafię do końca nazwać. Bluesa słyszę w wielu utworach jazzowych, w muzyce Nowego Orleanu, w soulu, w gospel, w muzyce Toma Waitsa, ale jakoś nie mogę przekonać się do wielu muzyków, którzy królują na bluesowych listach przebojów. Nie czuję tego czegoś… ale bardzo szanuję opinie innych. Każdy czuje inaczej i tego się trzymajmy.

Jakie tematy łączą cię, a jakie dzielą z autorami innych audycji bluesowych w RadioJAZZ.FM – Ayą Al Azab i Sławkiem Turkowskim? Aya prowadzi w RadioJAZZ.FM audycję ŚRODEK BLUESA (środa, godz. 20.00), natomiast Sławek we wtorki zaprasza na reaktywację FEELIN’ THE BLUES.

Chyba zasadniczych różnic między nami nie ma. Na pewno różnimy się gustami i pomysłem na audycję. U mnie więcej jest okolic bluesa w postaci jazzu, gospel, soulu i funku. Sławek i Aya zdecydowanie są bliżej korzeni bluesa. Łączy nas czucie bluesa.

A co z polskim bluesem – chyba nie sięgasz po niego zbyt często w swojej audycji? W jakiej kondycji jest polski blues?

Moim zdaniem blues w Polsce ma się nieźle. Świadczą o tym liczne duże i małe festiwale, gromadzące fanów z całego kraju. Mamy wiele audycji o tematyce bluesowej w różnych radiach. U mnie polski blues pojawia się od czasu do czasu, ale jak zauważyłaś, nieczęsto, a wynika to w głównej mierze z charakteru audycji. Po prostu trudno wpasować polskich wykonawców w monotematyczną koncepcję każdej audycji, ale też jest niewielu krajowych muzyków, którzy trafiają w mój gust. Jak wspomniałem, prezentuję to, co mi się podoba, i nie mam preferencji narodowościowych.

Przez wiele lat aktywnie uczestniczyłeś w życiu środowiska bluesowego w Polsce – byłeś organizatorem cyklu koncertowego Warsaw Blues Night. To było dziewięć lat działalności i ponad 50 koncertów. Ostatnim z nich był bodajże koncert Duke’a Robillarda z zespołem w warszawskich Hybrydach (dokładnie 53 WBN). Nie brakuje ci zajęcia organizatora? A może coś planujesz?

W zasadzie częściowo odpowiedziałem na to pytanie na wstępie. Uszczegółowię jedynie, że koncerty Warsaw Blues Night miały 12-letnią historię. Pierwszy odbył się w 2003, a ostatni (wspomniany Duke Robillard) w 2015.

Oczywiście brakuje mi tych koncertów. To niesamowita frajda sprowadzać do Polski artystów, których się uwielbia i zna się jedynie z płyt. Często nasze wybory (dokonywaliśmy ich wspólnie ze Sławkiem Turkowskim) były mocno egoistyczne. Często byli to artyści, których lubiliśmy, którzy znani byli w świecie bluesa, a w Polsce niekoniecznie. To niesamowita satysfakcja, kiedy widzisz swojego ulubionego muzyka na scenie, na którą sam go sprowadziłeś, i na dodatek wzbudza on zachwyt publiczności. Tego mi brakuje. Nie ukrywam, że kilka razy próbowałem powrócić, ale niestety wszystko prozaicznie rozbijało się o brak wsparcia finansowego. Jest pewien konkretny pomysł, ale odłożony został chwilowo na półkę ze względu na pandemię.

To kogo jeszcze chciałbyś zaprosić do Polski? Masz jakieś marzenie?

Toma Waitsa, ale on pozostaje jedynie w sferze marzeń z wielu powodów.

Blues to spora i ważna część twojego życia. Skąd i kiedy wzięła się u ciebie miłość do tego gatunku? Pamiętasz pierwszego artystę bluesowego, który cię zachwycił?

Tego to już nie pamiętam. Przyszło to jakoś naturalnie i niezauważalnie, słuchając innej muzyki po prostu zacząłem wyłapywać wątki, które wpadały mi w ucho, a które okazywały się bluesem, i tak po nitce do kłębka wpadłem na bluesa. Jakoś nie pamiętam tego pierwszego, ale niewykluczone, że był to John Lee Hooker i płyta The Healer.

A jakich artystów współczesnego bluesa byś polecił?

Ostatnio nieco mniej słucham współczesnego bluesa, raczej krążę w klimatach okołobluesowych, soulowych, gospel i nowoorleańskich. Skoro pytasz o bluesa, to z muzyków młodszego pokolenia zdecydowanie polecam Selwyna Birchwooda i Jontaviousa Willisa. Niezmiennie polecam tych jeszcze współczesnych, ale już z dorobkiem, jak Duke Robillard, Dave Specter, Robert Cray, Rick Holmstrom, Kirk Fletcher, Ronnie Earl, Junior Watson… Długo by wymieniać. [śmiech]

Długo by też można było wymieniać odmiany bluesa. Gdy zajrzymy na stronę archiwum RadioJAZZ.FM z podcastami z audycji (https://archiwum.radiojazz.fm, jest ich obecnie ponad 1300!), to możemy zauważyć takie słowa kluczowe, jak acoustic blues, Chicago blues, country blues, Delta blues czy swamp blues. Jaki dzisiaj blues jest grany na świecie? Powstają nowe odmiany?

To trudny dla mnie temat, ponieważ uważam, że niestety blues zabrnął w ślepy zaułek. Po boomie w latach 90. jego popularność na świecie spada. Moim zdaniem w przeciwieństwie do np. jazzu niewielu jest artystów poszukujących nowych ścieżek, którymi współczesny blues mógłby dotrzeć do szerszej publiczności. Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest, ale to fakt – publiczność bluesowa jest coraz starsza, a nowi artyści w większości hołdują trendom bliższym muzyce rockowej albo trzymają się kurczowo tradycji wypracowanej przez legendy. Może tak ma być i już.


JAZZ CZYLI BLUES - środa, godz. 19.00

Podcasty: https://archiwum.radiojazz.fm/jazz-czyli-blues

Plan na kwiecień:

  • 07.04 – Django Blues – Biréli Lagrène – kontynuacja cyklu wypełnionego gypsy jazzem, tym razem w całości poświęcona Biréliemu Lagrène’owi.
  • 14.04 – Funky, Funky New Orleans – kolejne spotkanie z funkującymi artystami Nowego Orleanu.
  • 21.04 – Pustynny Blues – muzyka rodem z Zachodniej Afryki.
  • 28.04 – Gospel Alive – współczesne oblicze muzyki gospel.
  • 05.05 – Bruce Katz – nagrania wirtuoza bluesowych klawiszy w wielu odsłonach.

Autor: Dominika Naborowska - Wywiad ukazał się w JazzPRESS 4/2021

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO