Papierowy JazzPRESS
Pod naszym patronatem Wywiad

Piotr Matusik: Inne spojrzenie na niezależność i wolność

Obrazek tytułowy

fot. Dorota Koperska

Piotr Matusik Trio Independence

Independence to druga płyta znanego już na polskiej scenie jazzowej pianisty i kompozytora Piotra Matusika, uznawana przez niego za oficjalny debiut. Nagranie zrealizował dzięki stypendialnemu programowi Młoda Polska. Kompozycje pisał przez ostatnie dwa lata, w czasie, kiedy sporo słuchał e.s.t., a także albumu Aarona Parksa Find The Way, który sobie bardzo upodobał. Płyta jest wynikiem dojrzałych poszukiwań otwierających nowy etap w jego twórczości. Pianista jest autorem wszystkich utworów znajdujących się na Independence, choć jak podkreśla, na ich ostateczny kształt miało wpływ całe trio, które obok niego tworzą kontrabasista Alan Wykpisz i perkusista Patryk Dobosz. Piotr Matusik jest absolwentem Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie fortepianu prof. Wojciecha Niedzieli. Zdobył wiele nagród, między innymi za pierwsze miejsce w Międzynarodowym Konkursie B-Jazz 2016 w Belgii na kompozycję jazzową.

Mery Zimny: W materiałach prasowych zdradziłeś, że Independence jest „podsumowaniem dwóch lat pracy kompozytorskiej, pracy nad brzmieniem w sensie pianistyki, ale też poszukiwaniem brzmień poza fortepianem”. Co wydarzyło się przez te dwa lata?

Piotr Matusik: Jeszcze przed dwoma laty sporo koncertowałem z kwartetem mojego przyjaciela, znakomitego skrzypka Bartosza Dworaka. W zespole tym, poza kompozycjami lidera oraz utworami Zbigniewa Seiferta, grywaliśmy również moje kompozycje. Pojawiły się one zarówno na płycie debiutanckiej Bartosza Polished, jak również na drugim albumie Reflection. Już w tym czasie niejako kształtowała się moja myśl kompozytorska, a jej mocniejsze ugruntowanie to ostatnie dwa lata, czego efektem jest album Independence. Ostatnie dwa lata to również intensywna, wymagająca i rozwijająca praca w zespołach Anthimosa Apostolisa oraz Grzecha Piotrowskiego. Koncepcje muzyczne tych artystów wykraczają poza operowanie fortepianem. W ich projektach używam właśnie syntezatorów, co wpływa mocno na moje zainteresowania w tej materii. Udało mi się wypracować brzmienia na jednym z syntezatorów, które właśnie użyłem w pracy nad swoim albumem. Czas, w którym wydawałem swój pierwszy album, to zupełnie inny moment zarówno w moim rozwoju pianistycznym, jak też w świadomości słuchania muzyki. Byłem wtedy jeszcze na studiach, moją główną inspiracją i autorytetem był Chick Corea i jego styl. Dlatego też album zawierał jego kompozycje i nosił tytuł Tribute to Chick Corea. Był to hołd oddany mojemu mistrzowi, który zresztą wysłuchał albumu i złożył mi listowne gratulacje, co było dla mnie zaszczytem i dobrym finałem tamtego projektu. Dziś mam wiele więcej inspiracji i moje poszukiwania zmierzają w inną stronę, a ich pierwszym wynikiem jest album Independence, który uważam za swój oficjalny debiut.

Tytuł płyty Independence – to coś w rodzaju manifestu? Z jednej strony piszesz w nocie prasowej o Polsce, w tym kontekście tytuł jest zrozumiały, ale pewnie chodzi o coś więcej?

Tytuł albumu nawiązuje w pierwszym spojrzeniu do setnej rocznicy tak ważnych dla Polski wydarzeń, jak odzyskanie niepodległości, bo to właśnie w 2018 roku zacząłem komponować ten materiał. Już wtedy zdecydowałem się na taki tytuł oraz zadedykowałem album Ojczyźnie. Jednak kiedy przyjrzymy się tytułom poszczególnych utworów albumu, ujrzymy inne spojrzenie na niezależność i wolność. Utwory mówią o tęsknocie za wolnością, naiwnej modlitwie o nią, boskiej interwencji o jej przywrócenie. Utwory mówią też o wyzwolonym tańcu pełnym wolności oraz o „brzmieniu” ewolucji, która to w mojej ocenie nie wpływa pozytywnie na rozwój niezależności mentalnej człowieka. Niezależność twórcza jest podstawą do powstawania wartościowej i szczerej sztuki.

Do współpracy zaprosiłeś Alana Wykpisza i Patryka Dobosza. Zrobiłeś to z intencją nagrania materiału, musiałeś więc być do nich przekonany. Brałeś pod uwagę scenariusz, że między wami nie „zaiskrzy”?

Alana Wykpisza i Patryka Dobosza – a konkretnie ich brzmienie, ich doświadczenie i kreatywność – znałem i obserwowałem już od lat. Nie brałem pod uwagę niepowodzenia w zgraniu się tego tria, byłem przekonany co do spójności brzmienia oraz zrozumienia moich intencji.

Piotr Matusik TRIO _INDEPENDENCE_ okładka.jpg

Czy myślisz o tym, by właśnie z tymi muzykami iść i rozwijać się dalej?

Na ten moment jestem na etapie planowania koncertów w tym składzie i to jest moim priorytetem. Poza Independence realizuję się w innych projektach i komponuję dużo muzyki przełamującej bariery między brzmieniem klasycznym a jazzowym.

Czemu zdecydowałeś się na trio, formę popularną, mocno wyeksploatowaną, a także trudną?

Akustyczne trio zawsze było moją fascynacją i ukochaną formą wykonawczą. Fascynacja wzięła się pewnie z inspiracji wspomnianym Chickiem Coreą, który tę formę zespołu w pełni wykorzystał na kilkunastu swoich albumach.

Jak wygląda u ciebie proces komponowania? To raczej systematyczna „rzemieślnicza” praca czy szukanie inspiracji, czegoś, co stanie się impulsem do tworzenia?

Zdecydowanie to drugie. Nawet staram się nie szukać impulsów. Przychodzą same, najczęściej w późnych godzinach nocnych, spontaniczne, w trakcie improwizowania, poszukiwania nowych brzmień na klawiaturze fortepianu.

Poszerzyłeś swoje instrumentarium o syntezatory. Wiąże się to z potrzebą szukania nowych brzmień i możliwości wyjścia poza akustyczne brzmienie fortepianu?

Tak jak wspomniałaś, akustyczne trio to bardzo popularna forma przekazu, stąd moja chęć wniesienia czegoś innego do brzmienia zespołu, jednak jako „dobarwienia głównego koloru”.

Album został wydany w trudnym pandemicznym czasie, nie miał więc koncertowej promocji. To z jednej strony trudna dla twórcy sytuacja, z drugiej jest to też duże wyzwanie.

Zgadza się, jest to wyzwanie. Wspólnie z wytwórnią Soliton oraz moim managerem zdecydowaliśmy się nie opóźniać premiery albumu. Sytuacja jest trudna dla wszystkich, staramy się jednak robić wszystko, by trafiał on do coraz szerszego grona odbiorców i to się udaje. Wykorzystaliśmy ten czas, koncentrując się na działaniach promocyjnych w mediach.

Jak spędziłeś i jaki wpływ na ciebie miał okres izolacji społecznej?

Tak się składa, że mam możliwość spędzania czasu na łonie natury, w górach. Jest mi to bardzo potrzebne i jest dla mnie cenne. Chęć wyjścia na scenę i spotkania się z publicznością była ogromna, ale staram się w takich chwilach żyć z dnia na dzień i każdy taki dzień jakoś docenić. Warto czasem trochę zwolnić i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Jak widzisz swoją drogę w bliższej przyszłości?

Najbliższe plany mojego tria to cykl koncertów promujących album, do czego ma dojść jeszcze tej jesieni. Pierwsze daty pojawią się już w moich kanałach mediów społecznościowych. Moim ogromnym marzeniem jest dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców. Chciałbym, aby moja muzyka budziła emocje i na długo pozostawała w pamięci słuchaczy. To bardzo ważne dla każdego artysty, aby trafiać ze swoją sztuką do świadomego i potrafiącego ją docenić odbiorcy.

Rozmawiała Mery Zimny

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO