fot. Grzegorz Nadolny
Udzielając w 2005 roku wywiadu do programu TVP Kawałki Mózgu, wśród swoich głównych inspiracji Helmut Nadolski wymieniał morze i niebo. Znajdował się wówczas na sopockiej plaży – klęczał w piachu i rozmarzony opowiadał o radości, jaką daje mu przestrzeń graniczących ze sobą żywiołów. Jego występy nie miały w sobie jednak nic z niewinności tego wyznania. Historie o podpalanych kontrabasach, które w jego rękach zyskiwały rozmiary wiolonczeli, i szeleszczących łańcuchach budziły trwogę, roztaczając wokół Nadolskiego aurę złowrogiego szaleńca, a przy tym pisząc jego legendę.
Pochodzenie Nadolskiego tłumaczy jego silne związki emocjonalne z wybrzeżem. Urodził się 27 października 1942 roku w Gdyni, dzięki czemu mógł nie tylko obserwować pionierskie impulsy polskiego jazzu, lecz także aktywnie je współtworzyć. Jak wiadomo, to właśnie bałtyckie prądy przywiodły jazz do pogrążonego w stalinowskiej smucie PRL-u. Z początku represjonowany jako produkt „zgniłego Zachodu”, to właśnie w Trójmieście, a dokładniej w Sopocie, jazz w sierpniu 1956 roku „uzyskał zielone światło”. Nie sposób dotrzeć do źródeł potwierdzających udział czternastoletniego Nadolskiego w ówczesnym słynnym pierwszym sopockim festiwalu jazzowym, lecz już dwa lata później znalazł się on w gronie założycieli pierwszego jazzowego klubu na wybrzeżu kraju – Hot Clubu Alikwoty. Działał też w lokalnym kabarecie To Tu. W tym czasie porzucił klarnet i akordeon, na których od dzieciństwa grywał wraz ze starszym bratem Piotrem, trębaczem, na rzecz kontrabasu. Wkrótce miał zupełnie zrewolucjonizować ten instrument, lecz pierwsze sceniczne kroki w tej roli stawiał z początkiem lat 60. jako członek grzeczniejszych zespołów jazzowych w rodzaju Al Musiał Quintet i Jazz Players. Drugi z nich został nawet w 1965 roku nagrodzony podczas festiwalu Jazz nad Odrą.
Chociaż barwny życiorys Nadolskiego jest od początku ściśle sprzężony z dziejami polskiego jazzu, on sam zdaje się w nich postacią zupełnie zmarginalizowaną. To los typowy dla pierwszych polskich intuicjonistów – odważnych improwizatorów zepchniętych na boczny tor historii zdominowanej przez elegantów skupionych wokół lansowanej marki Polish Jazz. Wśród nich wymienić należałoby również Andrzeja Przybielskiego, Andrzeja Bieżana, Tadeusza Sudnika i Władysława Jagiełłę. To właśnie u boku trębacza Przybielskiego kontrabasista objawił się w 1966 roku jako jeden z pionierów awangardy polskiego jazzu. Sceptyczny wobec mainstreamu zdawał się jednak od początku. Gdy wspominał w TVP swoje początki zainteresowania jazzem związane z obecnością na pierwszych edycjach Jazz Jamboree, opowiadał: „Polacy wydali mi się tacy biedni. Oni, tak jak kundle, wchodzili na scenę, nabijali tempo i odgrywali kolejny kawałek, którego się nauczyli. Była tam jakaś przykrość. Myślałem: oj, tu coś nie gra”[1]. Narzekał na bezmyślne kopiowanie amerykańskich muzyków, którzy zrobili na nim wówczas dużo większe wrażenie. Zapragnął więc stworzyć muzykę głęboko autorską. Mówił: „Nie pójdę do Boga, żeby zagrać mu bluesa. Przecież mnie wyśmieje”. Jak wspominał w swojej autobiografii Antoni Gralak, podczas plenerowego performansu Ogniem i dżezem Nadolski miał duszkiem obalić flaszkę i z siekierą w ręce wykrzykiwać: „Nadszedł czas, oczyszczę sztukę z badziewia!”[2].
Druga połowa lat 60. upłynęła mu w ferworze występów z zespołem brata Rama 111 oraz żywiołowych improwizacji z kwartetem Przybielskiego. W tym czasie kilkukrotnie pojawiali się razem na Jazz Jamboree, niosąc stołecznej publiczności kaganek nowej muzyki free. Ich najstarsze udokumentowane nagranie pochodzi z 1969 roku – to oniryczny utwór Żebrówka II otwierający postępową kompilację New Faces in Polish Jazz. Wkrótce w otoczeniu Nadolskiego pojawił się warszawski pianista-improwizator Andrzej Bieżan, który flirtował z performansem oraz muzyką konkretną. Niewątpliwie połączyły ich związki z teatrem – Nadolski w czasach nastoletnich związany był bowiem z cyrkiem Tralabomba, któremu przewodził zafascynowany surrealizmem poeta Jerzy Afanasjew.
Z inicjatywy Jagiełły, który przeszczepił idee swobodnej improwizacji ze Szwecji do Polski, Nadolski, Bieżan i Przybielski w 1972 roku połączyli siły w iście rewolucyjnym zespole Sesja 72. Jego zjawiskowa aktywność sceniczna obejmowała najczęściej improwizowaną oprawę muzyczną do awangardowych spektakli. Najsłynniejszym okazał się monodram Cztery dialogi z sumieniem w reżyserii Igi Cembrzyńskiej, oparty na wierszach Mariny Cwietajewej. To właśnie z tych występów pochodzi muzyka nagrana z Cembrzyńską na album Four Dialogues with Conscience, wydany rok później w londyńskiej wytwórni Apollo Sound.
Zespół działał również autonomicznie, o czym dziś pamięta niewielu. W tym miejscu warto więc przypomnieć o płycie Sesja 72, którą w maleńkim, nieodpłatnym nakładzie wydało w 2016 roku Stowarzyszenie Trzecia Fala. To kamień milowy krajowej muzyki eksperymentalnej, stojącej w rozkroku między free jazzem a dokonaniami artystów dźwiękowych związanych z Fluxusem. Operowanie tego rodzaju przestrzeniami granicznymi było już na tym etapie znakiem rozpoznawczym Nadolskiego. Jak pisał Mateusz Święcicki, „Muzykę Nadolskiego można by zaliczyć do kręgu muzyki poważnej, ale sądzę, że jej spontaniczność i naturalność nie mieściłaby się w przeintelektualizowanej atmosferze muzyki nowej, gdzie ważniejsze jest odkrywanie nowości od wyrazu emocjonalnego. W tym właśnie sensie Nadolski łączy dwa przeciwstawne bieguny – awangardowość i emocjonalizm”[3].
Właśnie w tym duchu zaczął realizować solowy projekt Medytacje, który zainicjował nurt nazwany przez niego „muzyką kontrabasową”. Po raz pierwszy zatańczyły ze sobąsolowa improwizacja na kontrabasie, odczyty poetyckie i performance. Występy Nadolskiego, naładowane jednocześnie dziką energią, sonorystyką i liryzmem, rozpoczynały się od głębokiej ciszy, z której wyrywało publiczność bicie dzwonów, szamański taniec z łańcuchami lub nagły chrzęst talerzy, a późniejsza gra na kontrabasie przyjmowała formę gwałtownej, spontanicznej choreografii. W atmosferę tych zdarzeń można zanurzyć się jedynie poprzez nagrany w kościele album Meditation z 1974 roku. Co groteskowe, materiał był rozpowszechniany przez katolickie ugrupowanie PAX. Zawiera on uduchowione improwizacje Nadolskiego, zagrane przeważnie smyczkiem, do których dołączają monumentalne pasaże organów Andrzeja Nowaka i brzmieniowe eksperymenty Czesława Niemena z minimoogiem. Egzystencjalną poezję kontrabasisty odczytuje Olgierd Łukaszewicz. Fakt, że do tej pory nie doszło do żadnego wznowienia Meditation, świadczy jedynie o ignorancji polskich speców od kultury, wolących niestrudzenie zalewać publikę nadmiarem archiwaliów Mieczysława Kosza czy Krzysztofa Komedy, czyniąc z nich przesadne sensacje.
Obecność Niemena na Meditation może dzisiaj zaskakiwać, lecz znał on Nadolskiego jeszcze z czasów trójmiejskich. Podobno w chwilach życiowych spadków koczowali wspólnie w tych samych piwnicach. Kontrabasista, wraz z muzykami SBB, tworzył zresztą później skład jego Grupy Niemen, z którą nagrał na początku lat 70. płyty Marionetki i Strange Is This World. Niemen niezwykle cenił sobie Nadolskiego. Mówił o nim: „Łamie powszechnie przyjęte schematy gry na kontrabasie. Jest mistrzem swojego instrumentu. Stworzył własną muzykę nacechowaną niewiarygodną wprost siłą...”[4].
W kolejnych latach Nadolski rozwijał swój solo act, poszerzając z czasem możliwości wykonawcze kontrabasu o elektroniczne amplifikacje. Okazjonalnie przewijał się przez Grupę w Składzie, której etno-kosmiczne improwizacje czerpały jednocześnie z dokonań Johna Cage’a i posthippisowskiego ducha. Zajął się wykonywaniem muzyki do filmów (m.in. Dziewczyny do wzięcia, Upiory) oraz teatru (m.in. Co pan sądzi o miłości, co pan myśli o śmierci na motywach Rilkego). Stał się jedną z ważniejszych postaci warszawskiego klubu Remont, który to obok Hybryd stanowił wówczas stolicę futurystycznego jazzu w Polsce. Wokół dokonań środowiska powstała arcyciekawa seria wydawnicza Klub Muzyki Nowej Remont zainicjowana przez Andrzeja Mitana, bodaj najaktywniejszego animatora życia artystycznego klubu.
W jej skład wchodziły płyty z ręcznie tworzonymi okładkami, wydawanymi w nakładzie 1000 sztuk. Jedną z nich jest nagrana w 1983 roku podczas Jazz Jamboree Jubileuszowa Orkiestra Helmuta Nadolskiego, którą zdobią opiłki wystrugane z czerwonych kredek układające się w kształt płomienia (według projektu Andrzeja Szewczyka). Oprócz stałych współpracowników Nadolskiego grają tam m.in. Sudnik, Krzysztof Knittel i Zdzisław Piernik. Jedyne wznowienie tego materiału, dawno już wyczerpane, również popełniła Trzecia Fala.
Były to wówczas ostatnie chwile Nadolskiego w Polsce. Po nieudanej realizacji muzycznej Księgi Hioba w wykonaniu Super Grupy Bez Fałszywej Skromności zaplanowanej na 14 grudnia 1981 roku (miała się udać dopiero w 1986) i nader głośnej interpretacji teatralnej Procesu Kafki z 1982, w którą był zaangażowany i którą oparto na motywach jego biografii, w 1985 roku wyemigrował do Bremy. Od końca lat 70. grywał bowiem w Niemczech coraz częściej. Mieszkał tam na stałe do końca życia.
Do nowej Polski wracał w latach 90., by realizować przede wszystkim swój multimedialny eksperyment Mobile, w skład którego wchodziła ruchoma rzeźba grająca. W międzyczasie realizował się na najróżniejszych polach, w tym jako aktor. Jako improwizator był aktywny aż do połowy drugiej dekady XXI wieku. Realizował wówczas swój program medytacji muzycznych z poszerzonym składem jako Hell-Mood. Własnym sumptem zdołał wydać dwie płyty z autorskim materiałem: Muzyka morza (2010) i Kiedy umiera człowiek (2011). Oprócz wydawnictw Trzeciej Fali to jedyne jego dokonania wydane kiedykolwiek na płytach CD.
W 2012 roku, z okazji 50-lecia jego działalności artystycznej, prezydent Gdańska uhonorował go Nagrodą w Dziedzinie Kultury. W trakcie ceremonii w klubie Versalka Nadolski manifestacyjnie podpalił swój kontrabas. Został także odznaczony srebrnym medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis. W ostatnich latach życia mierzył się już z demencją i przebywał w społecznym domu opieki w Bremie. Zmarł 8 czerwca, przeżywszy 83 lata.
Mateusz Sroczyński
[1] Wypowiedzi Helmuta Nadolskiego ze zrealizowanego w 2005 roku programu telewizyjnego TVP Kawałki Mózgu.
[2] Antoni Ziut Gralak, Pomiędzy, wyd. Tarararara, 2022.
[3] Fragment tekstu z wkładki do płyty Sesja 72, wyd. Stowarzyszenie Trzecia Fala, 2016.
[4] Wypowiedź Czesława Niemena za: helmutnadolski.info.