Ten jazzpress - w płytach
Płyty Recenzja

Chick Corea – Plays

Obrazek tytułowy

Concord Jazz, 2020

Od Mozarta do Gershwina. Od Scarlattiego przez Chopina, Monka, Steviego Wondera do… duetów z publicznością. Takie oto atrakcje znajdziemy na najnowszym, solowym, koncertowym albumie Chicka Corei.

Chick Corea, poza tym, że jest artystą wybitnym, ma również unikalny dar nawiązywania kontaktu z publicznością. Kto był kiedykolwiek na koncercie Chicka, łatwo mógł się przekonać, że spotkanie z nim to show nie tylko muzyczny. „Lubię, gdy słuchacze czują się, jakby siedzieli u mnie w salonie na przyjacielskim spotkaniu” – wspomina pianista. I już na początku muzyk rozluźnia atmosferę, sprawdzając, czy obecni na sali są odpowiednio nastrojeni, by następnie ruszyć w muzyczną podróż po swoich ulubionych utworach.

Taki, a nie inny wybór zagranych przez Chicka Coreę kompozycji warunkowany był przede wszystkim ich autorami. Mistrzów, którzy silnie wpłynęli na twórczość samego Corei. Koncert rozpoczął się od Mozartowskiej sonaty, która płynnie przeszła w Gershwinowskie Someone To Watch Over Me. Takich interesujących zestawień było tego wieczoru więcej: Scarlatti i Jerome Kern, Bill Evans i Antônio Carlos Jobim. The Yellow Nimbus samego Corei został zagrany tym razem jako hołd dla Paco de Lucíi, z którym pianista nagrał ten utwór na albumie Touchstone.

Publiczność została włączona w udział w koncercie jeszcze dwukrotnie. Dwóm ochotnikom Chick Corea stworzył muzyczny, improwizowany portret (to wspomnienie rodzinnych rozrywek z dzieciństwa), a następnie zaprosił kolejne dwie osoby do duetowego występu. Obaj wybrani widzowie okazali się profesjonalnymi pianistami, choć ich tożsamość była dla gospodarza wieczoru tajemnicą. Na scenie pojawił się najpierw pochodzący z Izraela Yaron Herman, a po nim francuski pianista klasyczny Charles Heiser. Na finał zabrzmiało osiem miniatur z cyklu Children’s Songs wydanego w 1984 roku przez ECM.

Na dwupłytowym wydawnictwie znajdziemy 100 minut muzyki (24 utwory) i pogadanki-zapowiedzi Chicka Corei, będące wprowadzeniami do poszczególnych części koncertu. Co ciekawe, zupełnie nie daje się odczuć, że koncert został skompilowany z kilku różnych występów muzyka – zagranych podczas światowego tournée, między innymi w Paryżu i Berlinie. Tak powstał koncert znakomity, w stu procentach pełen przedniej zabawy. Jak zawsze w przypadku Chicka Corei.

Autor: Krzysztof Komorek / Donos kulturalny

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO