pat metheny
Książki Recenzja

Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia. Rozmawiają: Tomasz Gregorczyk i Janusz Jabłoński

Obrazek tytułowy

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020

W odniesieniu do wypowiedzi autobiograficznych używa się często określeń takich jak „szczera”, „autentyczna”, „prawdziwa”, „osobista”, „intymna”, „oparta na doświadczeniu” lub wręcz „życiem pisana”. Osobliwie są to również epitety pojawiające się nader często w recenzjach płyt i koncertów z muzyką rockową, jazzową czy swobodnie improwizowaną, która wszak winna być „autentyczna” i „szczera”, a nade wszystko „wywiedziona z osobistego doświadczenia” czy nawet „grana sobą”. Jest to zarazem muzyka, ku której życiowe ścieżki wiodły bohatera książki Wrzeszcz! – Mikołaja Trzaskę – artystę na tyle odważnego i świadomego swych wyborów, iż gotów jest przyznać w rozmowie (rzecz jasna „szczerej”), że na początku swojej bogatej kariery chciał mieć taki „posuwisty ton” jak saksofonista z zespołu Sade.

Autobiografia współzałożyciela Miłości i lidera Łoskotu przyjmuje popularną dziś w świecie sztuki formę wywiadu-rzeki, przeprowadzonego tym razem przez specjalistów od muzyki jazzowej i radiowych rozmów improwizowanych: Tomasza Gregorczyka i Janusza Jabłońskiego. Praca, jaką wykonują obaj interlokutorzy Trzaski, zasługuje zresztą na osobną uwagę, panowie nie narzucają się ze swoją obecnością, ukryci dyskretnie za bohaterem opowieści, a zarazem pozostają stale czujni i obecni w rozmowie – podrzucając tematy, budując kontrapunkty i rozwijając dygresje – nie pozwalają swemu rozmówcy dryfować zbyt daleko od centrum jego historii. Ta jest bowiem niezmiennie interesująca nie tylko jako zbiór osobistych przypadków improwizującego saksofonisty, ale także jako wcale pokaźny kawałek najnowszej historii polskiej muzyki jazzowej i awangardowej, którą artysta ten współtworzy od trzydziestu lat.

Mikołaj Trzaska jest rozmówcą wdzięcznym: lubi mówić i opowiada tak, jak od lat gra na saksofonie – nie bojąc się ryzyka, przyznając do porażek i wątpliwości, a nawet zmieniając zdanie w trakcie wypowiedzi, podczas której uzmysłowił sobie, że nie jest pewien własnej opinii w jakiejś sprawie. Czasem się myli. Co pewien czas wyprowadza swych rozmówców i czytelników na manowce, ale niezmiennie wraca do tematu. Nie ględzi i nie duka, co czyni jego wypowiedzi posuwistymi niczym ton saksofonisty z zespołu Sade. Nie stroni od formułowania wyrazistych opinii oraz ocen dorobku własnego (często) i cudzego (rzadziej). Bywa stanowczy i surowy, choć nie epatuje mentorskim tonem kogoś, kto wie lepiej. Przede wszystkim jednak

Mikołaj Trzaska ma o czym opowiadać, posiada pewną historię wartą zrelacjonowania i być może dlatego właśnie słucha się jej (wyobrażam sobie niezłego audiobooka z tej książki) z niewątpliwym zainteresowaniem. Jest to zarazem historia polskich przemian po 1989 roku (w świecie kultury i sztuki, ale także życia codziennego), poszukiwania kulturowej i muzycznej tożsamości, zmagań z formą przybierającą kształt artystycznych i osobistych słabości (forma to wszak siła pozorna, podszyta słabością), nawiązywania i wygasania przyjaźni etc., etc. W tle, a niekiedy na pierwszym planie, pojawiają się tu postaci istotne dla polskiej i światowej sceny muzycznej, z którymi Trzaska grał i nagrywał, zaprzyjaźniał się i „odprzyjaźniał”, wędrował po Polsce i Europie, czy po prostu pił wódkę i rozmawiał.

Wrzeszcz! To książka wolna od nieznośnego schematyzmu niezliczonych celebryckich „rozmów ze sławnym człowiekiem” i równie irytujących, mitologizujących rzeczywistość lub pozornie skandalizujących „opowieści o prawdziwym człowieku”. Jej autorzy unikają łatwego klasyfikowania, według czytelnych kluczy interpretacyjnych typu: Trzaska jako Żyd, jazzman, saksofonista, artysta z undergroundu itd. Wszystko tu jest raczej procesem, opowieścią o stawaniu się lub przechodzeniu jednego stanu w inny (ot choćby – od przyjaźni do zniechęcenia). I, jak sądzę, jest to zarazem zgodne z duchem swobodnej improwizacji oraz stanowi o poznawczej wartości tej pozycji, pozwalającej dotknąć cudzego życia (z) muzyką na tyle, na ile jest ono w ogóle możliwe do dotknięcia. W tej kwestii Trzaska, Gregorczyk i Jabłoński działają jak sprawne, zgrane trio. Mają do opowiedzenia pewną historię. Chcecie? To posłuchajcie.

Dariusz Brzostek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO