Ten jazzpress - w płytach
Kanon Jazzu Płyty Recenzja

Tony Bennett & Bill Evans – Tony Bennett & Bill Evans Album

Obrazek tytułowy

Trudno napisać coś nowego i twórczego o tym albumie. Historię jego powstania opowiedział sam Bill Evans, którego opowieść znajdziecie w jego biografii napisanej przez Petera Pettingera (How My Heart Sings). Swoją wersję przedstawił też Tony Bennett w swojej autobiografii The Good Life. Obie wersje historii powstania albumu Tony Bennett & Bill Evans Album są ze sobą zgodne. Ten album to płyta duetu, więc w sumie nikt nie ma nic więcej do dodania. Wystarczy jedynie przedstawić bieg wypadków tym z Was, którzy nie mają dostępu do obu angielskojęzycznych tytułów.

Za powstanie albumu odpowiedzialna jest Annie Ross – wokalistka jazzowa znana z zespołu Lambert, Hendricks & Ross. Nie wiadomo dlaczego wpadła na tak genialny i z pozoru niewykonalny pomysł. Wspólne nagranie Billa Evansa i Tony Bennetta w 1975 roku to jedna z tych rzeczy, które w zasadzie nie powinny się wydarzyć, ale jakimś cudem doszły jednak do skutku. Bill Evans niemal nigdy nie nagrywał z wokalistami. Nie był człowiekiem łatwym we współpracy i miał wiele osobistych problemów. Był przyzwyczajony do nagrań solowych, albo jeśli już w towarzystwie innych muzyków, to niemal zawsze było to trio z basem i perkusją. Tony Bennett z kolei nie lubił muzycznych eksperymentów, miał w latach siedemdziesiątych stałego pianistę – Johna Buncha, który pełnił rolę dyrektora muzycznego jego nagrań, był odpowiedzialny za aranżacje i przygotowanie piosenek do nagrania. W dodatku w 1975 roku modne było wiele jazzowych rzeczy, ale z pewnością kameralne nagranie wokalisty z pianistą nie należało do rzeczy oczekiwanych przez fanów jazzu, którzy tłumnie wypełniali stadiony słuchając jazz-rocka.

Jednak Evans i Bennett, mimo, że wcześniej nigdy razem nie pracowali, znali się od lat. Bill Evans przyznał (o tym przeczytacie w biografii autorstwa Pettingera), że podobały mu się nagrania Bennetta i marzył od wielu lat o tym, żeby Bennett zechciał nagrać choćby jedną z jego kompozycji. Z kolei Bennett pamiętał, że po raz pierwszy na żywo Evans miał okazję usłyszeć jego występ z zespołem Dave Brubecka w 1962 roku na uroczystości w Białym Domu.

Krótko przed ostateczną decyzją o wspólnym projekcie muzycy spotkali się po raz kolejny. Bennett był w swojej własnej trasie w Londynie, kiedy Evans grał w klubie Ronnie Scotta. Bennett razem ze swoim pianistą, wspomnianym już Johnem Bunchem udali się posłuchać Evansa. Podobno wtedy rozmawiali po raz pierwszy o wspólnym nagraniu, które według koncepcji Bennetta miało odbyć się w konfiguracji dwa plus jeden, czyli duet fortepianowy i wokalista. Podobno John Bunch uznał, że jednak jego obecność nie będzie potrzebna. Może się przestraszył współpracy z największym wtedy z żyjących pianistów jazzowych? Może również uznał, że Evans wystarczy? Albo wiedział, co będzie lepsze dla Bennetta, który był przecież jego szefem. Na pewno album z udziałem Buncha nie byłby taki sam.

Kiedy Evans i Bennett weszli do studia, obaj znaleźli się w sytuacji dość nieoczekiwanej i nietypowej. Evans bez wsparcia sekcji rytmicznej spotkał Bennetta, który po raz ostatni nagrywał jedynie z pianistą niemal dwadzieścia lat wcześniej. Obaj umówili się, że zostawiają swoich muzyków za drzwiami i spróbują czegoś nowego. I wyszło im dobrze, a nawet lepiej. Umówili się na kameralną sesję, oprócz nich w studiu w czasie nagrania obecny był jedynie jeden inżynier i Helen Keane, pełniąca wtedy rolę osobistego managera pianisty.

Evans spełnił swoje marzenie. Tony Bennett nie tylko zaśpiewał jego kompozycję – Waltz For Debby, ale też zrobił to w towarzystwie samego kompozytora. Powstało nagranie magiczne. Trzy dni, które obaj muzycy spędzili razem w studiu, to jeden z tych momentów w historii jazzu, który zmienił kolejną rutynową sesję w coś, co jest niemożliwe do powtórzenia. Do jednej z najpiękniejszych kompozycji Evansa Bennett dorzucił kilka jazzowych standardów. W ten sposób powstał album Tony Bennett & Bill Evans Album. Rok później muzycy spotkali się po raz kolejny. Powstał album Together Again oparty na tym samym pomyśle – jedna kompozycja Evansa (The Two Lonely People) i kilka spontanicznie nagranych standardów, być może wybranych dopiero w czasie trwania nagrania. Zwykle cuda nie zdarzają się dwa razy i to na zamówienie, tym razem jednak się udało. Album Together Again jest tak samo doskonały jak Tony Bennett & Bill Evans Album. Dziś oba często ukazują się razem na jednym cyfrowym krążku i są pozycją absolutnie przymusową dla każdego wielbiciela muzyki improwizowanej. Są magiczne i nie da się ich porównać do niczego, co znajdziecie w obszernych dyskografiach obu artystów, choć Evans był blisko podobnej magii nagrywając Affinity z Tootsem Thielemansem. Ten album znajdziecie już od jakiegoś czasu w naszym redakcyjnym Kanonie Jazzu.

RadioJAZZ.FM poleca! Rafał Garszczyński- Rafal[malpa]radiojazz.fm

  1. Young And Foolish
  2. The Touch Of Your Lips
  3. Some Other Time
  4. When In Rome
  5. We'll Be Together Again
  6. My Foolish Heart
  7. Waltz For Debby
  8. But Beautiful
  9. Days Of Wine And Roses

Tony Bennett & Bill Evans Tony Bennett & Bill Evans Album

Format: CD / Wytwórnia: Fantasy / OJC / Jazz Collectors / Data pierwszego wydania: 1975 / Numer: 8436019584262 (The Legendary Sessions)

  • Tony Bennett – voc
  • Bill Evans – p.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO