dlugiJP 7/2021
Kanon Jazzu

Cool Struttin’ – Sonny Clark

Obrazek tytułowy

„Cool Struttin’” to absolutny klasyk hard bopu. Oczywiście kiedy każdy z fanów tego niezwykle kreatywnego jazzu z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zacznie układać swoją listę najlepszych albumów, szybko znajdzie się na niej kilkadziesiąt pozycji, u każdego nieco innych i w nieco innej kolejności. Sam kiedyś próbowałem, najpierw spisując albumy, bez których hard bopowa kolekcja obyć się nie może, a później próbując skrócić listę, która szybko urosła do ponad 100 albumów. Nie potrafiłem niczego z niej usunąć. Z pewnością na każdej takiej liście musi znaleźć się „Cool Struttin’”. W zasadzie w ciemno, za sam opis na okładce.

Czas nagrania albumu – styczeń 1958 roku. Wytwórnia Blue Note, miejsce nagrania – studio Rudy Van Geldera w Engelwood Cliffs, około 15 kilometrów od centrum Harlemu, wystarczy przedostać się przez most George’a Washingtona na drugą stronę rzekę Hudson. To była typowa, jednodniowa, a raczej jednonocna sesja nagraniowa, jakich wtedy w salonie skromnego domu Rudy Van Geldera odbywało się wiele. Wkrótce, w 1959 roku Rudy Van Gelder otworzył nowe studio, już w specjalnie do tego celu przystosowanym budynku.

Piątka muzyków znała się doskonale, grywali w takim, czy innym zestawieniu razem od lat, przychodzili słuchać siebie w różnych nowojorskich klubach, często uczestniczyli we wspólnym spontanicznym muzykowaniu, nie oglądając się na płytowe kontrakty i zobowiązania dnia następnego. Wszyscy byli wtedy na topie.

„Cool Struttin’” to w zasadzie proste bluesowe granie. Jest jednak w tej sesji rodzaj muzycznej magii, czegoś, co wyróżnia ją spośród innych muzycznych spotkań w salonie Rudy Van Geldera tamtych czasów. Coś, co czyni ten album genialnym wśród wybitnych, podobnie jak „Kind Of Blue” obok innych nagrań Milesa Davisa z końca lat pięćdziesiątych.

Wspólne muzykowanie Arta Farmera i Jackie McLeana zaczęło się jeszcze w zespole Gene’a Ammonsa, stąd proste, bluesowe kompozycje wyraźnie się im spodobały. Od bluesowego kanonu odbiera jedynie kompozycja Charlie Hendersona i Rudy Vallee – „Deep Night”. To melodia, którą z łaskawości nazwę rozrywkową, która jednak za sprawą doskonałej solówki lidera stała się prawdziwą perełką. Ciekawe czemu „Deep Night” znalazła się tuż obok „Sippin’ At Bells” Milesa Davisa? Czy muzycy zasłuchali się we Franka Sinatrę, czy Duke Ellingtona? Najbardziej prawdopodobna inspiracja, to nagrany 4 lata wcześniej album Buda Powella „Jazz Original”, który niespodziewanie otwiera doskonałe wykonanie „Deep Night”. Bud Powell był przecież muzycznym idolem Sonny Clarka.

Co jest istotą piękna „Cool Struttin’”? Świetne solówki wyśmienitych instrumentalistów, bez zbędnego gwiazdorzenia i zbędnych przepychanek? Relaksująca atmosfera niezobowiązującej sesji? Wspaniałe muzyczne porozumienie i wielkie doświadczenie? Równowaga? To wszystko złożyło się na doskonały album, jedno ze szczytowych osiągnięć ery hard bopu.

Dodawane we współczesnych cyfrowych edycjach utwory – kompozycja lidera „Royal Flush” i standard „Lover” Rodgersa i Harta dowodzą jedynie, że odrzuty z sesji w większości wypadków powinny rzeczywiście pozostać odrzutami, nie bez powodu nie znalazły się na pierwotnej, analogowej wersji albumu. Czemu miał służyć eksperyment zamiany „Lover” w walczyka? Może sprawdzeniu jakiejś koncepcji, która się nie sprawdziła? Nie warto zaprzątać sobie głowy dodatkowymi, bonusowymi utworami.

Dziś Sonny Clark pamiętany jest raczej jako wybitny sideman, ulubiony pianista Alfreda Liona, jednego z założycieli Blue Note. Pozostaje nieco anonimowym bohaterem wielu doskonałych płyt Granta Greena, Dextera Gordona, Lee Morgana, Sonny Rollinsa, Charlesa Mingusa i wielu innych. Całkiem niesłusznie. Warto sięgnąć po nagrania, w których doskonale odnajdował się w roli lidera, a najlepszym początkiem takiej muzycznej wyprawy do przeszłości będzie właśnie „Cool Struttin’”.

I jeszcze jedno – dla ciekawskich – damskie nogi na okładce, według monografii opisującej kultowe okładki płyt jazzowych, należą do żony właściciela Blue Note – wspomnianego już Alfreda Liona. Musiał rzeczywiście lubić Sonny Clarka, skoro podarował mu zdjęcie nóg żony na okładkę, które pewnie zostało wykonane specjalnie w tym celu, bo Francis Wolff raczej nie robił przypadkowych zdjęć rodzinnych.

RadioJAZZ.FM poleca!
Rafał Garszczyński
Rafal[malpa]radiojazz.fm

  1. Cool Struttin'
  2. Blue Minor
  3. Sipping At Bell's
  4. Deep Night
  5. Royal Flush
  6. Lover

Sonny Clark – Cool Struttin’

Format: CD, Wytwórnia: Blue Note, Numer: 077774651325

Sonny Clark – p, Art Farmer – tp, Jackie McLean – as, Paul Chambers – b, Philly Joe Jones – dr.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO