Felieton Słowo

My Favorite Things (or quite the opposite…): Czas umyka

Obrazek tytułowy

OrnetteColemanFreeJazz.jpg

Prawdopodobnie w tym roku kompozycja Johna Cage’a grana na organach w niemieckim kościele St. Burchardi w Halberstadt nie będzie miała zbyt wielu słuchaczy. Można założyć, że więcej pojawi się dopiero 5 lutego 2024 roku. Dlaczego? Ponieważ właśnie tego dnia dźwięk organów zmieni się z G#3 na D4. W 2023 roku nie będzie żadnej zmiany, gdyż G#3 brzmi niezmiennie przez dwa lata – odlutego 2022! Mówimy o utworze muzycznym, performansie, eksperymencie czy jakimś żarcie?

Niejednokrotnie, w różnych kontekstach, pojawiał się już w tej rubryce temat przenikania się z jednej strony różnych gatunków muzycznych a z drugiej – muzyki z innymi dyscyplinami współczesnej sztuki. Zjawiska te, dziś nieuniknione, często są motorem rozwoju, poszukiwań i idących za nimi odkryć, w wyniku których my słuchacze możemy doświadczać czasem z zupełnie nowych doznań. W wyniku tych procesów często stawiamy sobie też pytania – jakato jest muzyka i czy to w ogóle jeszcze jest muzyka? Pierwsze na ogół staram się bagatelizować – szufladkowaniestylistyczne nigdy szczególnie mnie nie zajmowało. Drugie – choćtakże nie wpływa znacząco na fakt, czy dane dzieło porusza mnie, czy nie, to jednak częściej skłania do refleksji.

Aby sobie na nie odpowiedzieć, powinniśmy zastanowić się, czym jest muzyka. Definicji możemy, rzecz jasna, znaleźć bardzo wiele – czasemniezwykle oryginalnych. Do moich faworytów należy określenie muzyki smyczkowej autorstwa fińskiego rysownika satyrycznego Kari Suomalainena: „to nacieranie jelita wieprzowego włosem z końskiego ogona”. Definicje encyklopedyczne oscylują jednak na ogół wokół dwóch elementów – dźwiękówi czasu, precyzując – organizacji struktur dźwiękowych w czasie.

Co do dźwięku nikt chyba nie ma wątpliwości. Nawet słynne 3’44’’ Johna Cage’a, utwór z pozoru zupełnie pozbawiony dźwięków, miał na celu pokazanie, że nie ma idealnej ciszy i że mimowolnie ta niemal czterominutowa pauza zawsze wypełnia się dźwiękami różnego pochodzenia. Warto się jednak przyjrzeć pojęciu czasu w muzyce, ponieważ może on mieć bardzo wiele wymiarów. Ten podstawowy to czas trwania utworu muzycznego. Z jednej strony kluczowy, z drugiej niejednoznaczny. W przypadku wspomnianego utworu Cage’a tytułowy czas trwania definiował dzieło, był jedynym zadanym przez kompozytora parametrem. Kiedy jednak posłuchamy różnych wykonań dowolnego utworu, nawet precyzyjnie zapisanego nutowo, to trudno będzie znaleźć dwa o identycznym czasie trwania. W jazzie, w którymw grę wchodzi improwizacja, ta rozpiętość czasowa potrafi być naprawdę duża. Nawet kiedy słuchamy dwóch take’ów z tego samego nagrania, wykonanych jeden po drugim w tym samy studiu, przez tych samych muzyków, pojawiają się istotne różnice. Czas trwania zaplanowany przez kompozytora i zapisany w nutach bywa więc relatywny.

Kiedy w efekcie sesji z 21 grudnia 1960 roku w studiu wytwórni Atlantic powstało trwające 37 minut i 3 sekundy nagranie utworu Free Jazz Ornette’a Colemana, mówiono, że to najdłuższych utwór w historii jazzu. Niestety aby zmieścić go na płytę, podzielono go na dwie części, co rzecz jasna wpłynęło na jego odbiór. W całej historii fonografii bardzo często nośnik determinował czas. Opisywałem w tej rubryce (JazzPRESS 5/2022) utwór Jesus' Blood Never Failed Me Yet Gavina Bryarsa, którego czas ewoluował w zależności od możliwości technicznych nośników. Najpierw pojawił się na trwającej 25 minut stronie płyty winylowej, później na 60-minutowej kasecie i wreszcie w wersji 74-minutowej na płycie CD.

Jesus' Blood Never Failed Me Yet podczas jednego z wykonań na żywo rozbrzmiewał non stop przez 12 godzin. Czy to długo? Rzecz względna. W księdze rekordów Guinnessa znajduje się jazzowe jam session trwające bez przerwy przez 50 godzin i 45 sekund, tyle że przez scenę przewinęło się tam aż 334 muzyków. Niezależnie jednak, czy mówimy o jednej, dwunastu, czy pięćdziesięciu godzinach, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie ten czas. Wieczór i noc na koncercie – nie wiem czy pełne dwanaście godzin, ale na pewno wiele osób wśród nas ma takie doświadczenia (podobnie jak ponad sześciogodzinne spektakle teatralne). Dwie doby – tojuż trudne, ale przy spełnieniu określonych warunków z pewnością możliwe.

Wyzwaniem jest wyjście poza te wyobrażalne granice. Któż by to mógł zrobić, jeśli nie przywoływany już John Cage. Wyzwanie to dobre określenie, bo jak inaczej traktować tytuł utworu, o którym mowa we wstępie tego materiału – Organ 2 / ASLSP (As Slow As Possible). Cage początkowo napisał As Slow as Possible w 1985 roku jako utwór na fortepian. Jego wykonania trwały od 20 do 70 minut. Dwa lata później kompozytor zaadaptował kompozycję na organy – instrument, którego dźwięki w odróżnieniu od fortepianu mogą trwać w zasadzie dowolnie długo. Wielu muzyków zmierzyło się z próbą jak najwolniejszego grania. Były to zarówno próby indywidualne, jak i grupowe – osiem, dwanaście, szesnaście, dwadzieścia cztery godziny… Jednak określenie As Slow As Possible nie dawało spokoju zarówno muzykom, jak i filozofom. Wreszcie w 1997 roku John Cage Organ Foundation Halberstadt podjęła prawdziwie ekstremalne wyzwanie. Zdecydowano, aby wykonać utwór naprawdę bardzo wolno – wykonaniema trwać 639 lat – co ma odzwierciedlać czas między pierwszą udokumentowaną instalacją organów w katedrze w Halberstadt w 1361 roku, a zakładaną datą rozpoczęcia wykonania w 2000 roku.

Start nieco się opóźnił – koncertw kościele St. Burchardi w Halberstadt rozpoczął się 5 września 2001 roku, a jego zakończenie planowane jest na rok 2640. Organy zostały zbudowane specjalnie na potrzeby tego wykonania, a trwające latami dźwięki utrzymywane są za pomocą worków z piaskiem. Najkrótszy zagrany w utworze dźwięk ma trwać 30 a najdłuższy 973 dni. Jak wspomniałem na wstępnie, słuchacze gromadzą się na tym osobliwym koncercie przede wszystkim w momentach zmiany dźwięku organów. Od 2001 roku do dziś miało miejsce 16 takich wydarzeń. Powiedzenie, że to koncert dla bardzo wytrwałych, nie ma większego sensu. Może powinniśmy stworzyć pojęcie „słuchacza wielopokoleniowego”, bo tylko taki będzie miał szansę poznać to wykonanie Organ 2 / ASLSP. Do lutego 2024 roku mamy jeszcze trochę czasu. Czekając na kolejną nutę w Halberstadt, możemy wysłuchać mnóstwa świetnej muzyki. Czas umyka, więc nie ma co zwlekać!

Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO