Gabriela Kurylewicz, Słuchamy Chopina, olej na desce, 19 X 2025, fot. Piwnica Artystyczna Kurylewiczów
Dawno temu napisałam wiersz pt. Marsjasz. Był moją odpowiedzią na słynny wiersz Zbigniewa Herberta pt. Apollo i Marsjasz. A przy tym był moją próbą mitu – opowieści o istocie sztuki. Bardzo lubiłam mówić ten wiersz w naszej Piwnicy Kurylewiczów na Rynku Starego Miasta 19 w Warszawie. Starałam się, pamiętam, zawsze powiedzieć ten wiersz tak, żeby Mama, Wanda Warska, mogła i chciała zaśpiewać po nim najpiękniej. Tata, Andrzej Kurylewicz, akompaniował mi, a potem akompaniował Mamie, Wandzie Warskiej. Po moim Marsjaszu Mama śpiewała wiersz lub wiersze Norwida albo Poświatowskiej, zawsze jakąś szlachetną pieśń czy pieśni, skomponowanedo wyłącznie znakomitych wierszy.
Rodzice moi wykonujący pieśni po mnie byli moim Dionizosem. Zawsze szanowałam sztukę apollińską, jednak Dionizos był dopełnieniem, tą częścią boskiego natchnienia, która jest nieuchwytna dla słów i pojęć ludzkich, jest głosem woli, czystą muzyką. Gdy wówczas razem szczęśliwie występowaliśmy, a ja tak wiele mogłam się uczyć od nich – moich przewodników i przyjaciół, nie powodowało nami współzawodnictwo, lecz jedynie zainteresowanie prawdą i dobrem muzyki i wiersza. Od tamtych czasów wiem na pewno, że wiersz i muzyka, prawdziwy wiersz i prawdziwa muzyka, są ukrytym centrum całego wszechświata.
Świat ludzi tak jest urządzony, że wykonawcy sztuki potrzebują konkursów. Konkurs, wygrany konkurs jest potrzebny artyście, żeby mógł zostać rozpoznany. Porządny, renomowany konkurs powinien temu służyć. Trwa właśnie w Warszawie konkurs Chopinowski, słynny i jeden z najstarszych na świecie – XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Uczestników ocenia gremium siedemnaściorga sędziów, a ponadto osądzają ich po swojemu wszyscy słuchacze. W naturze konkursu tkwi sąd, często okrutny sąd. Tkwi też przypadek, interes, dużo ludzkiej słabości, zazdrości, zawiści, ale także sporo życzliwości, uznania i dobrej współpracy. Najtrudniejszy w konkursie jest moment nierozpoznania prawdziwej wartości – bo przecież bywa, że już w pierwszym etapie odpadają pianiści, którzy powinni zostać w grze i przejść dalej.
Słucham recitali konkursowych i prowadzę swój własny osąd. Przykro mi, gdy odpadają wykonawcy, których polubiłam. Cieszy mnie też, gdy zdanie moje niesłuszne mogę poprawić i docenić grę kogoś, kogo wcześniej nie zauważyłam. Z czternaściorga moich faworytów do finału przeszło czworo, a siedem osób, niedocenionych przeze mnie wcześniej, też może okazać się na koniec odkryciem, bo zdecydowanie poziom konkursu jest ogromnie wysoki i konkurs ten jest poświęcony wyłącznie najpiękniejszej muzyce w kosmosie, muzyce w oryginale – muzyce Fryderyka Chopina.
Pierwszą nagrodę przyznałabym Chince z Poznania – Tianyao Lyu, drugą Piotrowi Alexewiczowi i Williamowi Yangowi, trzecią Vincentowi Ongowi i Erykowi Lu. Co do reszty jestem spokojna, bo wszyscy finaliści już zostali uhonorowani rozpoznaniem. Żal tych, którzy odpadli wcześniej: Hyuka Lee, Yehudy Prokopowicza, Piotra Pawlaka, Rubena Micielego, Gabriela Straty i Jana Widlarza. Ale przecież nie są zgubieni – potrafią grać w oryginale muzykę Fryderyka Chopina, kompozytora wszechczasów. Jest to muzyka najtrudniejsza i najszlachetniejsza, wszystko w niej jest, jest prawdziwa – uczciwego wykonawcę i odbiorcę prowadzi do samych transcendentnych idei prawdy, dobra, piękna, istnienia. Muzyka Chopina jest niebotycznym duchowym skarbem, nikomu nie może sprawić zawodu, jest poza wszelkim konkursem.
19 X 2025
Gabriela Kurylewicz
Marsjasz
Był sobie fletnik Marsjasz
co na aulosie grał jak bóg
prawie.
Swój instrument srebrny
znalazł nad morzem
przypadkiem?
Koniecznie Marsjasz pewny władzy swoich brzmień wyzwał
Apollina w zawody
w brzozowym lesie Muz.
I zagrał piękniej Marsjasz.
Toteż sędziowie
przykładnie
obdarli go ze skóry.
Tak kazało prawo
różnicy dwóch
światów.
W nocy z bólu Marsjasza
wypłynęła rzeka
A pieśni jego
śpiewa Dionizos.
Dobrze słychać je?
21.04.1992
Wiersz z tomu Gabrieli Kurylewicz, Wiersze, Kraków 1992. Copyright Gabriela Kurylewicz.