Papierowy JazzPRESS
Felieton Słowo

Celebracja kreatywności na przekór białej wściekłości

Obrazek tytułowy

Digital Underground Sex Packets

Tommy Boy, 1990

19 marca 1990 roku w tygodniku Newsweek ukazał się pamiętny, skrajnie krytyczny dla kultury hip-hopowej artykuł The Rap Attitude, autorstwa Jerry’ego Adlera. Deprecjonował on rap jako muzykę, hip-hop jako kulturę oraz wykonawców jako artystów i twórców. Pomimo kolejnych hitów podbijających listy przebojów i błyskawicznego wzrostu znaczenia rapu w kulturze amerykańskiej i światowej, przewidywał raczej prędki upadek gatunku. Och, jak bardzo się pomylił! Pokazał tym samym wielki strach białych ludzi, teoretycznie posiadających kontrolę i władzę, przed młodą kulturą ulicy i nową generacją kreatywnych buntowników, najczęściej przedstawicieli mniejszości rasowych. Bez cienia strachu wykrzykiwali oni swoje racje prosto w twarz Ameryce, a ta nie do końca wiedziała jak reagować.

Piszę o tym artykule dlatego, że kolejny dzień był dla kultury niemal równie ważny. 20 marca 1990 roku ukazały się trzy istotne dla czarnej muzyki albumy: Sex Packets grupy Digital Underground, Blacks' Magic Salt-N-Pepy oraz Poison Bell Biv DeVoe. Przypomnę dzisiaj ten pierwszy. Nietypowy, nieoczekiwany przebój na listach przebojów i sprzedaży. Rapowy album koncepcyjny, który niespodziewanie stał się mainstreamowym hitem dzięki: po pierwsze świetnemu singlowi, który zwrócił uwagę, a po drugie wspaniałej, kolorowej reszcie utworów, które tę uwagę utrzymały.

Pochodzący z rejonu Zatoki (Oakland i okolice) zespół Digital Underground to różnorodny zbiór osobowości pod batutą lidera – Shocka G. Razem z nim mamy tutaj Humpty’ego Humpa i MC Blowfisha (czyli różne alter ego Shocka G), Piano Mana (którego „grali” Shock G i, uznany w Zatoce, klawiszowiec Rodney Franklin), Chopmaster J-a, Money-B i DJ Fuze’a, którzy potem wydawali albumy jako duet Raw Fusion, i wielu innych, zmieniających się przez lata członków. W latach 1990-91 był też jeszcze młody człowiek, pełniący podczas trasy koncertowej Digital Underground rolę tancerza. Na Sex Packets jeszcze nie udziela się wokalnie, ale Shock G dał mu możliwość zarapowania zwrotki w utworze Same Song ze ścieżki dźwiękowej do komedii Same kłopoty… – niejaki Tupac Shakur. Kojarzycie go? Chyba jakąś karierę zrobił potem, czy coś…

Jak mogliście się, Szanowni Czytelnicy, zorientować z treści wcześniejszego akapitu, w którym wymienione były trzy różne persony lidera grupy – Digital Underground podchodzą do swojej twórczości w dość specyficzny sposób. Humpty Hump jest tego najlepszym przykładem. Jest on wymyśloną przez Shocka G postacią – wyróżnia się kolorowymi strojami i sztucznymi okularo-wąsami, à la Groucho Marx.

Teksty są wypełnione żartami i przesadzonymi, niedorzecznymi linijkami na temat seksualności i swojej budowy ciała (szczególnie dużego nosa i chudości). Kreatywność i nieskrępowana konwenansami zabawa jest myślą przewodnią twórczości Digital Underground, czemu dają wyraz zarówno werbalnie, jak i od bardziej niewerbalnej strony – wyraźnie chcieli się bawić nagrywając Sex Packets. Puszczają wodze wyobraźni i kreatywności, zrzucają kajdany gatunkowe i schematyczne, urządzają wielką imprezę w formie albumu muzycznego. Robią, co im się żywnie podoba – byleby efekt końcowy był funky. Z tego chaosu powstał klasyczny, brzmiący świeżo nawet po 30 latach album.

The Humpty Dance był wielkim hitem w USA i do dzisiaj brzmi zajebiście. Tak – zajebiście. Nie fantastycznie, nie pięknie – ale właśnie zajebiście. Poprawia humor, niemalże zmusza do tańca, pokazuje w pełnej krasie najbardziej znane alter ego Shocka G. Jest również jednym z najczęściej samplowanych utworów w historii rapu – wykorzystywali go, w mniejszych lub większych porcjach, w swoich dziełach między innymi Gang Starr, Public Enemy, LL Cool J, Ice Cube, Jay-Z, ale także Sade i Spice Girls. Digital Underground nie mieli z tym żadnego problemu, a nawet żartobliwie wykorzystali popularność The Humpty Dance wśród producentów w utworze The Humpty Dance Awards z albumu The Body-Hat Syndrome.

Chwała im za to, bo mieli prawo odczuwać frustrację i urządzić piekło, „wyżyć” się na twórcach za to, przez co sami musieli przejść podczas tworzenia Sex Packets. Albowiem proces „czyszczenia sampli” był istnym koszmarem – co niestety bywa bardzo częstym problemem wielu producentów. A skoro o tym mowa, to album jest bardzo mocno inspirowany twórczością Parliament i George’a Clintona. Oprócz ich utworów, wykorzystuje również sample, między innymi, z utworów Herbiego Hancocka, Chic, Sly & The Family Stone i Donny Summer. Bardzo mocno bazuje na funku i fusion. The Humpty Dance było największym przebojem, ale pozostałe single z Sex Packets: Doowutchyalike oraz Freaks Of The Industry również były hitami radiowymi, szczególnie w regionie Zatoki.

Sex Packets sprzedało się w owym czasie lepiej niż wydane niewiele wcześniej 3 Feet High And Rising De La Soul i przyczyniło do umocnienia pozycji wytwórni Tommy Boy jako silnej rapowej stajni. Spójrzmy na przedstawicieli tego labelu na przestrzeni jedynie pięciu lat: w latach 1989-90 wydawali De La Soul, Queen Latifah, Digital Underground i Stetsasonic, w 1991 roku doszli Naughty by Nature, w 1992 House of Pain, a w 1994 Coolio. Imperium.

Sex Packets miał wielki wpływ na trendy produkcyjne i koncepcyjne w branży muzycznej. Zestarzał się wspaniale, do dzisiaj brzmi świeżo i radośnie. Shock G jest wizjonerem i geniuszem, którego katalog nie jest tak szanowany i pamiętany w środowisku jak powinien być. Mam świadomość, że nie wszystkie opisywane przeze mnie w tym miejscu albumy będą łatwe w odbiorze przez słuchaczy innych gatunków. Uważam, że Sex Packets jest jednym z tych bardziej „dostępnych” i wartych odsłuchu.

Autor - Adam Tkaczyk

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO